Menu

Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

Sto lat temu (GTWB)

varshava

Sto lat temu trwała pierwsza wojna światowa. Dlatego odejmę od tej daty jeszcze dwa lata i napiszę o tym, co wydarzyło się 102 lata temu w Warszawie.

Zdarzenie dla mnie niezwykle ważne, gdyż 16 lipca 1913 r. urodził się w Warszawie mój dziadek. Całe życie był z Warszawą związany, czynnie uczestniczył w wielu wydarzeniach, które na przestrzeni jego życia (a więc prawie cały XX wiek) w stolicy się rozgrywały. Przypuszczam, że gdyby nie on i jego aktywne zaangażowanie nie odczuwałabym aż tak silnego przywiązania do stolicy. 

Warszawa, Rynek Starego Miasta, 1912, Źródło

 

Dlatego dziś - przegląd prasy, Kurjer Warszawski, 16 lipca 1913 r.

W teatrze publiczność bawiła się bardzo wesoło

Ale ci, którzy udawali się za miasto nie powinni byli jechać bocznymi drogami - można było spotkać bandytów i rzezimieszków wylegujących się w dzień biały na polach i wśród krzaków.

Społeczeństwo obywatelskie? Już dawno warszawiacy wykazywali się postawą zaangażowaną, goniąc za bandytami nim do pościgu przyłączała się policja. 

Ze świata: lepiej od razu wychodzić za mąż za autentycznego księcia.

Kurjer Warszawski z 16 lipca 1913 r. odnalazłam na stronie ebuw, gdzie znajduje się wiele innych wspaniałych, zdigitalizowanych książek, gazet i czasopism.

Początek zmartwychwstania Warszawy

varshava

Dokładnie 70 lat temu, Niemcy niemal bez walki opuścili Warszawę. Jej powojenna historia wzbudza wiele kontrowersji, ale jedno jest pewne. Od tej pory rozpoczęły się powroty, przyjazdy nowych Warszawiaków i niewiarygodnie szybkie zmartwychwstawanie miasta.

Z tej okazji w Domu Spotkań z Historią wiele interesujących wydarzeń w ten weekend (tu szczegóły)

A ja przypomnę tylko fragment wiersza Juliana Tuwima, który już pojawiał się na tym blogu.

 

Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc Dziewięćset 

Czterdziestego Piątego,

Na rogu Ruin i Kresu,

Na rogu Gruzów i Śmierci,

Na rogu Zwalisk i Zgrozy,

Na rogu Marszałkowskiej i Jerozolimskiej,

Co padły sobie w płonące objęcia,

Żegnając się na zawsze, całując płomiennie -

Zjawiła się pękata warszawska babina,

Nieśmiertelna paniusia z chusteczką na głowie,

Postawiła, dnem do góry, skrzynkę na ruinach,

Podparła ją - meteorem: jakimś szczątkiem Miasta

I zawołała nieśmiertelnym tonem:

"Do chierbaty, do chierbaty,

Do świeżego ciasta!"

 

Cały przejmujący wiersz odnaleźć można tutaj.

 

Ulica Towarowa

varshava

Powyżej ulica Towarowa nocą, czyli okładka czasopisma „Stolica” - 6 (1418), 9 lutego 1975.

Ulica Towarowa to ulica z długą historią. Dlatego należy jej się szacunek, tak samo jak wszystkim innym ulicom i miejscom Warszawy. Z tego powodu drżę za każdym razem gdy zbiera się warszawska komisja nazewnictwa. Pomysł zmiany tej ulicy na "ulicę Lecha Kaczyńskiego" już w 2012 r. rzucił prezes największej opozycyjnej partii. Wówczas członkowie PiS uznali, że nie jest to ulica godna byłego prezydenta, bo jest ona, jak się wyrażali: "samochodowo-tramwajowym rynsztokiem". Ale teraz czarne chmury nad naszą bohaterką zawisły znów.

Ulica, o której piszę wytyczona została w tym miejscu około 1770 r. Ale swoją nazwę zyskała w wieku XIX, wraz z budową Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej. Co prawda oficjalnie nazwę ulicy nadano w 1908 r., ale mieszkańcy używali jej już wcześniej, a w "Księdze Adresowej Miasta Warszawy zawierającej adresy wszystkich stanów i instytucyj" (Wiśniakowski, M. Józef. Zebr. i ułożył, Warszawa, 1896) odnajdujemy ją w spisie i dowiadujemy się ile miała metrów, a nawet sążni. Jak widać już wówczas nie była to malutka uliczka. 

Źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

Była to oczywiście ulica w dużej mierze proletariacka, jak cała robotnicza Wola, w okolicach szybko rozwijały się fabryki i zakłady przemysłowe. Przez 25 lat mieszkał tu K.I. Gałczyński, a jego wiersz o tej ulicy pokazuje jej poetycką wizję.

Ulica Towarowa

 

Tutaj wieczorem faceci grają na mandolinach

i ręką wiatru porusza ufarbowane wstążeczki.

W ogóle tu jest inaczej i gwiazdy są jak poprzeczki,

i jest naprawdę wesoło, gdy księżyc wschodzi nad kinem.

 

Anioły proletariackie, dziewczyny, wychodzą z fabryk,

blondynki smukłe i smaczne, w oczach z ukrytym szafirem;

jedzą pestki i piją wodę sodową niezgrabnie,

pierś pokazując słońcu, piękną jak lirę.

 

A kiedy wieczór znowu wyłoni się z mandolin,

a księżyc, co był nad kinem, za elektrownią schowa,

mgłami i alkoholem ulica Towarowa 

rośnie i boli.

 

Zanim jednak pojawił się tu Zielony Konstanty, pod koniec XIX wieku przeniosło się na Towarową kilka domów publicznych z Nowego Miasta. I nie były to miejsca uciech wyłącznie dla robotników, niektóre ponoć niezwykle luksusowe cieszyły się dużą popularnością także zamożniejszych panów. (Może ten fakt odstraszy od zmieniania nazwy ulicy?)

W czasie wojny ulica została zbombardowana przez wojska radzieckie (w listopadzie 1941 r.), a w czasie Powstania była miejscem walk prowadzonych przez zgrupowanie "Chrobry II". Za to po wojnie stanął tu pierwszy nowy budynek, czyli poczta pod numerem 5.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, ze ulica Towarowa warta jest naszej pamięci. I dlatego, że znów radni z Komisji Nazewnictwa wpadają na dziwne pomysły. Oprócz powrotu do pomysłu ulicy Lecha Kaczyńskiego pojawiają się i inne: "Priorytetem będzie dla nas doprowadzenie do formalnego usunięcia pomnika "czterech śpiących" z Pragi i pomnika Berlinga - mówi radny Frąckowiak."

O zmianie nazw ulic pisałam m.in. przy okazji Stołecznej (pomścimy!), a jak ktoś chce zobaczyć Czterech Śpiących, to tylko na zdjęciu. Ja zdążyłam ich sfotografować.

BUWing w odbiciach szyb

varshava

Co prawda do sesji egzaminacyjnej jeszcze ponad dwa tygodnie, ale w BUWie już teraz trudno znaleźć wolne biurko. 

Ale nad pracą czuwa czterech mędrców (Kazimierz Twardowski, Stanisław Leśniewski, Alfred Tarski i Ignacy Łukasiewicz), wróży to pomyślnie zdane egzaminy.

BUW dla sów.

Lasów trzeba oszczędzać!

varshava

W tem całem świątecznem rozgardiaszu, kilka słów od Pana Walerka, o tem, że lasów trzeba oszczędzać i choinkie można mieć sztuczne, albo jeszcze inszego sortu.

Wszystkiem czytelnikom bloga składam najlepsze życzenia świąteczne, aby na stole odpowiedzialne zakąskie pod jednego głębszego każdy znalazł!



(Felieton Wiecha wspaniale czyta Jan Kobuszewski)

Warszawski piasek Gierymskiego

varshava

Kończący się powoli rok był doskonałym rokiem dla Muzeum Narodowego w Warszawie. Jak wiele wspaniałych rzeczy się tam działo i nadal dzieje nie sposób wyrazić. W krótkim wpisie nie da się także opisać nawet jednej wystawy. Dlatego dziś o jednym tylko obrazie, bardzo warszawskim, który można było oglądać w 2014 r. Oto "Piaskarze" Aleksandra Gierymskiego (dla większej rozdzielczości warto kliknąć tutaj. Najlepiej jednak oglądać na żywo).

Był Aleksander Gierymski, jak i jego brat Maksymilian, urodzonym Warszawiakiem. To jeden z najwybitniejszych polskich malarzy i jeden z najbardziej świadomych prekursorów realizmu. Co ciekawe, w tzw. okresie warszawskim znajdywał zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników swojej twórczości. Wśród pierwszych znajdował się m.in. Bolesław Prus, a wśród przeciwników... Jan Matejko. Dla wielkiego malarza polskiej historii nadwiślańskie pejzaże nie były bowiem żadnym tematem.

Gierymski był niestrudzonym obserwatorem życia, zwłaszcza Warszawy. Te części miasta, które malował często wcześniej nigdy nie były portretowane, uważane za wstydliwe. "Brama na starym mieście", "Święto trąbek" czy "Piaskarze" prezentują bowiem sceny z życia biedoty Powiśla i Starówki.

"Piaskarze" to obraz wspaniały nie tylko ze względu na kunszt malarski, ale i temat. Warszawscy piaskarze przy pracy, na Powiślu, to swego rodzaju dokument historyczny. W tle widzimy nieistniejący już most Kierbedzia (okolice dzisiejszego mostu Śląsko-Dąbrowskiego). Mosty inspirowały Gierymskiego, bo niemal na każdym z jego obrazów z okresu warszawskiego można je odnaleźć. Kto się np. bliżej przyjrzy, ten na "Święcie trąbek" dostrzeże most kolejowy, po którym od strony Pragi nadciąga parowóz.

Czy piaskarze rzeczywiście tak pracowali? Dla porównania zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego zrobione prawie pół wieku po powstaniu obrazu (który, przypomnijmy, został namalowany w 1887 r.). Nasi piaskarze ledwie kilkaset metrów dalej. I tu w tle most Kierbedzia.

 1-G-1878

 1-G-1879

Nowa-dawna Warszawa

varshava

Jaki prezent dla Warszawiaka na święta lub mikołajki? Może odrobina dawnej Warszawy? Nie trzeba zresztą bardzo szukać, wystarczy przejść się Krakowskim Przedmieściem, by spotkać się z rzeczywistością sprzed kilkudziesięciu lat. Nie wiem co tam robił ten autobus, lecz wiem, że nie tylko przeniósł mnie w czasie o lata, ale i o miesiąc: cały entourage był już jakiś świąteczny, choć lampki się jeszcze nie świecą.

Klimat dawnej Warszawy odnaleźć można albo na Krakowskim Przedmieściu, albo oglądając zdjęcia z albumu "Warszawa lat 50.", BOSZ, NAC, 2014, na przykład na na stronie 52 :-)

Życzę wszystkim udanych spacerów, jak widać Warszawa nocą zachwycała dawniej i zachwyca dziś!

GTWB Akcja LXXXV

varshava

Grupa Trzymająca Warszawskie Blogi (GTWB) wymyśliła dobry temat na listopad, miesiąc, w którym nie chce się wychodzić z domu - jeśli nie trzeba. Dziś zatem, z okazji wpisu "Kubeczki i filiżanki" zdjęcie z mojego biurka. W domu, pracy czy na dworze - zawsze warszawsko i z faszonem!:)

Głowy Mickiewicza

varshava

Dziś jest patriotycznie, święto i Niepodległość, dlatego wracamy do poety-wieszcza, poety-symbolu, mimo że, jak może Czytelnicy zauważyli, nie jest on moim ulubieńcem. 

Pomnik Adama Mickiewicza stoi przy Krakowskim Przedmieściu. O samym monumencie, o tym, dlaczego to czy Mickiewicz był wielkim poetą jest kwestią dyskusyjną oraz dlaczego nie miałby szans z Chopinem pisałam tutaj.

Warto poznać jego losy tuż powojenne. Po 1945 r. pomnik był całkiem zniszczony. Ostał się niemal wyłącznie cokół. Renowację utrudniał dodatkowo fakt, że głowa i tors zaginęły, a pozostały jedynie ślady w postaci bardzo niewyraźnych zdjęć. Powojenny entuzjazm i patriotyzm jednak przeważyły, a odbudowy podjął się Jan Szczepkowski wraz z zespołem. Szczęśliwie polska misja wojskowa odnalazła po wojnie głowę i fragment torsu pomnika poety w Hamburgu. 

Warto zwrócić uwagę na to jak poradzono sobie z problemem braku materiałów. W tym czasie GUS otrzymał z Niemiec transport z aktami, a w jednym z wagonów znajdowała się olbrzymia, zrobiona ze spiżu, głowa Goeringa. Problem niedoboru został więc rozwiązany - pomnik wieszcza jest przetopioną wersją głowy niemieckiego nazisty.

Czasami zastanawiam się - a co stało się z odnalezioną w Hamburgu głową pomnika Adama Mickiewicza? Mimo poszukiwań nie udało mi się dotrzeć do źródeł na ten temat. 

Ale nie martwmy się. Głów nie brakuje. Oto jedna z nich, natrafiłam na nią w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Alejach Ujazdowskich.

GTWB Co pokażesz turyście?

varshava

Turystom zawsze w pierwszej kolejności pokazuję Żoliborz. Ale zakamarków i miejsc czarownych tam tyle, że dziś ujmę to inaczej. W zależności od pory roku pokazuję im różne kolory Warszawy.

Wiosna

Lato

Jesień

Zima

ps. jedno ze zdjęć wyjątkowo nie jest mojego autorstwa. "Wiosnę" uwiecznił Jarek Prz.

O człowieku, który chciał uratowac ludzkość

varshava

O Janie Karskim wiedzą chyba wszyscy, dzięki temu, że 2014 został ogłoszony Jego rokiem. Chętnych poznania Jego biografii zachęcam do wizyty w księgarni, ponieważ ukazało się mnóstwo opracowań na ten temat. Jeśli ktoś chce przeczytać coś od razu, zachęcam aby kliknąć na np. jankarski.org

My skupiamy się na blogu na jednym wątku, bo nie czas i miejsce na całą niezwykłą biografię. Kiedy w 1942 r. Jan Karski przekazał na zachód informacje o zagładzie Żydów, prawie nikt nie chciał mu uwierzyć. Podczas spotkań z wieloma ważnymi politykami z Wielkiej Brytanii i z USA (w tym z prezydentem Roosveltem) mówił o zagładzie Żydów, przekazywał dramatyczne informacje o obozach, ale zachód nie reagował. Spotykał się z murem obojętności świata wobec dramatu Holokaustu. Dlaczego nazwałam ten wpis "Człowiek, który chciał uratować ludzkość"? Bo wg mnie to nie tylko kwestia ratowania Żydów. Postawa świata wobec zagłady, każdej, która ma miejsce, jest probierzem jej człowieczeństwa.

W Warszawie uczczono Jana Karskiego, stawiając mu pomnik-ławeczkę na Muranowie przy Muzeum Historii Żydów Polskich. Jest to trzecia ławeczka pomnikowa upamiętniająca Jana Karskiego w Polsce (po Łodzi i Kielcach) oraz szósta na świecie (po Waszyngtonie, Nowym Jorku i Tel-Awiwie).

W tle, po lewej Pomnik Bohaterów Getta.

6 lat

varshava

Dziś mija dokładnie 6 lat od dnia pierwszego wpisu na tym blogu. Gdyby spojrzeć na pierwsze zdjęcie jakie tu zamieściłam i zdjęcie z podobnego miejsca zrobione w minionym tygodniu, można by pomyśleć, że nic się w naszym mieście nie zmieniło. Ale prawda jest taka, że zmieniło się bardzo wiele, zarówno na lepsze jak i na gorsze, choć ja więcej dostrzegam tego co ułatwia i umila nam życie. (pierwsze zdjęcie tutaj).

Z okazji szóstych urodzin bloga, księgowy z Lizbony, Bernardo Soares, opowie o tym, jak miasto (w jego przypadku Lizbona, w naszym - Warszawa) mówi do nas na każdym kroku.

"W pewnych wyjątkowo jasnych momentach medytacji, jak wtedy gdy błąkam się o zmierzchu po ulicach, prowadząc swoje obserwacje, każda osoba przynosi mi jakąś wiadomość, kazdy dom obwieszcza mi nowinę, każdy plakat przed czymś przestrzega.

Mój milczący spacer jest nieustanną rozmową i my wszyscy - ludzie, domy, kamienie, plakaty i niebo - jesteśmy wielkim, przyjacielskim tłumem, który sunie, przepychając się słowami, w wielkiej procesji Przeznaczenia".

Fernando Pessoa, "Księga Niepokoju", tłum. M. Lipszyc

GTWB (nie takie) szare ściany

varshava

W czasach PRLu w Warszawie, przy placu Trzech Krzyży mieściła się kawiarnia Lajkonik. Została otwarta w roku 1954 i bywali w niej między innymi wybitni twórcy polskiej kultury. Wśród nich rysownicy, którzy zaczęli ozdabiać ściany różnymi malowidłami. Wśród autorów rysunków znajdują się m.in. Eryk Lipiński, Aleksander Kobzdej, Ha-Ga czy Zbigniew Lengren. A wśród bohaterów rysunków - m.in. bywalcy kawiarni. Po latach, gdy to miejsce spotkań zamknięto pojawiło się duże prawdopodobieństwo, że rysunki znikną. Na szczęście tak się nie stało i funkcjonująca tam dziś kawiarnia, co prawda sieciowa, ale tradycji dochowała. Zacznijmy od "pięterka", gdzie uwiecznione znane postaci siedzą do dziś.

"Wszelka, mój bracie, teoria jest szara,
Zielone zaś jest życia drzewo złote." (Goethe, "Faust")

120!

varshava

Dziś mija 120 lat od dnia urodzin - nie ma co ukrywać - mojego ulubionego Poety. Zresztą trudno byłoby to ukryć, pisałam o Julianie Tuwimie nie raz, nie dwa, nie trzy i nie cztery, a więcej razy! Dziś będzie wpis powiązany z hotelami. A zatem na zdjęciu - Europejski, w którym kawiarnia "Pod Picadorem" mieściła się od marca 1919 r.  Obecnie w budynku trwa generalny remont, liczę na to, że powróci do swoich tradycji. A wpis - z "W oparach absurdu", gdzie Tuwim, nie gorzej od Wiecha posługiwał się naszą, warszawską mową.

Z.M. w Warszawie

W zeszłe środę wyszłam na Marszałkowskie i trafił mi się przyjezdny gość, który mnie zaproponował dozgonne miłość i stanęło na 10 złotych. A jak my poszli do hotelu "Capri" na Widok, to portier w śledzione szarpany mnie przed gościem obgadał, że tera, mówi, to katolika dla pucu przyprowadziła, a tak to tylko samech żydków miewa, bo on ścierwo na mnie złość ma od czasu, jak mu precęt zniżyłam, i takiem sposobem mnie przed polskiem gościem obsmarować pragnęł. A gość był w sztylpach i w ogóle w zupełności pijany, tyle tylko, że bardzo się spieszył, żeby na pociąg zdążyć. Ale jak usłyszał, to mówi, że ja, mówi, nie będę, mówi, po żydowskich tych (i słowa takiego użył) swoją, mówi, rasę zanieczyszczać, gdyż, mówi, gruntowny jezdem narodowiec i prasowo uświadomiony. I poszedł do numeru z tą grubą Rojzą Szpint, co tylko katolicką klijentelę trzyma i żydami się brzydzi. To się teraz pytam, kto moje stracone 10 zł odda?

 

Spragnieni więcej? O twórczości i miejscach związanych z Julianem Tuwimem w Warszawie można wiele się dowiedzieć ze strony mojej i mojego przyjaciela*: TuwiMiasto. Zapraszam!:)

*stronę całkowicie zaprojektował doskonały programista Robert Bąk.

Gościnny Dwór - czyli Warszawa nieodbudowana

varshava

Gdzie udawał się przed laty Warszawiak który chciał zrobić zakupy? Oczywiście wsiadał w tramwaj i jechał prosto do Gościnnego Dworu! (No, chyba, że kupował bardziej ekskluzywnie, np. u braci Jabłkowskich, albo preferował zakupy na Kercelaku). Gościnny Dwór to było prawdziwe centrum handlowe niegdysiejszej Warszawy. Nie dziwi więc, że nad główną bramą wjazdową, od strony Żelaznej Bramy znajdowała się pozłacana figura Merkurego, starożytnego boga handlu (co ciekawe, figura ta wskazywała także kierunek wiatru).

Nowoczesny murowany, parterowy budynek handlowy stanął na placu Żelaznej Bramy w 1841 r., wkrótce po pożarze, który dotknął stare budy i stragany dawnego targowiska Wielopole. Plany aby w miejsce chaotycznego targowiska stworzyć rozwiązania bardziej uporządkowane istniały już od dawna, brakowało jednak funduszy. Architekci - Jakub Gay i Alfons Kropiwnicki - wybudowali budynek na własny koszt, ale by inwestycja zwróciła im się, przez kolejne 25 lat mieli prawo do pobierania opłat za wynajmowanie sklepów. Budynek przeszedł na własność miasta w roku 1867. Był jednym z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych w ówczesnej Warszawie.  Na wyjątkowość tego miejsca składało się wiele aspektów. Po pierwsze charakterystyczny, trójkątny kształt, przypominający kroplę wody, widoczny m.in. na mapie z 1936 r. (Źródło: serwis mapowy UM)


Po drugie, niespotykane do tej pory zastosowanie żeliwa jako materiału konstrukcyjnego. Podcienia tworzone przez zadaszone, odlewane arkady nadawały budynkowi charakter niemal orientalny. Arkady te odlane zostały w Fabryce Machin Banku Polskiego na Solcu. Niestety, podczas wojny, po częściowym zburzeniu budynku, Niemcy nie zachwycali się kunsztem wykonania, tylko przeznaczyli elementy metalowe na złom.


W Gościnnym Dworze spotkać się można było z wielokulturowością stolicy. Wśród 168 sklepów odwiedzić można było kupców polskich, rosyjskich czy żydowskich. Nazwa Gościnny Dwór z kolei wywodziła się z języka rosyjskiego, na wzór podobnych targowisk istniejących w tym kraju.

Niemcy zbombardowali budynek w 1939 r., a po wojnie nie podjęto decyzji o jego odbudowie. Dziś możemy o nim czytać, podziwiać na starych zdjęciach i pocztówkach, lub rozkoszować się detalami w Parku Miniatur w Parku Sowińskiego. I moje zdjęcia stamtąd pochodzą. Polecam, bo jest co oglądać!

Moje miejsce na świecie

varshava

Zupełnym przypadkiem trafiłam dziś na mapkę przedstawiającą zdaje się możliwy zasięg fal radiowych w Polsce. (na tę). Przypomniała mi ona słowa ze wspomnień Teresy i Władysława Tatarkiewiczów:

"To było i jest moje miejsce na świecie. Widziałem niegdyś propagandowy druk Towarzystwa Krajoznawczego, który za pomocą szeregu koncentrycznych kół wywodził, że Warszawa stanowi centrum cywilizowanego świata. Nie myślę, żeby tak było. Ale odczuwam właśnie tak."


70.

varshava

Rocznica Powstania Warszawskiego jest okrągła, będzie więc wpis bardziej niż zazwyczaj prywatny.

Kiedy po upadku Powstania na Mokotowie mój dziadek wszedł do kanału na ulicy Bałuckiego i po prawie dobie wyszedł na powierzchnię przy ulicy Dworkowej myślał, że to już jego koniec. Pierwszym co zobaczył były bowiem nogi hitlerowskiego żołnierza. Nieopodal leżały ciała zabitych powstańców. Ustawiono go z boku wraz z kilkoma innymi i czekano aż zbierze się grupa 10 żołnierzy, bo w takiej liczbie ich rozstrzeliwano. Kiedy na wyrok czekało już jakiś 7 czy 8 powstańców pojawiło się trzech niemieckich oficerów lotnictwa. Wdali się w awanturę z żołnierzami na miejscu i - chcąc nie chcąc - odprowadzili tych złapanych i czekających (w tym mojego dziadka) do punktu zbornego, niezamierzenie ratując im życie. Z liczby zabitych, których mój dziadek widział i informacji, która później na temat tego miejsca się pojawiła wynikało, że jeszcze przez długi czas zabijano kolejnych wychodzących pojedynczo powstańców.

Dziś to miejsce jest upamiętnione i tablicami, i monumentem, i śladami stóp - po powstańcach kierowanych na rozstrzelanie. Moja rodzina miała olbrzymie szczęście. Ale setki innych tego szczęścia nie miało.

Jeden z ostatnich żołnierzy Kedywu AK, Stanisław Likiernik, w książce Emila Marata i Michała Wójcika, „Made in Poland” mówi: Nie zdajecie sobie sprawy, jakie to było uczucie – przestać być zwierzyną łowną i zamienić się w polującego. I kiedy udało się odwrócić role i zapolować na Niemców, to było uczucie nieporównywalne z niczym.

Ale wspomina i o tym: Nie przepadam za historykami takimi, którzy zadają mi pytanie: czy powstanie było zwycięstwem czy klęską? Odpowiadam: No chyba nikt nie powie, że to jest zwycięstwo. On na to: Ho, ho, ho, to wcale nie takie pewne. Ja: To dla mnie jest klęska, przegrana. On: Przecież to było „moralne zwycięstwo”. Ja: Nie wiem, co to jest moralne zwycięstwo, ale wiem, że zginęło dwieście tysięcy ludzi, wiem, że miasto zostało zniszczone. Jeżeli to jest zwycięstwo, to nie potrafię odróżnić zwycięstwa od klęski i chyba trzeba zmienić znaczenie słów.

Warto dziś na chwilę zatrzymać się i zastanowić nad tymi wydarzeniami.

69, 68, 67, 66, 65

GTWB LXXXI - "Bez..."

varshava

Bez... takiej sztuki Warszawa nie byłaby taka fajna.

Żyć kolorowo trzeba.

Nie wiem czy na ostrym kole, ale na rowerze na pewno:

Idol na zawsze:

I idol, innego rodzaju (zobacz jakiego)

I o tym też zawsze pamiętać należy, tak samo jak o prawie moralnym w nas:

A czasem warto w nie spojrzeć.

Wieża Babel

varshava

Wiem, że projekt dostał już jakieś nagrody i mimo ostatniego pożaru (spektakularnego, na szczęście bez ofiar) nadal cieszy się uznaniem. Jednak moje pierwsze wrażenia i skojarzenia są jednoznaczne. Warsaw Spire, bo tak nazywa się nowa konstrukcja, powstaje właśnie na Woli.

Przenieśmy się jednak w czasie. Jest rok 1563. Pieter Bruegel (starszy), po swojej fascynującej podróży do Włoch przechadza się po ulicach zamożnej Antwerpii. Otoczony wieloma językami - flamandzkim, niemieckim, francuskim i hiszpańskim, zastanawia się jak przenieść na płótno wszystkie te wrażenia z bogatego miasta i połączyć je z wizją rzymskiego koloseum. I oto wpada na pomysł, dzięki któremu powstał jeden z najsłynniejszych jego obrazów: wieża Babel. Dla jednych obraz ludzkiej pychy, dla innych miejsca rozwoju. Bruegel namalował dwie wersje "Wieży Babel". Wybrałam tę znajdującą się dziś w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu, bo mimo wszystko więcej tu spokoju niż na wersji z Rotterdamu.

Czy budowa na Woli nie przypomina jej unowocześnionej wersji?

Źródło, które warto zobaczyć, bo i obraz tu wyraźniejszy.

Ale pamiętajcie, nie o języki tu chodzi, tylko o zwykłe, ludzkie porozumienie, co tak wyraźnie widać w wierszu Wisławy Szymborskiej:

Na wieży Babel

- Która godzina? - Tak, jestem szczęśliwa,
i brak mi tylko dzwoneczka u szyi,
który by brzęczał nad Tobą, gdy śpisz.
- Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr,
wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą
na skrzypiących zawiasach. - Jak to, zapomniałeś?
Miałam na sobie zwykłą szarą suknię
spinaną na ramieniu. - I natychmiast potem
niebo pękło w stubłysku. - Jakże mogłam wejść,
przecież nie byłeś sam. - Ujrzałem nagle
kolory sprzed istnienia wzroku. - Szkoda,
że nie możesz mi przyrzec. - Masz słuszność,
widocznie to był sen. - Dlaczego kłamiesz,
dlaczego mówisz do mnie jej imieniem,
kochasz ją jeszcze? - O tak, chciałbym,
żebyś została ze mną. - Nie mam żalu,
powinnam była domyślić się tego.
- Wciąż myślisz o nim? - Ależ ja nie płaczę.
- I to już wszystko? - Nikogo jak ciebie.
- Przynajmniej jesteś szczera. - Bądź spokojny,
wyjadę z tego miasta. - Bądź spokojna,
odejdę stąd. - Masz takie piękne ręce.
- To stare dzieje, ostrze przeszło
nie naruszając kości. - Nie ma za co,
mój drogi, nie ma za co. - Nie wiem
i nie chcę wiedzieć, która to godzina.

GTWB LXXX "Defekt specjalny"

varshava

Żeby było lepiej - musi być przez czas jakiś gorzej. Wieża największej świątyni w Warszawie - kościoła Wszystkich Świętych przy placu Grzybowskim, od dawna już przechodzi renowację. (zdjęcie pochodzi z sierpnia 2012 r.)

 

Przy okazji wpisu zachęcam ponownie do odwiedzania strony o Julianie Tuwimie w Warszawie:)

© Warszawa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci