Menu

Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

GTWB (nie takie) szare ściany

varshava

W czasach PRLu w Warszawie, przy placu Trzech Krzyży mieściła się kawiarnia Lajkonik. Została otwarta w roku 1954 i bywali w niej między innymi wybitni twórcy polskiej kultury. Wśród nich rysownicy, którzy zaczęli ozdabiać ściany różnymi malowidłami. Wśród autorów rysunków znajdują się m.in. Eryk Lipiński, Aleksander Kobzdej, Ha-Ga czy Zbigniew Lengren. A wśród bohaterów rysunków - m.in. bywalcy kawiarni. Po latach, gdy to miejsce spotkań zamknięto pojawiło się duże prawdopodobieństwo, że rysunki znikną. Na szczęście tak się nie stało i funkcjonująca tam dziś kawiarnia, co prawda sieciowa, ale tradycji dochowała. Zacznijmy od "pięterka", gdzie uwiecznione znane postaci siedzą do dziś.

"Wszelka, mój bracie, teoria jest szara,
Zielone zaś jest życia drzewo złote." (Goethe, "Faust")

120!

varshava

Dziś mija 120 lat od dnia urodzin - nie ma co ukrywać - mojego ulubionego Poety. Zresztą trudno byłoby to ukryć, pisałam o Julianie Tuwimie nie raz, nie dwa, nie trzy i nie cztery, a więcej razy! Dziś będzie wpis powiązany z hotelami. A zatem na zdjęciu - Europejski, w którym kawiarnia "Pod Picadorem" mieściła się od marca 1919 r.  Obecnie w budynku trwa generalny remont, liczę na to, że powróci do swoich tradycji. A wpis - z "W oparach absurdu", gdzie Tuwim, nie gorzej od Wiecha posługiwał się naszą, warszawską mową.

Z.M. w Warszawie

W zeszłe środę wyszłam na Marszałkowskie i trafił mi się przyjezdny gość, który mnie zaproponował dozgonne miłość i stanęło na 10 złotych. A jak my poszli do hotelu "Capri" na Widok, to portier w śledzione szarpany mnie przed gościem obgadał, że tera, mówi, to katolika dla pucu przyprowadziła, a tak to tylko samech żydków miewa, bo on ścierwo na mnie złość ma od czasu, jak mu precęt zniżyłam, i takiem sposobem mnie przed polskiem gościem obsmarować pragnęł. A gość był w sztylpach i w ogóle w zupełności pijany, tyle tylko, że bardzo się spieszył, żeby na pociąg zdążyć. Ale jak usłyszał, to mówi, że ja, mówi, nie będę, mówi, po żydowskich tych (i słowa takiego użył) swoją, mówi, rasę zanieczyszczać, gdyż, mówi, gruntowny jezdem narodowiec i prasowo uświadomiony. I poszedł do numeru z tą grubą Rojzą Szpint, co tylko katolicką klijentelę trzyma i żydami się brzydzi. To się teraz pytam, kto moje stracone 10 zł odda?

 

Spragnieni więcej? O twórczości i miejscach związanych z Julianem Tuwimem w Warszawie można wiele się dowiedzieć ze strony mojej i mojego przyjaciela*: TuwiMiasto. Zapraszam!:)

*stronę całkowicie zaprojektował doskonały programista Robert Bąk.

Gościnny Dwór - czyli Warszawa nieodbudowana

varshava

Gdzie udawał się przed laty Warszawiak który chciał zrobić zakupy? Oczywiście wsiadał w tramwaj i jechał prosto do Gościnnego Dworu! (No, chyba, że kupował bardziej ekskluzywnie, np. u braci Jabłkowskich, albo preferował zakupy na Kercelaku). Gościnny Dwór to było prawdziwe centrum handlowe niegdysiejszej Warszawy. Nie dziwi więc, że nad główną bramą wjazdową, od strony Żelaznej Bramy znajdowała się pozłacana figura Merkurego, starożytnego boga handlu (co ciekawe, figura ta wskazywała także kierunek wiatru).

Nowoczesny murowany, parterowy budynek handlowy stanął na placu Żelaznej Bramy w 1841 r., wkrótce po pożarze, który dotknął stare budy i stragany dawnego targowiska Wielopole. Plany aby w miejsce chaotycznego targowiska stworzyć rozwiązania bardziej uporządkowane istniały już od dawna, brakowało jednak funduszy. Architekci - Jakub Gay i Alfons Kropiwnicki - wybudowali budynek na własny koszt, ale by inwestycja zwróciła im się, przez kolejne 25 lat mieli prawo do pobierania opłat za wynajmowanie sklepów. Budynek przeszedł na własność miasta w roku 1867. Był jednym z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych w ówczesnej Warszawie.  Na wyjątkowość tego miejsca składało się wiele aspektów. Po pierwsze charakterystyczny, trójkątny kształt, przypominający kroplę wody, widoczny m.in. na mapie z 1936 r. (Źródło: serwis mapowy UM)


Po drugie, niespotykane do tej pory zastosowanie żeliwa jako materiału konstrukcyjnego. Podcienia tworzone przez zadaszone, odlewane arkady nadawały budynkowi charakter niemal orientalny. Arkady te odlane zostały w Fabryce Machin Banku Polskiego na Solcu. Niestety, podczas wojny, po częściowym zburzeniu budynku, Niemcy nie zachwycali się kunsztem wykonania, tylko przeznaczyli elementy metalowe na złom.


W Gościnnym Dworze spotkać się można było z wielokulturowością stolicy. Wśród 168 sklepów odwiedzić można było kupców polskich, rosyjskich czy żydowskich. Nazwa Gościnny Dwór z kolei wywodziła się z języka rosyjskiego, na wzór podobnych targowisk istniejących w tym kraju.

Niemcy zbombardowali budynek w 1939 r., a po wojnie nie podjęto decyzji o jego odbudowie. Dziś możemy o nim czytać, podziwiać na starych zdjęciach i pocztówkach, lub rozkoszować się detalami w Parku Miniatur w Parku Sowińskiego. I moje zdjęcia stamtąd pochodzą. Polecam, bo jest co oglądać!

Moje miejsce na świecie

varshava

Zupełnym przypadkiem trafiłam dziś na mapkę przedstawiającą zdaje się możliwy zasięg fal radiowych w Polsce. (na tę). Przypomniała mi ona słowa ze wspomnień Teresy i Władysława Tatarkiewiczów:

"To było i jest moje miejsce na świecie. Widziałem niegdyś propagandowy druk Towarzystwa Krajoznawczego, który za pomocą szeregu koncentrycznych kół wywodził, że Warszawa stanowi centrum cywilizowanego świata. Nie myślę, żeby tak było. Ale odczuwam właśnie tak."


70.

varshava

Rocznica Powstania Warszawskiego jest okrągła, będzie więc wpis bardziej niż zazwyczaj prywatny.

Kiedy po upadku Powstania na Mokotowie mój dziadek wszedł do kanału na ulicy Bałuckiego i po prawie dobie wyszedł na powierzchnię przy ulicy Dworkowej myślał, że to już jego koniec. Pierwszym co zobaczył były bowiem nogi hitlerowskiego żołnierza. Nieopodal leżały ciała zabitych powstańców. Ustawiono go z boku wraz z kilkoma innymi i czekano aż zbierze się grupa 10 żołnierzy, bo w takiej liczbie ich rozstrzeliwano. Kiedy na wyrok czekało już jakiś 7 czy 8 powstańców pojawiło się trzech niemieckich oficerów lotnictwa. Wdali się w awanturę z żołnierzami na miejscu i - chcąc nie chcąc - odprowadzili tych złapanych i czekających (w tym mojego dziadka) do punktu zbornego, niezamierzenie ratując im życie. Z liczby zabitych, których mój dziadek widział i informacji, która później na temat tego miejsca się pojawiła wynikało, że jeszcze przez długi czas zabijano kolejnych wychodzących pojedynczo powstańców.

Dziś to miejsce jest upamiętnione i tablicami, i monumentem, i śladami stóp - po powstańcach kierowanych na rozstrzelanie. Moja rodzina miała olbrzymie szczęście. Ale setki innych tego szczęścia nie miało.

Jeden z ostatnich żołnierzy Kedywu AK, Stanisław Likiernik, w książce Emila Marata i Michała Wójcika, „Made in Poland” mówi: Nie zdajecie sobie sprawy, jakie to było uczucie – przestać być zwierzyną łowną i zamienić się w polującego. I kiedy udało się odwrócić role i zapolować na Niemców, to było uczucie nieporównywalne z niczym.

Ale wspomina i o tym: Nie przepadam za historykami takimi, którzy zadają mi pytanie: czy powstanie było zwycięstwem czy klęską? Odpowiadam: No chyba nikt nie powie, że to jest zwycięstwo. On na to: Ho, ho, ho, to wcale nie takie pewne. Ja: To dla mnie jest klęska, przegrana. On: Przecież to było „moralne zwycięstwo”. Ja: Nie wiem, co to jest moralne zwycięstwo, ale wiem, że zginęło dwieście tysięcy ludzi, wiem, że miasto zostało zniszczone. Jeżeli to jest zwycięstwo, to nie potrafię odróżnić zwycięstwa od klęski i chyba trzeba zmienić znaczenie słów.

Warto dziś na chwilę zatrzymać się i zastanowić nad tymi wydarzeniami.

69, 68, 67, 66, 65

GTWB LXXXI - "Bez..."

varshava

Bez... takiej sztuki Warszawa nie byłaby taka fajna.

Żyć kolorowo trzeba.

Nie wiem czy na ostrym kole, ale na rowerze na pewno:

Idol na zawsze:

I idol, innego rodzaju (zobacz jakiego)

I o tym też zawsze pamiętać należy, tak samo jak o prawie moralnym w nas:

A czasem warto w nie spojrzeć.

Wieża Babel

varshava

Wiem, że projekt dostał już jakieś nagrody i mimo ostatniego pożaru (spektakularnego, na szczęście bez ofiar) nadal cieszy się uznaniem. Jednak moje pierwsze wrażenia i skojarzenia są jednoznaczne. Warsaw Spire, bo tak nazywa się nowa konstrukcja, powstaje właśnie na Woli.

Przenieśmy się jednak w czasie. Jest rok 1563. Pieter Bruegel (starszy), po swojej fascynującej podróży do Włoch przechadza się po ulicach zamożnej Antwerpii. Otoczony wieloma językami - flamandzkim, niemieckim, francuskim i hiszpańskim, zastanawia się jak przenieść na płótno wszystkie te wrażenia z bogatego miasta i połączyć je z wizją rzymskiego koloseum. I oto wpada na pomysł, dzięki któremu powstał jeden z najsłynniejszych jego obrazów: wieża Babel. Dla jednych obraz ludzkiej pychy, dla innych miejsca rozwoju. Bruegel namalował dwie wersje "Wieży Babel". Wybrałam tę znajdującą się dziś w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu, bo mimo wszystko więcej tu spokoju niż na wersji z Rotterdamu.

Czy budowa na Woli nie przypomina jej unowocześnionej wersji?

Źródło, które warto zobaczyć, bo i obraz tu wyraźniejszy.

Ale pamiętajcie, nie o języki tu chodzi, tylko o zwykłe, ludzkie porozumienie, co tak wyraźnie widać w wierszu Wisławy Szymborskiej:

Na wieży Babel

- Która godzina? - Tak, jestem szczęśliwa,
i brak mi tylko dzwoneczka u szyi,
który by brzęczał nad Tobą, gdy śpisz.
- Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr,
wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą
na skrzypiących zawiasach. - Jak to, zapomniałeś?
Miałam na sobie zwykłą szarą suknię
spinaną na ramieniu. - I natychmiast potem
niebo pękło w stubłysku. - Jakże mogłam wejść,
przecież nie byłeś sam. - Ujrzałem nagle
kolory sprzed istnienia wzroku. - Szkoda,
że nie możesz mi przyrzec. - Masz słuszność,
widocznie to był sen. - Dlaczego kłamiesz,
dlaczego mówisz do mnie jej imieniem,
kochasz ją jeszcze? - O tak, chciałbym,
żebyś została ze mną. - Nie mam żalu,
powinnam była domyślić się tego.
- Wciąż myślisz o nim? - Ależ ja nie płaczę.
- I to już wszystko? - Nikogo jak ciebie.
- Przynajmniej jesteś szczera. - Bądź spokojny,
wyjadę z tego miasta. - Bądź spokojna,
odejdę stąd. - Masz takie piękne ręce.
- To stare dzieje, ostrze przeszło
nie naruszając kości. - Nie ma za co,
mój drogi, nie ma za co. - Nie wiem
i nie chcę wiedzieć, która to godzina.

GTWB LXXX "Defekt specjalny"

varshava

Żeby było lepiej - musi być przez czas jakiś gorzej. Wieża największej świątyni w Warszawie - kościoła Wszystkich Świętych przy placu Grzybowskim, od dawna już przechodzi renowację. (zdjęcie pochodzi z sierpnia 2012 r.)

 

Przy okazji wpisu zachęcam ponownie do odwiedzania strony o Julianie Tuwimie w Warszawie:)

Poszłam wczoraj na samotny spacer w stronę Wisły...

varshava

Maria Skłodowska-Curie swoje mowy rozpoczynała od słów "Urodziłam się w Warszawie", co zawsze napełnia mnie dumą. Oczywiście, żadna to zasługa urodzić się w tym samym mieście co ktoś inny, choćby nawet podwójna noblistka, ale jednak przyjemnie jest żyć z tą świadomością. Jeśli kiedyś będę odbierać nagrodę Nobla to sądzę, że zacznę od tych samych słów.

Maria Skłodowska-Curie jest w Warszawie doceniona, znany jest jej pomnik na ulicy Wawelskiej, niedaleko zresztą ulicy.. Marii Skłodowskiej-Curie. Rok 2011 był jej rokiem i w Warszawie wiele się z tej okazji działo:pewne rzeczy zniknęły bez śladu, inne możemy podziwiać do dziś.

Na początku czerwca odsłonięto kolejny pomnik, na samym końcu ulicy Kościelnej, nad skarpą przy Nowym Mieście. Monument ufundowany przez Francuzów odsłonili prezydenci Polski i Francji. W czerwcowy, letni wieczór, przypadkiem wpadłam na to miejsce i nie wiem czy to urok wczesnego lata, czy też mój podziw dla postaci - ale mi bardzo się to spodobało. Łącznie z nienachalnym i nie wydumanym, a za to romantycznym i bardzo warszawskim napisem na cokole.

TuwiMiasto

varshava

Z okazji majowych dni i braku okazji (Rok Tuwima był przecież w 2013 r.) zapraszam do prześledzenia strony autorstwa mojego i mojego kolegi Roberta, dzięki któremu pomysł w ogóle został zrealizowany.

Jeśli chcecie wiedzieć, którędy Książę Poetów chadzał, gdzie mieszkał i gdzie można go było spotkać przed oraz po wojnie, a także jeśli ciekawi jesteście śladów, które do dziś przypominają o nim w naszym mieście to serdecznie zapraszamy:)

http://warszawatuwima.pl/

 

To była lekrama!

Plac Słoneczny

varshava

Miejsce, które lubię szczególnie, na którym zawsze jest pusto, cicho i urokliwie to plac Słoneczny na Żoliborzu.

Na tym okrągłym placu, który powstał w latach 1922-1925 stoją domy w stylu dworkowym zaprojektowane przez Romualda Gutta i Adolfa Świerczyńskiego. Miały być miejscem zamieszkania wysokich rangą żołnierzy Wojska Polskiego. Ich przeznaczenie nie dziwi, jest to przecież serce Żoliborza Oficerskiego.


Jednak najbardziej interesujące wydają się pierwotne plany autorów projektu placu - Antoniego Jawornickiego i Kazimierza Tołłoczko. Plac ten nazwę "Słoneczny" miał bowiem brać nie ze swojego oryginalnego, okrągłego kształtu, lecz od podwójnej funkcji, którą miał pełnić. Obok typowej roli placu miejskiego miał być zegarem słonecznym. Planowano, że na środku posadzi się smukłą topolę, która, gdy wyrośnie wysoko, będzie wskazywała godziny rzucając cień na poszczególne domy. Ten oryginalny pomysł nie został niestety zrealizowany. Dziś na środku placu Słonecznego stoi piękny, rozłożysty klon srebrzysty, który dożył już takiego wieku, że stał się pomnikiem przyrody.

Źródło

ulica Śniadeckich (Jana i Jędrzeja)

varshava

Wybór tej ulicy na wpis majowy jest nieprzypadkowy. W maju bowiem zawsze na blogu kilka słów o Julianie Tuwimie paść musi, a na Śniadeckich (do 1916 r. Kaliksta) znajdowało się jedno z mieszkań studenckich Tuwima. Przypomnijmy, że poeta co prawda studiów nie ukończył, ale w latach 1916-1919 studiował na Uniwersytecie Warszawskim najpierw prawo, później polonistykę.

Na Śniadeckich już kiedyś byliśmy, pamiętacie kamienicę Adama Jaszczołta?

Kamienice przy tej ulicy pochodzą z przełomu XIX i XX wieku i - co jest rzadkie w naszym mieście - zabudowa w niewielkim stopniu ucierpiała w czasie drugiej wojny światowej. Pokój Tuwima znajdował się w kamienicy pod numerem 17.


Na zdjęciu fragment fasady kamienicy znajdującej się pod numerem 17 i mój piękny rower.

Kamienice się zachowały, jednak charakter ulicy zupełnie się zmienił i kto wie, czy Tuwim poznałby to miejsce? W 1908 r. wytyczono tu bowiem tory tramwaju elektrycznego. Dziś, ze względu na zmianę układu komunikacyjnego w tej okolicy tramwaje tu już oczywiście nie kursują. Ale ślad po nich pozostał.

A przecież, jak wiadomo, Tuwim w maju zwykł:

"jeździć, szanowni panowie,
Na przedniej platformie tramwaju! "

GTWB, akcja LXXVIII - znikające punkty...

varshava

...czyli te, po których pozostała już tylko reklama.

K. Marks w Warszawie na początku XX wieku:

("Rocznik Warszawski na rok 1906" wyd. 1905)

A czy Ty skorzystałeś już z nieograniczonych możliwości?

(A Banda się śmieje! : program gwiazdkowy Kabaretu Komików, 1931)

Zza oceanu do Warszawy (też z programu "Bandy"):

I pozostając w brazylijskich klimatach:

(Kurier codzienny, styczeń 1891)

Skoro była "Banda" niech będzie i legendarna Ziemiańska (duża i mała!), co tu dużo mówić, "wszechświatowej dobroci":

Znani w reklamach? To dzieje się nie od dziś! W 1931 r. na przykład można było dowiedzieć się, że:

71. rocznica

varshava

Dziś przypada 71. rocznica powstania w Getcie Warszawskim. Pierwsze miejskie powstanie w okupowanej Europie rozpoczęło się 19 kwietnia 1943 r. i trwało do połowy maja. Obawiam się, że po zeszłorocznym przypomnieniu sprawa ucichła i znów odchodzi w niepamięć. Ale może się  mylę?

(fot. K.M.)

70., 69., 68., 67..

Saski 2014

varshava

Na takie reklamy można natknąć się obecnie spacerując ulicami Warszawy.

Dymsza, Bodo, rejsy Gdynia- Ameryka, 1938? Pałac Saski powrócił na swoje miejsce?

W pewnym sensie. Do września, na tyłach Grobu Nieznanego Żołnierza można podziwiać makietę tego budynku. Zbudowana w skali 1:25, ma 6 m długości, 3 m szerokości i 88 cm wysokości. Można by rzec, że jest to przedsmak roku 2018, kiedy to, w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, wielu chciałoby zobaczyć ten pałac w rzeczywistych rozmiarach.

Stare zdjęcia i wizualizacje odbudowy są bardzo zachęcające. Z wielką przyjemnością można podziwiać ten wyjątkowo piękny, monumentalny, późnoklasycystyczny budynek. Takie wyobrażenia budzą w sercu nadzieję na odbudowę.

Źródło

Z drugiej jednak strony należy chyba postawić sobie pytanie o to czy wpisałby się w dzisiejszy plac? I przede wszystkim co mieściłoby się w środku? Czy w tak pięknym reprezentacyjnym budynku powinny znajdować się komercyjne firmy? A jeśli nie - czy mamy instytucję państwową, która potrzebuje aż takich przestrzeni i wnętrz? Kolejne pytanie brzmi: którą wersję pałacu należałoby odbudować? Przez wieki przecież budynek znacznie się zmieniał. Należy więc, obok emocji, obudzić czasem racjonalność.

Źródło

Z bardzo długą i interesującą historią pałacu można zapoznać się m.in. tutaj.

Koncert Warszawski

varshava

O tym, że Warszawa jest miastem wyjątkowym, o bardzo interesującej i bogatej w niezwykłe wydarzenia historii wie wiele osób. Nie mniej jest wątków kulturalnych powiązanych z naszym miastem. Mnóstwo miejsc, w tym stolica Polski, ma swoje piosenki. Lecz nie każde miasto ma swój koncert. A Warszawa ma.

"Koncert Warszawski" został napisany w 1941 r. przez brytyjskiego kompozytora Richarda Addinsella. Jest to utwór skomponowany specjalnie do filmu "Dangerous Moonlight"  ("Niebezpieczne światło księżyca"), który opowiadał o polskim lotniku-pianiście w czasie drugiej wojny światowej. Dziś mało kto pamięta ten film, ale muzyka z niego, bardzo popularna w Wielkiej Brytanii w latach 40., została dobrze zapamiętana i wciąż jest wykonywana przez orkiestry z całego świata.

 A oto i ten niezwykle piękny Koncert Warszawski:

W kluczowej scenie główny bohater wykonuje swoją kompozycję - którą pisał podczas bombardowania w 1939 r. - w środku zrujnowanego miasta.

Źródło

Co ciekawe, na początku realizatorzy filmu pragnęli posłużyć się inną muzyką, a mianowicie drugim koncertem fortepianowym c-moll Rachmaninowa, lecz prawa autorskie okazały się zbyt kosztowne. Dlatego Addinsell starał się stworzyć utwór jak najbardziej przypominający stylem muzykę Rachmaninowa. I udało mu się to bardzo dobrze.

A dla zainteresowanych dodatkowo - tu posłuchać można tego niezwykłego koncertu Rachmaninowa. Uwierzcie, warto to włączyć!

Mozaika w Alejach

varshava

Oto mozaika przy Nowym Świecie 15/17 (widoczna od strony al. Jerozolimskich). Przypuszczam, że większość z nas mijała ją setki lub nawet tysiące razy, niejednokrotnie zawieszaliśmy na niej spojrzenie - ale czy wiemy co dokładnie przedstawia?

Przyjrzyjmy się uważnie... co trzymają w rękach te postaci? Granat? Pistolet? Dlaczego?

Jest to bowiem mozaika autorstwa Władysława Zycha, która powstała w 1964 r. aby upamiętnić dwa zamachy przeprowadzone podczas II wojny światowej przez Gwardię Ludową na znajdującą się w tym budynku kawiarnię "Nur für Deutsche" (tylko dla Niemców) -  Café Club.

Pierwszego z zamachów dokonano 24 października 1942 r. Był to odwet za egzekucję więźniów Pawiaka dokonaną przez Niemców po Akcji Wieniec przeprowadzonej przez AK. 16 października 1942 r., przy torach kolejowych w Rembertowie, we Włochach, w Markach, na Pelcowiźnie i na Woli, Niemcy postawili szubienice, na których powieszono pięćdziesięciu skazanych. (Władysław Broniewski napisał o nich wiersz Październikowy mrok, jak kat, nad śpiącym miastem groźnie stanął). W odwecie, 24 października o godzinie dziewiętnastej trzy kilkuosobowe grupy Gwardii Ludowej dokonały równoległych zamachów na  Café Club, restaurację na Dworcu Głównym oraz halę maszyn drukarni przy Marszałkowskiej. Zamach na Café Club został przedstawiony w filmie "Za wami pójdą inni...", w którym zaskakująco nieporadnie jeszcze grał Adam Hanuszkiewicz. 

Drugi z zamachów miał miejsce 11 lipca 1943 r. po szeregu masowych egzekucji na terenach spalonego getta. Jeden z uczestników wrzucił do kawiarni granaty, a jego koleżanka w tym czasie rozrzucała ulotki z napisami: "Gwałt niech się gwałtem odciska - Adam Mickiewicz" oraz "Za Pawiak!". Nie wiadomo ile dokładnie było ofiar zamachu.

Oprócz mozaiki znaleźć można na budynku również tablicę upamiętniającą obydwa zamachy (kto wie jak długo będzie wisieć tam jeszcze?)

Trudno te wydarzenia oceniać z naszej perspektywy. Po pierwszym zamachu policja niemiecka aresztowała wszystkich mężczyzn z sąsiadującego z kawiarnią domu przy alejach Jerozolimskich 8. Działania wojenne wynikające z gniewu i bezsilności często powodowały jeszcze więcej strat i niepotrzebnych ofiar. Odnosi się to zarówno do takich wydarzeń jak zamach, jak i tak dużych jak Powstanie Warszawskie. Nie zamierzam tu przeprowadzać analiz i ocen, nie polecam tego także moim Czytelnikom. A zwłaszcza nie polecam czytania artykułów na ten temat, gdzie sugeruje się, ze przewodzący akcjami byli pochodzenia żydowskiego (pisane w kategoriach niemal zarzutu!), bo i takie znaleźć można w Internecie. Rzeczywistość nie jest nigdy czarno-biała.

i w Warszawie mamy jak w Wesołym Porcie!

varshava

Tytuł jest wielkim skrótem myślowym. A wpis będzie tylko przypomnieniem tego, o czym wszyscy wiemy: o budżecie partycypacyjnym. A zatem przypominam, że jeżeli chcecie zadecydować na co wydać pieniądze w Waszej dzielnicy lub na poziomie ponaddzielnicowym, jeśli wiecie co jest najbardziej potrzebne lokalnej społeczności, jeśli macie pomysł na poprawę lub uprzyjemnienie życia Wam i Waszym sąsiadom to możecie to zgłosić do 9 marca.

Wreszcie mamy w jakimś stopniu realny wpływ na miejskie wydatki. Wszelkich informacji, terminów, pomocy szukajcie na specjalnej stronie "Budżet Partycypacyjny Warszawa 2015".

Jeśli przeczytacie ten wpis jeszcze dziś (15 lutego) to do 18h możecie zdążyć do Domu Braci Jabłkowskich, w którym trwa maraton pisania wniosków.

Już pojawiło się wiele mądrych i ciekawych pomysłów, trudno będzie wybrać najlepsze. Są to zarówno postulaty dotyczące poprawny naszego bezpieczeństwa, infrastruktury komunikacyjnej, terenów zielonych czy rekreacyjnych dla dzieci i seniorów. W mojej dzielnicy już od dawna pojawia się luźno rzucona idea "Chcemy Żoliborza od morza do morza". Być może uda nam się to zrealizować, jeśli nie - przy tej okazji zachęcam do podróży do - moim zdaniem - drugiego najpiękniejszego z polskich miast - do Gdyni. Trochę jakby Żoliborz, a z dostępem do morza;)

A dlaczego Wesoły Port? Bo pierwszy budżet partycypacyjny powstał w Brazylii, w mieście Porto Alegre (w dosłownym tłumaczeniu z portugalskiego: Wesoły Port). Tam proces ten trwa już ćwierć wieku, dobrze, że dotarł i do nas.

© Warszawa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci