Menu

Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

Nie taka mieszczańska Warszawa

varshava

W swojej kronice końcówkę roku 1913 r. Karolina Beylin opisała w sposób następujący:

"Późną jesienią Warszawą wstrząsnął olbrzymi strajk robotników fabryk warszawskich. Liczba strajkujących przewyższała 20 tysięcy. Strajkujący wysunęli żądania ekonomiczne oraz dopominali się o lepszą Kasę Chorych." 

Nie dziwi to, bo gdyby spojrzeć na strukturę społeczną w 1913 r. to widać, że 2/3 z prawie 900 tysięcy obywateli naszego miasta stanowili wówczas robotnicy, służba domowa i ich rodziny. I co prawda w czasie I wojny światowej przemysł trochę spowolnił, ale już w dwudziestoleciu stolica osiągnęła status miasta wielkoprzemysłowego. A jak piszą autorzy wystawy Robotnicza Warszawa - w niektórych częściach miasta, takich jak Koło, Wola, Marymont, Grochów, Praga czy Czerniaków odsetek robotnikow stanowił nawet do 70% wszystkich mieszkańców. Mieli też liczne powody do strajkowania: zarówno warunki pracy jak i mieszkania, mimo znacznej poprawy w latach dwudziestych, często urągały godności ludzkiej.

20170925_145909

Ślady po swoim robotniczym rodowodzie Warszawa ma ukryte wszędzie, jak choćby na placu Konfederacji na Bielanach, który byl sercem osiedla "Zdobycz robotnicza", wybudowanego w latach 1926-1931.

0391

Chociaż ze względu na wzrost cen ostatecznie w tych kamieniczkach zamieszkali zamożniejsi lokatorzy. A Warszawa cierpiąca w okresie dwudziestolecia międzywojennego na ogromne przeludnienie, nie radziła sobie zupełnie z polityką mieszkaniową. I nawet tak szczytne inicjatywy jak Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa, Społeczne Przedsiębiorstwo Budowlane czy Towarzystwa Osiedli Robotniczych nie wystarczyły by odpowiedzieć na ten problem w sposób wystarczający. Wielu ludzi mieszkało w piwnicach lub za rogatkami miast, często po kilka osób w jednym pokoju. A w szczytowym momencie, na tzw. Żoliborzu Barakowym (który był tylko jedną z dzielnic nędzy) - nie tylko w barakach, ale i w prowizorycznych namiotach mieszkały tysiące osób.

 z17599602VPrzedwojennezdjeciedziecizAnnopola

Źródło

W 1933 r. Instytut Gospodarki Społecznej wydał tzw. "Pamiętniki Bezrobotnych", które powstały w odpowiedzi na ogłoszony przez Instytut w 1931 roku ogólnopolski konkurs. Autor jednego z nich opisał swoje warunki mieszkaniowe:
"Mieszkam jak parias w luksusowych pałacach wybudowanych przez szlachetny Magistrat, a zwanych popularnie „barakami” Żolibórz. Nędzne, parterowe drewniaki, świecą tu i owdzie brudem i otworami, przez które wiatr bezkarnie wpada do wnętrza. Wokoło ogrodzone zasiekami z drutów kolczastych. Wygląda to, jakby człowiek zdrowy odgrodził się specjalnie przed ludźmi zarażonymi, przeznaczonymi na kwarantannę. W rzeczy samej jest tam środowisko okropne dla człowieka, który pierwszy raz zetknął się z tym środowiskiem."

Na wystawie, która wisi na ogrodzeniu żoliborskiego Parku Żeromskiego do końca października, wiele jest historii pozytywnych i smutnych. Warto je wszystkie poznać, by jeszcze lepiej rozumieć Warszawę.

73.

varshava

Ptaki w przelocie, gwiazdy, wschody słońca.

DSC06407

Z tomiku "Wystarczy" Wisławy Szymborskiej.

Sąd Najwyższy

varshava

Pamiętam słoneczny dzień, w który wracałm ze swoją sąsiadką (o której już tu pisałam) autobusem 116 w kierunku Żoliborza. Na placu Krasińskich powiedziała: "to miejsce przed wojną aż tak bardzo się nie różniło, jak pewnie sądzisz". Nie znałam wtedy jeszcze za dobrze przedwojennej Warszawy, więc byłam zdziwiona, zwłaszcza, że własnie przejeżdżałyśmy pod  łukiem nowoczesnego gmachu Sądu Najwyższego. 

Ta niezwykle ważna instytucja świętuje w tym roku swoje stulecie. Przed wojną Sąd Najwyższy mieścił się niedaleko, w pałacu Krasińskich przy placu o tym samym imieniu. Do 1938 roku Plac Krasińskich był zamknięty od północy przez oficynę pałacu, w której znajdował się Sąd Okręgowy. W grudniu, rok przed wojną, dokonano częściowego wyburzenia, aby otworzyć arterię komunikacyjną na Żoliborz. 
paac_krŹródło: NAC Sygnatura: 1-G-7387-9

Obecnie w tym miejscu znajduje się skrzydło gmachu Sądu Najwyższego. Budynek został oddany do użytku w 1999 r. Mieści się w nim także Sąd Apelacyjny i oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Na pewno budzi wiele kontrowersji, zwłaszcza zestawienie go z barokowym pałacem Krasińskich znajdującym się vis-à-vis.
Na 67 kolumnach znajduje się osiemdziesiąt sześć paremii prawniczych po polsku i po łacinie. Przygotowano je pod kierownictwem  prof. Witolda Wołodkiewicza. Warto by czytali je i rządzący.

Iura non in singulas personas, sed generaliter costituuntur

Prawa są stanowione nie ze względu na konkretne osoby, lecz dla wszystkich.

DSC06379


DSC06360

DSC06370

To nie zamieniłbyś Warszawy na Paryż?

varshava

Dopóki wśród warszawskich pisarzy znajduje się Grzegorz Kalinowski, jestem spokojna o los naszej literatury.

20170615_143314

Fragment pochodzi z drugiej części - jak do tej pory trylogii, ale liczę na kontynuację - "Śmierć Frajerom.Złota maska". 

Holendrzy w Warszawie

varshava

Jednym z moich ulubionych esejów Zbigniewa Herberta jest "Temat niebohaterski" w "Martwej naturze z wędzidłem". A zaczyna się tak:

Malarstwo holenderskie mówi wieloma językami, opowiada o sprawach ziemi i nieba, jednego w nim tylko brak - apoteozy własnej historii, uwiecznienia momentów klęski i chwały.

A przecież historia tego kraju obfitowała w wiele niezwykłych wydarzeń. Jednym z nich było oblężenie Lejdy przez Hiszpanów w 1574 r. Dowódca hiszpański czekał aż miasto samo padnie, zmożone głodem. I rzeczywiście, po kilku miesiącach sytuacja stawała się krytyczna. Radzono sobie jak umiano, stworzono własną, tymczasową walutę, zaczęto też polować na wychudzone psy, koty i szczury. Na próżno czekano odsieczy. Wilhelm Orański, który przebywał w pobliskim Delft wiedział, że jego armia jest za słaba. Niderlandy dysponowały tylko silną flotą. Kto zna geografię Holandii ten wie jednak, że Lejda nie leży nad morzem. I wtedy Holendrzy uznali, że po raz kolejny w historii należy zapanować nad żywiołem wody. Przecięli groble i tamy na systemie kanałów, podczas gdy w stoczniach w zawrotnym tempie budowano galery o płytkim zanurzeniu. I wreszcie, południowo-zachodni wiatr zepchnął wodę w kierunku Lejdy. Zaskoczenie przeciwnika było całkowite. Walka armii lądowej stojącej po kolana w wodzie z flotą stała się czystym absurdem. I w ten oto sposób, 3 września 1574 r., dowódca holenderski, admirał Louis Boisot, wkroczył w bramy miasta, witany entuzjastycznie.

Cóż to ma wspólnego z Warszawą, zapytacie? Niewiele, ale jednak coś ma. Muzeum Narodowe w Warszawie dysponuje bowiem (oprócz pokaźnego zbioru szkiców "W warsztacie niderlandzkiego mistrza") obrazami niderlandzkich artystów w stałej Galerii Sztuki Dawnej. Moje ulubione, zakupione przez Muzeum w latach 1946 i 1951, to sztuka marynistyczna. Mamy więc Pejzaż morski z portem w tle Abrahama de Ververa oraz  Okręt wojenny i łodzie na wzburzonym morzu Lieve Verschuiera. Warto na chwilę przenieść się do XVII wiecznej Holandii stojąc w centrum XXI wiecznej Warszawy.


20170520_234950

 Okręt wojenny i łodzie na wzburzonym morzu (fragment obrazu)

pejza_morskiPejzaż morski z portem w tle (źródło)

74.

varshava

Siedemdziesiąt cztery lata temu wybuchło Powstanie w Getcie Warszawskim.

74.

20170418_142302

20170418_142341Pierwsze zdjęcie: przed Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie. Dwa kolejne zrobione w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

A tym, którzy jeszcze zdążą przed zmianami, polecam wizytę w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Dla mnie muzeum to jest apoteozą pokoju. I pokazaniem, że każda wojna, łącznie z tymi, które toczą się teraz np. w Aleppo, to tylko tragedie i dramaty. 

Ulica Gagarina

varshava

Tu, gdzie dziś biegnie ulica Gagarina, było kiedyś wiele mniejszych ulic: Bończa, Janowska, Sukcesorska, Magnuszewska.

mapa1934Fragment planu Warszawy, 1934 r., źródło

Przeprowadzenie tędy jednej dużej ulicy, o roboczej nazwie Nowoparkowa, planowano jeszcze przed II wojną, która te - jak i wiele innych planów - przekreśliła. Do pomysłu powrócono w 1946 r., a zniszczenia wojenne na Sielcach były tak duże, że wyznaczenie tędy nowej ulicy nie stanowiło problemu. Trzeba jednak było czekac 10 lat, bo dzisiejsza Gagarina powstała w latach 1956-1957. Ulicę budowano równolegle z socrealistycznym osiedlem mieszkaniowym Sielce i w takim duchu jest większość tutejszej zabudowy (choć nie cała, są i "ostańce" np. pod numerem 32 a). Na początku była to nie tylko droga samochodowa, ale przebiegała tędy trasa tramwajów. Zlikwidowano ją jednak wraz z budową Wisłostrady w latach 70. jednocześnie poszerzajac ulicę.

Tak ulica wyglądała w kwietniu 1957 r., a więc dokładnie 60 lat temu, na fotografii Ryszarda Bielawskiego.

Gagarina_1957Ulica Gagarina od ul. Czerniakowskiej, źródło.

20170331_165105Dlaczego taka nazwa ulicy? Oczywiście od Jurija Gagarina. Ten kosmonauta był pierwszym człowiekiem w przestrzeni kosmicznej. Dziś moja dokładnie 56 lat (12 kwietnia 1961 r.) od dnia, gdy odbył on w statku kosmicznym Wostok 1 lot po orbicie satelitarnej Ziemi, dokonując jednokrotnego (niepełnego) jej okrążenia w ciągu 1 godziny 48 minut. 108 minut, które zmieniły świat. Był więc pierwszym człowiekiem, który zobaczył na żywo ziemię z kosmosu. Ulica została nazwana jego imieniem już dwa miesiące później.

Wiosna Wiosny

varshava

K.I. Gałczyński powiedział nam co mówi wiosna. A wiadomo, że w Warszawie najpiękniejsza...

wiosna_wiosny

Galeria Luxenburga

varshava

Jeśli idziecie ulicą Canaletta w Warszawie to warto wiedzieć, że idziecie również przedwojennym pasażem galerii Luksenburga (przez "n", a nie przez "m", bo nazwa nie pochodzi od państwa, lecz od nazwiska inwestora).   

Galeria_Luxenburga_wntrze_przed_1939

Galeria Luxenburga (źródło)

Imponująco wyglądający hall przykryty szklanym dachem łączył dwa pawilony galerii, którą zbudowano w latach 1907-1909. Autorami projektu byli - sam inwestor - Maximilian Luxenburg oraz Leon Drews i Czesław Przybylski (ten ostatni znany także z m.in. słynnego domu Bez Kantów przy Krakowskim Przedmieściu czy Teatru Polskiego w Warszawie). I tak oto, przy ulicy Senatorskiej 29 w Warszawie znajdowała sie ogromna galeria handlowa, w której znajdywało się ponad 700 pomieszczeń, w tym m.in. Grand Hotel, restauracje, kino, sklepy a nawet... podziemny tor do jazdy na wrotkach, który działał jednak tylko do 1912 r. Na pocztówce poniżej, jeszcze sprzed I wojny światowej, a więc Grand Hotel w wersji dwujęzycznej.

GaleriaLuxenburgaGaleria Luksenburga (źródło)

Lata największej świetności obiektu przypadly na okres jeszcze przed pierwszą wojną światową. Po 1918 r. wiele sklepów stało niewynajętych, nie inwestowano tu, a miejsce, może poza Grand Café, nie było zbyt modne. Sytuację ratowały kina i teatry, jak np. mający tu swoją siedzibę w latach 1919-1930 kabaret Qui pro Quo. Do tego ostatniego przyciągały sławy, takie jak m. in. Eugeniusz Bodo, Mira Zimińska czy Adolf Dymsza. Na zdjęciu poniżej, na co dzień niewidoczni bohaterowie teatrzyku.

qui_pro_quoJubileusz 10-lecia istnienia kabaretu "Qui Pro Quo", pracownicy zatrudnieni w nim od chwili powstania. Od lewej: bileter Justynowicz, elektrotechnik Mączka, scenograf Józef Galewski, dyrektor administracyjny Seweryn Majde, kasjerka Piorunkiewiczowa, dyrektor artystyczny Jerzy Boczkowski. (źródło: NAC Sygnatura: 1-K-11412).

W dwudziestoleciu międzywojennym  w galerii działy kina "Sfinks", "Momus" i "Splendid". W tym ostatnim, wśród egipskich motywów w 1925 r. Józef Piłsudski wygłaszał odczyt pt. "Psychologia więźnia".

sfinksŹródło NAC Sygnatura: 1-A-74

Podczas powstania warszawskiego galeria Luxenburga spłonęła, choć ocalała znaczna część murów i stalowa konstrukcja dachu. Mimo to, nie zdecydowano się na jej odbudowę, a dziś w jej miejscu znajduje się, wspomniana na początku wpisu, ulica Canaletta.

GaleriaLuxenburga10_maja_1945Galeria Luksenburga, 10 czerwca 1945 r. (źródło)

Dlatego, gdy będziesz tędy iść, Przechodniu, zadumaj się przez chwilę nad niemal mediolańską galerią, która znajdowała sie tutaj między 1909 a 1944 rokiem.

Styczeń 1945

varshava

Jeszcze parę kroków po śliskiej, lodem ściętej Wiśle, potem kilka schodków, wyżłobionych w zamarzniętej ziemi wysokiego nasypu i... ulica. Warszawska ulica. Nad nią wiadukt mostu Poniatowskiego, którego zwalone przęsła sterczą w środku rzeki...
Filary wiaduktu oblepione "Życiem Warszawy" i odezwami. Przechodnie, których jest coraz więcej zatrzymują się, czytając. Najpierw zdumienie, potem radość i rozrzewnienie. Z ust do ust przechodzi wieść, że to przecież "po polsku", że słowa własne, zrozumiałe, że ojczyste i wolność głoszące..."

Fragment "Kroniki miejskiej w zburzonej stolicy", Życie Warszawy, 20 stycznia 1945 r.

Życie po wyzwoleniu ruin miasta nie było łatwe, ale powoli zaczynały działać  instytucje, np. ubezpieczalnia:

ubezpieczalnia

Nawoływano nauczycieli do pomocy w tworzeniu polskiej edukacji:

znp

Z trudem pokonywano także trudności aprowizacyjne

ziemniakiTe i wiele innych przejawów życia codziennego i niecodziennego powojennej stolicy można odnaleźć w archiwach Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej. Fragmenty pochodzą ze zdigitalizowanych numerów "Życia Warszawy" z dni 18, 22 i 26 stycznia 1945 r.

Starzyński odbrązowiony, a jednak wspaniały

varshava

Jeśli zapytacie o najlepszego - moim zdaniem - prezydenta Warszawy to odpowiem: Sokrates Starynkiewicz (tu opisałam dlaczego). Jeśli jednak zapytacie mnie o najlepszą książkę o włodarzu miasta, to odpowiem "Sanator" Grzegorza Piątka. Czyli rewelacyjna biografia Stefana Starzyńskiego. 

DSC061511111

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uwielbiam liczby. Wszystkie statystyki, daty i dane to jest to, co sprawia mi wielką przyjemność i uważam za mocne argumenty we wszelkich dyskusjach. Ponieważ twierdzę, że liczba dzierży władzę nad płynnością. Dlatego nie mogłam nie sięgnąć po książkę, która rozprawia o pewnie najbardziej zmitologizowanym warszawskim prezydencie, zwłaszcza, że otworzywszy ją, od razu natknęłam się na zdanie: "Na kursach Starzyński prawdopodobnie rozwinął zamiłowanie do opisywania świata za pomocą liczb, wręcz epatowania danymi, z którego zasłynął w dalszej karierze".

Tak naprawdę nie był nigdy demokratycznie wybranym prezydentem stolicy. Najpierw, w 1934 r., został mianowany komisarycznym prezydentem m.st. Warszawy, a potem, gdy wreszcie demokratycznie wybrana Rada Miasta w 1938 r. zagłosowała - Starzyński nie uzyskał wymaganej liczny głosów. Dlatego został zatwierdzony na stanowisko prezydenta przez Ministra Spraw Wewnętrznych. Był bowiem, jak wskazuje tytuł książki, wiernym sanacji piłsudczykiem, człowiekiem przez ówczesną władzę sprawdzonym i chętnie przez nią powoływanym do zadań niewykonalnych. Z którymi radził sobie całkiem nieźle. Czego o nim uczymy się w szkole? Że zginął. I że zanim zginął bohatersko wspierał Warszawiaków podczas obrony we wrześniu 1939. Czasami jeszcze dopowiada się kilka słów o micie wspaniałej, przedwojennej Warszawy. Na szczęście Grzegorz Piątek pokazuje nam tę postać w zupełnie innej, znacznie szerszej perspektywie. 

Dowiadujemy się przede wszystkim o tym, kim był Starzyński zanim objął stery Warszawy. Śledzimy jego dzieciństwo w Łowiczu, dowiadujemy się o jego - bardzo znaczącej do końca życia - historii w Legionach, o jego karierze urzędniczej, o pracy w Ministerstwie Skarbu i o tym dlaczego stał się wiceprezesem Banku Gospodarstwa Krajowego. Widzimy jakim był człowiekiem, z wadami i zaletami. I dopiero ostatnie lata jego (nie tak długiego przecież) życia to lata, w których Warszawa stała się dlań najważniejsza.

warszawa_przyszlosciŹródło

Na zdjęciu powyżej (bardzo popularnym, ze względu na fakt że makieta wieży niepodległości przypomina kształtem dzisiejszy Pałac Kultury) Starzyński otwiera wystawę "Warszawa Przyszłości" w 1936 r. Warto jednak dodać, że niewiele stworzonych wówczas planów miało szansę realizacji. Jakkolwiek w 1936 r. miasto zasilała jeszcze pożyczka BGK, tak później zasoby miasta topniały. Jak pisze Piątek "Uważna lektura dokumentów i gazet odsłania przykrytą dziarskimi nagłówkami i wciąż tymi samymi zdjęciami makiet smutną prawdę o możliwościach finansowania śmiałych zamierzeń - dużo ogólników, mało konkretów, niewiele dat i sum, których można być pewnym. Dotyczyło to zarówno inwestycji miejskich jak i rządowych."

Autor podaje wiele dowodów na to, że przedwojenna Warszawa nie była aż tak piękna, jak pokazuje się ją nam na filmach w rodzaju "Warszawa 1935", lub, co zabrzmi może bardziej sprawiedliwie - była tak piękna tylko w części.

DSC06158

Prezydent zmagał się więc z miastem przeludnionym, niedoinwestowanym, z niewystarczającą liczbą szkół i innych budynków użyteczności publicznej, z dramatem mieszkaniowym. A do tego wszystkiego należy dodać, że własnością komunalną objęte było ledwie 4% powierzchni miasta, co - obok problemów finansowych - było drugą największą przeszkodą we wprowadzaniu realnych zmian.

Mimo wszystko wiele się prezydentowi udało. Wśród największych sukcesów trzeba chyba wymienić budowę dziesięciu nowych szkół, które sprawiły, ze w nowym roku szkolnym 1935/1936 16,8 tysięcy dzieci mogło rozpocząć naukę w godnych warunkach. Rewelacyjny był też pomysł na "Warszawę w kwiatach", który nie tylko wzmocnił więź mieszkańców z miastem, ale też w wielu miejscach pozwolił zakryć jego brzydotę. Warszawa mimo trudności się rozwijała, a niektórzy - trochę na wyrost i w sposób egzaltowany - porównywali ją do Gdyni (w tym wypadku robiła to Monika Żeromska):

IMAG1113

Wśród ciekawostek jest i fakt, że był też Starzyński pierwszym prezydentem, który w sposób spójny myślał o identyfikacji wizualnej miasta, za jego czasów ustalono jednolity wzór herbu z syrenką oraz barwy miasta - żółtą (w założeniu: złotą) i czerwoną.

Rzuciłam tu tylko garść niepowiązanych ze sobą informacji. Jeśli chcecie otrzymać je w sposób spójny, treściwy i wyczerpujący musicie sięgnąć po książkę. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o Warszawie przedwojennej, a nie bazować tylko na mitach lub martyrologii - musicie sięgnąć po książkę. Nie wiem ile godzin autor musiał spędzić w bibliotekach i archiwach, ale wiem, że efekt jest powalający. Dawno nie widziałam książki tak rewelacyjnie opracowanej. Tak wiele źródeł i nowych faktów wyszło na światło dzienne dzięki tej pracy. I wreszcie, co nie bez znaczenia - książka napisana jest językiem tak wartkim i wciągającym, że nie da się od niej oderwać. Teoretycznie znamy ciąg dalszy... ale jednak z zapartym tchem czyta się do późnych godzin nocnych, ryzykuje zmęczeniem i niewyspaniem następnego dnia... ale naprawdę warto.

I co w tym wszystkim najlepsze? Na spotkaniu autorskim, w którym miałam szczęście uczestniczyć, Grzegorz Piątek zdradził, ze przygotowuje kolejną książkę, tym razem o Biurze Odbudowy Stolicy. Będę stać po nią nocą w kolejce jak Amerykanie po nowy model telefonu! Jak zajdzie potrzeba to rozstawię i namiot.

PeoplequeueoutsidetheAppleStoreinCoventGardenIWant: Apple fans queue outside the Apple Store in Covent Garden ahead of the release, źródło

Najpiękniejsze miasto świata

varshava

Erich Maria Remarque w "Nocy w Lizbonie" napisał, że "Najpiękniejszym miastem świata jest to, w którym czujemy się szczęśliwi"
Więc dla mnie najpiękniejszym miastem świata jest Warszawa.

14701036_1817272071829017_4974246513302214647_o

Strajkowe urlopy, rocznice i trochę astronomii

varshava

Tak się składa, że jutro ten blog kończy 8 lat. Ale tak się też składa, ze dziś trwa ogólnopolski strajk kobiet i przed wyjściem na manifestację czasu jest trochę więcej niż zwykle, więc wpis pojawia się dzień wcześniej.

Wpis jest rocznicowy, ale jednak nie na rocznicy samego bloga się skupimy, lecz na okrągłej rocznicy istnienia Wydziału Astronomii Uniwersytetu Warszawskiego, która to uczelnia sama w tym roku obchodzi 200 lecie swojego istnienia, reklamując się doskonałym hasłem, czyli "Dwa stulecia. Dobry początek". Lecz to jeszcze 28 września 1816 roku, a zatem prawie dwa miesiące przed oficjalną inauguracją Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego, powstała Katedra Astronomii (istniała wówczas w ramach Wydziału Filozofii). Budynek Obserwatorium Astronomicznego, na którym dziś się skupiam jest trochę młodszy. Powstał w latach 1820-1825 dzięki działaniom Franciszka Armińskiego, ówczesnego dyrektora Obserwatorium Astronomicznego.

UW_200_2a

Źródło: astrouw

Trzech architektów odpowiadało za ten projekt: Christian Piotr Aigner, Michał Kado i Hilary Szpilowski. Właściwie do 1875 r. budynek się nie zmieniał, potem postanowiono zbudować większą kopułę zachodniego pawilonu obserwacyjnego. I, tak jak w przypadku większości warszawskich budynków, również tym razem druga wojna światowa miała znaczny wpływ na jego kondycję. Najpierw w 1940 r. Niemcy zabrali najcenniejsze instrumenty obserwacyjne. A później, w czasie Powstania Warszawskiego budynek został najpierw ostrzelany przez niemieckie czołgi, a później spalony przez oddziały SS. Po wojnie postanowiono przywrócić budynkowi oryginalny kształt, zmieniono tylko pomieszczenia wewnątrz, czyniąc je bardziej funkcjonalnymi.

UW_200_7Obserwatorium astronomiczne UW obecnie, źródło: astrouw

Ale wydział to oczywiście nie tylko historia samego budynku. Nie sposób w krótkim wpisie wspomnieć o wszystkim. Kiedyś o dokonaniach astronomów z tego wydziału już wspominałam, przy okazji wpisu np. o projekcie OGLE Optical Gravitational Lensing Experiment, który powstał dzięki pracownikom naukowym Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie jednym z najbardziej elektryzujących mnie odkryć jest jednak to, że przy najbliższej nam gwieździe, Proxima Centauri, w tzw. ekosferze znajduje się planeta niewiele większa od Ziemi. I znów, wśród autorów badań na ten temat znajdziemy i astronoma z OAUW czyli prof. Marcina Kiraga, który analizował dane fotometryczne, wykluczając, że zmiany w natężeniu promieniowania świetlnego są wynikiem procesów fizycznych zachodzących w samej gwieździe. Czy tam ktoś mieszka? Nie wiemy, ale to jednak najbliższa nam gwiazda i lot do niej oraz spotkanie z inną cywilizacją opisał już Stanisław Lem w "Obłoku Magellana".

PIA18003NASAWISEStarsNearSun201404252.jpgŹródło

Ciekawość wszechświata i patrzenie w niebo zawsze towarzyszyły ludziom. Nie inaczej było w Warszawie. I - nie ma się co dziwić - warunki tu wciąż mamy lepsze niż w Krakowie. Tak jest dziś, tak było i w 1924 r. Źródłem poniższego zdjęcia jest numer 6 czasopisma Urania (wówczas jeszcze: Uranja) w całości dostępny tutaj: Uranja, Czasopismo Miłośników Astronomji, rok III, nr 6, Warszawa 1925 r.
zakrycie_Marsa_Warszawa

Tuwimiasto

varshava

Dziś mija 122 rocznica urodzin Juliana Tuwima, a to dobra okazja, by przyjrzeć się jego śladom w Warszawie. Śladów tych jest bardzo wiele i od czasu do czasu Czytelnicy bloga na nie trafiają. Dziś więc kolejny: ulica Mazowiecka 7. Przy tej ulicy mieszkał od 1932 r. aż do wybuchu II wojny.

Na zdjęciu Mazowiecka w XXI wieku.

ul_Mazowiecka_72

I przedwojenna Mazowiecka. Znad kamienic wystaje jeszcze kopuła soboru Aleksandra Newskiego na placu Saskim, rozebranego w latach 1924-1926 (źródło)  

mazowiecka101

Było to miejsce dla poety idealne, a żeby to zrozumieć trzeba pojąć fenomen przedwojennej ulicy Mazowieckiej. Ulica wytyczona w XIX wieku szybko znalazła się w centrum zainteresowania. Już w 1894 r. stała się pierwszą w Warszawie ulicą asfaltową, a wokół stanęły piękne kamienice. Przy Mazowieckiej znajdowały się konsulaty: belgijski, włoski i perski. Było to z jednej strony miejsce zaciszne, a z drugiej - ważny punkt na rozrywkowej mapie miasta. To tutaj znajdowała się "Mała Ziemiańska". Nie można nie wspomnieć też o słynnej księgarni Mortkowicza, pod numerem 12. Księgarnia ta była pierwszym miejscem, które Tuwim odwiedził nazajutrz po zapisaniu się na Uniwersytet Warszawski w roku 1916. Spotkać tam można było Leopolda Staffa, Stefana Żeromskiego czy Marię Dąbrowską. Jakub Mortkowicz był tez wydawcą i to u niego, w serii „Pod znakiem poetów” wydano m.in. pierwsze tomiki wierszy Tuwima. Jakub Mortkowicz zmarł w roku 1931, a więc zanim Tuwim zamieszkał przy Mazowieckiej na stałe.

Przed wojną przy Mazowieckiej 7 stała kamienica Lilpopów. Dziś znajduje się tu inny budynek. (zdj. Mazowiecka 7 dziś)

ul_Mazowiecka_7_1

Ostatnie przedwojenne mieszkanie Tuwimów znajdowało się w oficynie, otoczone murami kamienic z podwórkiem-studnią. To mieszkanie, z którym poeta był związany najbardziej i gdyby nie wybuchła wojna prawdopodobnie mieszkałby tu jeszcze wiele lat. Przy Mazowieckiej 7 znajdowała się słynna biblioteka Tuwima, stale poszerzana – zawierająca białe kruki, ciekawostki bibliofilskie, wycinki prasowe, kurioza i in.

Jak pisał poeta we wstępie do "Cicer cum caule" o swoim zbiorze:

Posiadam nieprzebrane mnóstwo nikomu niepotrzebnych wiadomości. Mój księgozbiór, przez trzydzieści pięć lat gromadzony, dziś nie istniejący, składał się - nie w całości oczywiście, ale w dobrej połowie - z dzieł osobliwych, rzadkich, dziwnych, groteskowych. Sprowadzałem ze wszystkich krajów europejskich katalogi antykwaryczne poświęcone kuriozom, dziwactwom, dziejom obyczajów, historii kultury, folklorowi, niezwykłym tematom, bzikom, ekstrawagancjom itd. i wyłapywałem co ciekawsze okazy. Wszystko to, co w tytule miało "curiosa", "curiosités," "curiosities," "curiosidades," "Kuriositäten"(…) Wypchane półki trzeszczały już, foliały, broszury, świstki, ulotki, tomy, wolumina, teki, roczniki, pudła z wycinkami itp. skarby rozsadzały już ściany mieszkania, o rozpacz i trwogę przyprawiały panią domu, a ja furt skupywałem swoje dziwolągi. Były tam m.in. działy i dziedziny następujące: demonologia, alkoholica, teratologia (nauka o monstrach i potworach), antisemitica polskie, rozprawy o wonnościach i aromatach, książki o truciznach, narkotykach, tytoniu, kawie; dzieje medycyny i nauk przyrodniczych, stare zielniki i bestiaria, stare książki kucharskie; podręczniki "czarnej magii" (prestidigitatorzy), programy i afisze wędrownych menażerii, cyrków, szarlatanów, chiromantów; gramatyki i słowniki języków "egzotycznych," słowniki fachowe, gwarowe, języków tajnych, międzynarodowych; stare kalendarze, almanachy, sztambuchy, albumy pensjonarek, dzieła wariatów, grafomanów, "reformatorów" spod ciemnej gwiazdy, zbiory anegdot, karykatur, stara humorystyka, prowincjonalne powieści, powieści zeszytowe, brukowe, śpiewniki, libretta starych oper i wodewilów, literatura kuchenna, straganowa, odpustowa, poeci zapomniani, poematy heroikomiczne; stare podróże i mapy; compendia fachowe dla fryzjerów, kaligrafów, zegarmistrzów, nauczycieli tańców; literatura dotycząca tajnych związków, zakonów, klasztorów; dzieła o torturach; historie dziwaków, fantastów, ekscentryków etc. etc. - a śród tych etceterów niech mi wolno będzie wymienić największy w Polsce zbiór rozpraw i dysertacji o szczurach, książki w języku cygańskim, almanach ilustrowany (!) z czasów Rewolucji Francuskiej - wielkości znaczka pocztowego, manuskrypt malajski, pisany na szerokich liściach jakiejś zamorskiej rośliny, polski modlitewnik (rękopis), który czytać można było tylko przez szkło powiększające, broszurę dziwaka lwowskiego z połowy XIX w. (Zenowicza), "wydaną" w jednym egzemplarzu, Puszkina w kilkudziesięciu językach, bibliografię książek o pchle, komplet "futurystycznych" czasopism polskich z lat 19l9-l924 i setki innych rozkosznych sztuczek.

Oprócz tego wspaniałego śmietnika istniała na Mazowieckiej i "normalna", wcale zasobna biblioteka literacka, historyczna, lingwistyczna i ludoznawcza (…)

Księgozbiór Tuwima w czasie Powstania Warszawskiego posłużył do… budowy barykady. Niektóre woluminy wcześniej uratowały przypadkowe osoby, część księgozbioru zachowała się w zbiorach aktora, Zbigniewa Sawana.  Jeszcze wiele lat po wojnie do poety trafiały książki już dawno uznane przez niego za zaginione.

(zdj. J. Tomaszewski, Powstańcy na barykadzie przy ul. Mazowieckiej, źródło)

z19540772QPowstancynabarykadzieprzyulMazowieckiejPow

Tuwim opuścił mieszkanie w pośpiechu, na początku września 1939 r. Zdążył spakować do walizy swoje rękopisy. Została zakopana przez Kazimierza Gacia, woźnego z „Wiadomości Literackich” przy ulicy Złotej 8. Walizkę w marcu 1946 r. wykopała Ewa Drozdowska. Jednak jej zawartość pokazana poecie prezentowała raczej „sześcienną bryłę prochów (…) beznadziejne zbitki, zlepki, bochenki przemoczonego, zbutwiałego papieru”. Teksty pisane piórem rozmyły się i niemal wszystkie całkiem zamazały.

O niebezpieczeństwach Pragi

varshava

Przechadzając się ulicami Pragi łatwo można zorientować się, że na każdym niemal kroku szerzy się (ideologiczne) niebezpieczeństwo, z którym należy walczyć. Bo czy to jest normalne, że w środku miasta znajduje się ulica Dąbrowszczaków? Żołnierze ci (głównie Polacy, lecz nie tylko) podczas hiszpańskiej wojny domowej lat 30. walczyli po stronie republikańskiej przeciw oddziałom generała Franco, wspieranym przez nazistowski rząd III Rzeszy i faszystowski rząd Włoch. Jak się dowiadujemy generał Franco nie jest kontrowersyjny. Represje, które stosował były historyczną koniecznością, uratował kraj przed komunizmem. Przecież w parlamencie Hiszpanii na 460 posłów, aż 17 było komunistami! To było ogromne zagrożenie dla cywilizacji zachodu. Najwyższy czas ochronić oczy i uszy polskiej młodzieży! Trzeba dekomunizować! Na szczęście walka już została podjęta. Ulica Dąbrowszczaków jest jedną z pierwszych do zmiany nazwy w Warszawie. Zespół Nazewnictwa Miejskiego oraz IPN czuwają! 

Dbrowszczakw1
A cóż to za ładna ulica krzyżuje się z Dąbrowszczaków? Och nie! to Bertolda Brechta!

Brechtaa

Czy Najwyższe Instancje są świadome, co to był za człowiek?  Czy nie najwyższy czas dekomunizować?

I nie ma spokoju, nie ma! Chce się uciec od Brechta od Dąbrowszczaków i gdzie się trafia? Na ulicę Szymanowskiego. Niby kompozytor ważny, ale jego życie prywatne również jest kontrowersyjne i nie wpisuje się w jedyny słuszny model. Najwyższe Instancje powinny i tym się zająć!

DSC06112

Taka strona też jest fajna: Łapy precz!

120 lat Wiecha, czyli nigdy więcej wojny

varshava

W minionym tygodniu (dokładnie 10 sierpnia) minęło 120 lat od urodzin Wiecha. A że dziś wielkie wojskowe rocznice, to w tym wpisie składam hołd Wiechowi oraz tym osobom, które swoją działalnością (niezbrojną) zawsze dążyły do zachowania pokoju i które uchroniły ludzkość od wielu wojen, o których na szczęście nie musimy się uczyć. W czasach apoteozy działań zbrojnych warto powtarzać hasło "Nigdy więcej wojny". A jest to mądrość od zawsze powtarzana, także przez pana Teosia Piecyka.

"Wspomnijmy także samo o innem historycznem młodziaku z królewskiej rodziny, o Władysławie Warneńczyku, któren zginął w kwiecie wieku pod popularną bułgarską miejscowością wczasową nad Czarnem Morzem. Do dziś mam żal do Jagiełly, że pozwolił chłopakowi się zmarnować. Po jakiego czorta puszczał go pod te Warne grzać się z Turkami, i dzieciak życie przez to postradał. 

I w taki sposób, żeby nie wiem jak nudne nam się to zdawało, o wiele kochamy naszą młodzież i pragniem dla niej szczęśliwej przyszłości, musiem powtarzać w kółko: Pokój, Mir, Frieden, Lape. 

Bo lepiej umrzeć z nudów aniżeli w grzybek być zamienionem przez atomową bombę. Zresztą, rzecz gustu."

DSC03862

72. "ale to nic byleśmy żyli"

varshava

Bardzo dobrze można... bawić się w Muzeum Powstania Warszawskiego. Tak, bo jak inaczej nazwać to, co się tam przeżywa? Co roku z okazji 1 sierpnia przypominamy sobie o tym dramatycznym Powstaniu. Zawsze wspominamy Powstańców (i ja to robiłam pisząc o powstańczych losach mojego dziadka na Mokotowie: tutaj), Muzeum Powstania na pewno odnotowuje w tych dniach więcej gości, poza tym świetnie sprzedają się gadżety, koszulki, a nawet na wielu samochodach zobaczyć można znak Polski Walczącej. Tyle razy już o tym mówiono i pisano, a robi się coraz gorzej.

087

Dziś przypomnę losy nie tylko dziadka, który w końcu trafił do obozu dla jeńców (i nie, nikt nie przestrzegał tam konwencji genewskiej). Dziś o losach innych członków mojej rodziny, tych, którzy przeżyli Powstanie, zmuszonych porzucać cały dobytek, jeśli tylko nie został zniszczony podczas walk, zostawiać za sobą całe swoje dotychczasowe życie i ukochane miasto, a właściwie jego ruiny i ruszać wraz z innymi wypędzonymi. Niektórzy nie przeżyli tej drogi. Inni trafili na przymusowe roboty do Niemiec. Niektórzy po miesiącach, inni po latach wracali, wcześniej rozproszeni, próbowali się nawzajem odnaleźć. Nie zawsze się to udawało. To jest właśnie element bilansu Powstania Warszawskiego, którego 72. rocznicę wybuchu obchodzimy 1 sierpnia tego roku. Wolałabym, by młodzieńcy (i nie tylko) nie mający chyba pojęcia czym naprawdę było to wydarzenie przestali bezcześcić jego pamięć. Lecz obawiam się, że postrzeganie historii obecnie zmierza w kierunku innym, niż mogłabym sobie życzyć. 

Z okazji kolejnej rocznicy, znów przypominam fragment wiersza Antoniego Słonimskiego. 

Mogiła Nieznanego Mieszkańca Warszawy

(...) Lecz któż na grobach będzie siadał
Tych, którzy trwożni i bezdomni
Padali mrowiem niezliczonym,
Któż się o milion ten upomni?
I jaki pieśniarz będzie składał
Słowa gorące i szalone
O tych, co w cieniu waszej glorii,
Bez narkotyku wielkich czynów
Konali w męce dla wawrzynów,
Co wasze skronie ozdobiły,
Rzucając pomiot ciał swych zgniłych
W dymiący, krwawy gnój historii? (...)

Nie taki car straszny (w każdym razie nie Aleksander I) czyli o kościele na placu Trzech Krzyży

varshava

Prawdopodobnie pogoda nie była tak piękna jak w obecne czerwcowe dni, gdy 12 listopada 1815 r. car Aleksander I z dynastii Romanowów wjechał do Warszawy. Było to już po zakończeniu Kongresu Wiedeńskiego, gdy utworzono Królestwo Polskie. Koronę królestwa przywdziać miał właśnie Aleksander, a wiele osób łączyło z jego osobą spore nadzieje, jako z tym, który mógł przyznać Polakom pewne swobody, a może nawet jakąś autonomię. Nie powinno wzbudzać to zdziwienia, 38 letni wówczas władca zdążył już do tego czasu znieść poddaństwo chłopów w guberniach nadbałtyckich, zlikwidować cenzurę książek, zakazać stosowania tortur podczas śledztw czy dokonać wielu potrzebnych reform w szkolnictwie. Dlatego, gdy wjeżdżał od strony rogatek mokotowskich utworzono prowizoryczny, drewniany łuk tryumfalny. Jednak na budowę stałego, murowanego monumentu już sam Aleksander się nie zgodził -  kazał wydać zebrane pieniądze na kościół katolicki.

W ten oto sposób postanowiono wybudować kościół św. Aleksandra.

g1173Zdjęcie miedziorytu z 1831 r., źródło.

Klasycystyczną świątynię zaprojektował Chrystian Aigner, który wzorował się na rzymskim Panteonie (podobnie jak Szymon Zug, autor projektu kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, o którym już tu pisano). Przypominał wówczas wersję, która jest znana nam wszystkim. Z czasem kościół jednak okazał się zbyt mały na potrzeby parafian, dlatego postanowiono go rozbudować. Realizacja tych planów nastąpiła dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Kościół zyskał przestrzeń, wiele nowych elementów neorenesansowych, wydłużono jego halę i pojawiły się dwie dzwonnice. Prezentował się zatem znacznie bardziej okazale.

9275Źródło: fotopolska.eu

Czekał go jednak los podobny do losu większości warszawskich zabytków. Co prawda nie ucierpiał bardzo w 1939 r., ale został zbombardowany w czasie trwania Powstania Warszawskiego we wrześniu 1944 r. i przetrwała tylko jedna dzwonnica. Ruiny wyglądały tak dramatycznie, że wśród powojennych pomysłów na przyszłość budynku rodziły się nawet takie, by go nie odbudowywać, lecz pozostawić jako pomnik zniszczeń.

PIC_69811 Źródło: Doktorowicz-Hrebnicki S., NAC, 1945, Sygnatura: 69-8-11

Ponieważ Juliana Tuwima nie może zabraknąć u mnie przy żadnej okazji - to warto spojrzeć i na zdjęcie, na którym w oddali widać ocalałą jedną wieżę kościoła  - jest to widok z tarasu mieszkania poety i jego żony Stefanii,  przy ulicy Wiejskiej w 1946 r.

635146741645712162Źródło

Pomysł "pomnika zniszczeń" nie został zrealizowany, kościół odbudowano w latach 1949-1952, powracając do jego pierwotnego, klasycystycznego wyglądu. Najpierw więc naciskamy klamkę:

225

A potem już podziwiać możemy kopułę.

232

A z zewnątrz znamy go przecież wszyscy.

045

Odbuduj Warszawę w jeden dzień (w Dzień Dziecka)

varshava

Ponieważ mamy Dzień Dziecka to dziś skupimy się na grze planszowej. Nie będzie to jednak chińczyk, lecz wyrafinowana i skomplikowana gra, która pozwala odbudować Warszawę po wojennych zniszczeniach w taki sposób, w jaki tylko pragniecie. Nie jest to jednak zadanie proste. Trzeba nasze miasto odgruzować, rozsądnie zaplanować odbudowę, wysłać swoich inżynierów w delegacje lub na plac budowy, realizować normy, zdobywać fundusze i materiały budowlane itp.

DSC05837Zapewne zachęcającym jest fakt, że możecie odbudować miasto jak chcecie, np. nie stawiać Pałacu Kultury (u mnie jest zawsze postawiony!), możecie wybudować coś, czego nie udało się zrealizować w rzeczywistości, możecie całkiem zmienić układ, albo zbudować dwie linie metra z tunelem pod Wisłą, obok czterech pięknych mostów. Wszystko według uznania i oczywiście możliwości, jakie przyniesie dana rozgrywka.

DSC05811W grze mamy dwa główne etapy: odbudowę i modernizację (mamy więc architekturę socrealizmu i modernizmu), jest też oczywiście zabudowa historyczna. A do tego wszystko to jest po prostu pięknie zrobione.

DSC05791 

DSC05827

DSC05787

 

DSC05795

Nie znam się na grach i nie bardzo też na współczesnych dzieciach, ale wiem, że z tej planszówki można się sporo nauczyć. A jeśli dzieci dziś są nadzwyczaj nowoczesne i nie rozstają się z telefonami i tabletami to nauczą się jeszcze więcej, bo ta gra wykorzystuje coś o nazwie "technologia Rozszerzonej Rzeczywistości", która pozwala na oglądanie wybranych budynków w trójwymiarowej postaci na swoim telefonie (wystarczy przy pomocy aplikacji nakierować swój telefon na odpowiednią kartę projektu). 

"Odbudowa Warszawy" stosuję polecam! ;)

Ulica Marii Kazimiery czyli leśna majówka z Davidem Bowie

varshava

Nazwa Marymont wywodzi się z francuskiego "Marie Mont" czyli "Wzgórze Marii". Chodzi oczywiście o Marysieńkę Sobieską, czyli, w wersji bardziej oficjalnej: Marię Kazimierę Sobieską (a już tak najbardziej poprawnie: Marie Casimire Louise de La Grange d'Arquien). Kojarzy nam się ta postać zapewne bardziej z Wilanowem, gdzie, co jest dość rzadkie, posiada drugą swoją ulicę - "Królowej Marysieńki". Jednak o jej związkach z Marymontem już na tym blogu pisano, np. tutaj, nie dziwi więc, że i w tej części miasta stała się patronką. Dziś jej marymoncka ulica jest niewielka lecz dwuczęściowa, natomiast w XVIII i XIX wieku stanowiła główną arterię Marymontu, będąc traktem łączącym miasto z Młocinami. Marymont do granic Warszawy włączony został w 1916 r., a więc obecnie mija dokładnie 100 lat od tego wydarzenia. Praktycznie cała zabudowa ulicy (głównie drewniana) została zniszczona podczas powstania Warszawskiego. Przetrwały tylko trzy budynki, a po wojnie ulice skrócono do ulicy Rudzkiej (a potem już tylko do Trasy AK). 

Ulica ostatnio znów zrobiła się popularna, głównie dlatego, że pod numerem 1 znajduje się mural przedstawiający zmarłego niedawno Davida Bowiego. Artysta był w stolicy w 1976 r. i poświęcił jej odrębny utwór ("Warszawa"). W dniu wizyty w Warszawie udał się też na spacer po Żoliborzu, czyli autorzy pomysłu - Stowarzyszenie Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów - miejsce wybrali idealnie.

DSC05689

Jeśli jednak chcecie zobaczyć ten mural pamiętajcie by wybrać żoliborską część Marii Kazimiery. W przeciwnym razie wylądujecie w... lesie. No, niemalże. Ponieważ druga część ulicy, będąca śladem jej dawnej świetności, jest położona naprawdę niezwykle urokliwie.

 Marii_Kazimiery

Wystarczy przejść jakieś 15 kroków od tej tablicy by napawać się takimi widokami... (tak, tak, to wciąż jest Warszawa).

bielanskilas

© Warszawa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci