Zakładki:
Tu publikuję/współpracuję
Wybieram Dwójkę
Zaglądam i polecam
Kontakt
Wszelkie prawa zastrzeżone
|
sobota, 19 maja 2012
Ilekroć przechadzam się Krakowskim Przedmieściem - a robię to często - zawsze z atencją kłaniam się, stojącemu jakby na uboczu wielkiemu Warszawiakowi, Bolesławowi Prusowi. A asumptem do tego wpisu jest przypadająca dziś setna rocznica śmierci pisarza.
Chyba nie ma autora bardziej warszawskiego niż Prus. Urodził się w Hrubieszowie, a w wieku 21 lat przyjechał do Warszawy, gdzie już pozostał na zawsze. Większości znany jest przede wszystkim z "Lalki", która jest przesycona klimatem Warszawy do głębi, ale przecież akcja wielu innych jego utworów też się tu rozgrywała. Poza tym był Prus chyba najbardziej skrupulatnym kronikarzem Warszawy przełomu XIX i XX wieku. Przez 40 lat na łamach "Kuriera Warszawskiego" dokumentował dzieje stolicy. Pisał też do "Kuriera Codziennego", "Tygodnika Ilustrowanego", "Ateneum" i in. Pozwala to dziś dokładnie odtwarzać życie naszego miasta w latach 1874-1910. Opisywał zarówno wydarzenia wielkie i znaczące, jak małe i drobne. Wnikliwe badania są ułatwione: w latach 1953-1977 wydano jego felietony, które zgromadzono w dwudziestu (sic!) obszernych tomach. Ponadto, nie tylko pisząc pochylał się Prus nad ludzkim losem, niesprawiedliwością i nierównościami społecznymi. Aktywnie działał, m.in w Warszawskim Towarzystwie Dobroczynności, Towarzystwie Kolonii Letnich, Warszawskim Towarzystwie Higienicznym, Stowarzyszeniu Kursów dla Analfabetów Dorosłych, Towarzystwie Trzeźwości i in. O tej jego działalności oraz o Warszawie Bolesława Prusa można poczytać w 4/2012 numerze "Stolicy", co gorąco polecam. Czasami w prasie pojawiają się zaskakujące informacje. Na przykład Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem postuluje, by przesunąć pomnik Prusa i w jego miejscu postawić pomnik ofiar katastrofy. Celem byłoby stworzenie panteonu patriotycznego, "ideowo-symbolicznego łańcucha", który stworzyłyby: pomnik Piłsudskiego-krzyż papieski- Grób Nieznanego Żołnierza i pomnik smoleński. Co więcej, zwolennicy tej koncepcji argumentują, że "pomnik Prusa stoi w swoim miejscu przypadkowo". A przecież stoi on na rogu Karowej i Krakowskiego Przedmieścia, gdzie znajdowała się kamienica, w której była redakcja "Kuriera". A może owa "przypadkowość" polega na tym, że jego poglądy, mimo że XIX wieczne były daleko bardziej postępowe niż poglądy wielu ludzi dziś (zwłaszcza tych z komitetu)? Pomysł Komitetu Pomnika Ofiar w Smoleńsku został na szczęście przez Warszawiaków i Ratusz spacyfikowany, ale bez wątpienia był zaskakujący. A i sam Prus był przeciwnikiem stawiania pomników i sam stoi (o ironio!) całkiem blisko pomnika Mickiewicza, którego postawieniu bardzo się w swoim czasie sprzeciwiał. Prus opowiadał się raczej za działaniami, organizowaniem czytelni, przychodni, szkół, instytucji kultury itp., niechętny był za to zbiorowym manifestacjom patriotycznym i obchodom. Z tego powodu budowę pomnika Mickiewicza nazwał "niesłychanym nieporozumieniem pisząc "Czy nie byłoby lepiej, zamiast niefortunnego posągu na ulicy, wypisać na frontonie choćby przyszłej filharmonii warszawskiej: Adamowi Mickiewiczowi - rodacy?". Jak widać "Los czasem mocno żartuje z ludzi"
wtorek, 15 maja 2012
Kiedy przychodzi maj, tradycją już na tym blogu (a to już kilka lat!) staje się pisanie o bzach i o Tuwimie. Było tak na przykład tutaj i tutaj, a także tutaj. Niech więc tradycji stanie się zadość i teraz. W 1938 r. Julian Tuwim opublikował wiersz "Burza i bzy" Burza chrabąszczów w błyszczących bzach! Kto wylągł chrabąszcze? Burza. Piorun, jak sztylet zaryty w piach, Stygnie i syczy: "Użas!"...
Ktoś widać niebu ogień chciał skraść, Lecz, oślepiony srebrzyście, Prądem rażoną otworzył garść I rtęcią otworzył liście.
Wiersz ten jest ciekawy także dlatego, że w Ilustrowanym Kurierze Codziennym, nr 14/1938 w artykule "Piorun mowi po rosyjsku" stwierdzono: "Dla tych co znają język rosyjski, zagadka nie będzie trudna do rozwiązania. Użas znaczy po rosyjsku strach! Pięknie, ale cóż to za dziwna czułość do obcego języka, żeby ni stąd ni zowąd, w wierszu o burzy uciekać się do pomocy mowy Puszkinów i Jesieninów? Najwidoczniej ktoś bardzo żżył się z twórczością tamtych pisarzy, komuś bardzo miło brzmią echa mowy "ruskich ludzi", kiedy decyduje się żywcem wciągać do polszczyzny rosyjskie wyrażenia! Czyżby w poczuciu tego wybornego poety język rosyjski miał taką uniwersalność jak dawniej łacina, a później francuski?" Tuwim zgrabnie odpowiedział w numerze 6/1938 "Wiadomości literackich", że "powierzchowna znajomość języka, którym się pisze, całkowicie wystarczy dziennikarzowi, nie może natomiast obowiązywać poety. Użas istotnie jest słowem rosyjskiem, ale i w czeskim się utrzymał. Może więc znad Wełtawy, niekoniecznie znad Wołgi do mnie przybył? Ale i to byłoby podejrzane, więc krakowskiemu Zoilowi wyjaśniam, że nie z Rosji ani Czechosłowacji, nie z Francji rządzonej przez Front Ludowy ani z czerwonej Hiszpanii, ale z najczystszego polskiego źródła wziął użas początek. Było w polszczyźnie w. XV i XVI słowo "żasnąć się" (dzisiejsze: żachnąć się), stąd jest użas wyrazem rdzennie polskim, potencjalnie w języku istniejącym. (...)Stworzenie nowego wyrazu, wznowienie go, a nawet przeszczepienie żywcem z innej (zwłaszcza pokrewnej, choć "znad Wołgi") mowy - nie ma nic wspólnego z makaronizmami i innemi bałamutnemi dowcipkami pp. dziennikarzy, jak np. "najwidoczniej ktoś się zżył", "komuś bardzo miło" i.t.p. (...)" Te i inne listy, wiersze, artykuły są dostępne dla każdego w zdigitalizowanych numerach "Wiadomości Literackich"! Nie lada to gratka chyba dla wszystkich, którzy są w jakimś stopniu zainteresowani polskim życiem kulturalnym dwudziestolecia międzywojennego. Blog jest warszawski, więc informuję, że bardzo od głównego wątku nie odbiegłam. Były przecież "Wiadomości Literackie" tygodnikiem wydawanym w Warszawie!;-) W latach 1924-1939, a zawierały treści najpierw głównie literackie i kulturalne, później coraz więcej społecznych i politycznych. Naprawdę warto, warto tam zajrzeć! A czytając takie krytyki mam wrażenie, że nic się w Polsce od tamtych lat nie zmieniło. "Najwidoczniej komuś zależy, ktoś ma w tym interes, komuś odpowiadają poczynania ludzi znad Wołgi". Użas!
wtorek, 08 maja 2012
Chyba każdy przyzna, że miesiąc przed mistrzostwami nie jest łatwo poruszać się po Warszawie bez roweru (a i rowerem trzeba robić duże objazdy). Zamknięta jest ulica Świętokrzyska, Targowa, Prosta, kierowcy nie mogą korzystać z mostu Śląsko-Dąbrowskiego, trudno jest przejechać mostem Świętokrzyskim, a od tygodnia nie ma przejazdu Marszałkowską, najważniejszą chyba ulicą naszego miasta. Dworce są rozkopane, kolejne wiadukty mają być remontowane... Trochę to przytłaczające, ale starając się patrzeć na to od pozytywnej strony myślę, że jak już raz się to wszystko skończy, to miasto nam rozkwitnie i dopiero docenimy jego uroki ;-) Warszawa w budowie chwilami wygląda bardzo ciekawie: Już nie mogę się doczekać, kiedy śmigać będziemy sobie metrem na Pragę. Bo kiedy wszystko jest zamknięte, kolejne tramwaje i autobusy zmieniają trasy, a miasto stoi w godzinnych korkach, to wszystko co nam pozostaje to poczucie humoru i myśl, że trzeba to znieść, by w przyszłości było lepiej.
Jeśli więc spojrzeć na "kochane nasze miasto", które nas "zadziwia co krok" okiem przychylnym można nucić sobie dawną, znaną piosenkę, którą tu pięknie śpiewa Irena Santor: Piosenka z drugiej połowy lat czterdziestych, wbrew późniejszym opiniom, wcale nie była propagandowa. Jej autorka, pani Helena Kołaczkowska mówiła: "myśmy byli tak szczęśliwi, że się Warszawa odbudowuje, że domy rosną, że tu jest nowy dach, tu powstał nowy sklepik, tam odgruzowano jakąś ulicę i można przejść. Wy nie możecie sobie tego wyobrazić." Także zamiast się denerwować powinniśmy się cieszyć, że: tu rośnie dom (metro), tam rośnie dom,
czwartek, 19 kwietnia 2012
Tym razem nie pod pomnikiem Bohaterów Getta, który zasłonięty jest z powodu jego renowacji, odbywają się obchody 69. już rocznicy tego heroicznego wydarzenia jakim było Powstanie wybuchłe w Warszawie w 1943 r. Getto warszawskie powstało decyzją niemieckich władz okupacyjnych 2 października 1940 r. W momencie największego zagęszczenia, w dramatycznych, urągających godności warunkach, mieszkało na jego terenie 460 tysięcy osób. Z czasem liczba osób się zmniejszała. Akcje likwidacyjne polegały na wywożeniu kolejnych transportów Żydów do obozów zagłady. W momencie wybuchu powstania na terenie getta znajdowało się około 50-70 tysięcy ludzi. Po getcie praktycznie nie ma śladów, prócz dwóch małych kawałków muru. Miasto jednak zadbało o pamięć i w wielu miejscach znaleźć można na chodniku napis "tu znajdowały się mury getta". W niektórych miejscach spotkać się można też z tablicami, na których widać jak kształtowały się granice getta na tle planu Warszawy.
Czesław Miłosz
niedziela, 15 kwietnia 2012
Znanym faktem w historii Warszawy jest to, że gdy po lewej stronie trwało powstanie 1944, na prawej stronie stacjonowały wojska, które nie przyszły z pomocą. Choć trzeba przyznać, że zdarzały się i próby działań wspierających, takie np. jak zrzuty lotnicze na plac Lelewela czy nieudane próby niesienia pomocy przez żołnierzy 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Odziały te 14 września 1944 r. uwolniły od Wermachtu Pragę i próbowały przeprawić się przez Wisłę w rejonie przyczólka Czerniakowskiego i na Kępę Potocką. I tych żołnierzy upamiętnia pomnik, odsłonięty w dokładnie 40. rocznicę wyzwolenia Warszawy, a więc 17 stycznia 1985 r.
Plan zagospodarowania Portu Praskiego, źródło: warszawa.gazeta.pl Do planu zgłoszono jednak bardzo wiele uwag, zarówno kombatantów, jak i mieszkańców Pragi, którym nie podoba się koncepcja zagospodarowania. Wielu twiedzi nie tylko, że pomnik jest już stałym, historycznym elementem na Pradze, ale też, że plany zabudowy sa zbyt monumentalne, nieprzyjazne dla ludzi. Trudno się z tym nie zgodzić, bo jakkolwiek Port Praski wymaga jakiś działań, to chyba nie takich jakie zaproponowano. To może być miejsce przyjazne, przyjemne i szczególne. Tu właśnie Warszawiacy w przyszłości mogliby korzystać z uroków Wisły. A o sam pomnik walczą już nie tylko niektórzy mieszkańcy Pragi, ale i radni. Są więc szanse, że jego miejsce na stałe zostanie uwzględnione w planach na przyszłość. I myślę, że tak byłoby najlepiej. Polacy lubią stawiać pomniki i równie chętnie lubią je wyburzać, w zależności od epoki, w jakiej się aktualnie znajdują. Może już czas to zmienić?
sobota, 07 kwietnia 2012
W ten przedświąteczny czas warto przypomnieć sobie jakie w Polsce mamy religie. Oczywiście dominują chrześcijanie, wielu jest też buddystów, muzułmanów, żydów i in. Wśród samych chrześcijan różne są wyznania. Część z nich należy do kościoła greckokatolickiego, o którym dziś kilka słów.
Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, kościół unicki, greckokatolicki - to ta sama instytucja. Należy do katolickich Kościołów wschodnich, będąc częścią kościoła katolickiego. Charakteryzuje się obrządkiem greckim (bizantyjskim), lecz uznaje władzę i autorytet papieża. Co ciekawe, wszystkich duchownych greckokatolickich w Polsce obowiązuje celibat, co oznacza, że po przyjęciu święceń kapłańskich nie mogą oni już wstąpić w związek małżeński. Jeśli jednak kandydat na duchownego ożeni się zanim zostanie księdzem - jego małżeństwo pozostaje ważne. Historia tego Kościoła w Polsce zaczyna się w 1596 r., gdy na Synodzie w Brześciu większość prawosławnych władyków, których diecezje leżały na terenie Rzeczypospolitej podpisała akt unii z Rzymem, uznając tym samym władzę papieża. Ale że blog jest o Warszawie, to wracamy do stolicy, a dokładnie na ulicę Miodową 16, gdzie znajduje się ta piękna cerkiew.
Cerkiew i monaster Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy i św. Jozafata biskupa i męczennika w Warszawie zostały wzniesione w latach 1782-1784, wedle projektu Dominika Merliniego. Jest charakterystyczną cerkwią, ponieważ jest częścią ciągłej zabudowy ulicy Miodowej przez co na zewnątrz nie zawiera elementów... charakterystycznych dla cerkwi. Przypuszczam nawet, że wielu mija ją, myśląc, że to zwykły, jeden z wielu budynków świeckich. Cerkiew uległa całkowitemu zniszczeniu podczas Powstania Warszawskiego. Odbudowano ją tuż po wojnie, w latach 1946-1949, wedlug projektu J. Grudzińskiego. Wnętrze kościoła jest przestronne i jasne, utrzymane w białej tonacji, założone na planie ośmiokąta, przykryte kopułą.
W tej chwili jest to jedyna cerkiew greckokatolicka w Warszawie. Zachęcam wszystkich do wizyty, nie tylko dlatego, że to ciekawe architektonicznie wnętrze, ale również dlatego, że prowadzi się tam bardzo szeroką działalność kulturalną. A na koniec wszystkim Czytelnikom bloga życzę dużo wiosny na święta:)
wtorek, 13 marca 2012
Prawie zawsze piszę tu o tych stronach miasta, które mnie cieszą, które mi się podobają i które sprawiają, że lubię tu mieszkać i czuję, że to moje miejsce na ziemi. Są jednak sprawy, które bulwersują mnie bardziej lub mniej. To co bulwersuje mnie w sposób umiarkowany pomijam. Ale pewne kwestie jednak nie pozwalają mi przejść do porządku dziennego bez reakcji, chociażby na blogu czy w dyskusjach.
Fotoplan 1935, źródło: Serwis mapowy UM Taką sprawą jest zwrot gruntów i kamienic w Warszawie spadkobiercom przedwojennych właścicieli. Być może jakaś forma odszkodowania byłaby rozwiązaniem, choć i to mnie nie przekonuje. W historii już niejednokrotnie ludzie pozbawiani byli dobytku. Tak było np. w 1863 r., gdy po powstaniu styczniowym władze carskie wielu skonfiskowały całe majątki. A jednak nikomu w II RP nie przyszło do głowy by to zwracać, mimo że odebrała to wroga, narzucona władza. Ale w tym wszystkim najgorsza jest krzywda wyrządzana ludziom żyjącym tu i teraz, którzy za dekret Bieruta, ani żadne inne zawirowania polityczne nie odpowiadają. A to właśnie ci ludzie, którzy od kilkudziesięciu lat mieszkają w jakimś budynku, dbali o niego, remontowali, może się jakoś emocjonalnie utożsamiają ze swoim miejscem zamieszkania - dziś dowiadują się, że znalazł się prawowity właściciel, który (takie przypadki są bardzo częste!) podwyższaniem wszystkich kosztów zmusza ich do tego by się wynieść. Bo krzywda jego dziadków była okrutna i niesprawiedliwa i boli aż 4 pokolenie do przodu, ale krzywda ludzi tu i teraz, poczucie niepewności i braku bezpieczeństwa mieszkaniowego nie ma żadnego znaczenia.
Ortofotomapa 1945, źródło: Serwis Mapowy UM Są i inne ciekawe przypadki: teren publiczny. Słynny już ogródek jordanowski na Powiślu. Nagle odnajduje się właściciel, ogródek staje częściowo zamknięty, bo to teren prywatny (sic!), a część zamknięta już sprzedana developerom. Albo wielki bój o dzisiejszą siedzibę ASP.
Ortofotomapa 2010, źródło: Serwis Mapowy UM
I jeszcze - jeśli nie wiecie na kogo 1%, to ja zawsze oddaję na: OTOZ Animals, co wszystkim gorąco polecam.
UPDATE: dziś ukazał się świetny według mnie komentarz red. Piotra Pacewicza z Gazety Wyborczej. Całość można przeczytać tutaj: OGŁASZAM ALARM DLA MIASTA WARSZAWY
sobota, 25 lutego 2012
Dawno temu dzisiejsza ulica Popiełuszki nosiła przyjemną i zupełnie neutralną politycznie nazwę "Stołeczna". Niestety w 1993 r. zostało to zmienione, co wzbudziło liczne protesty i kontrowersje, bo też nazwa "Stołeczna" była głęboko zakorzeniona w żoliborskiej tradycji. Pojawiały się nawet napisy na murach, które ktoś sfotografował i wywiesił na wystawie podczas urodzin placu Wilsona. Apogeum zmian nazw ulic miało miejsce w latach 90. Ale i do dziś spotkać się można z dziwnymi propozycjami. To nasz problem odwieczny. Tak pisał o tym w 1949 r. Wiech:
Kruczą można -No, jak, panie Krówka, podoba się panu ta kompinacja ze zmianą nazw ulic w Warszawie? - Owszem, bardzo mnie się spodobała, no bo faktycznie, na kiegoże komu cholerę taka na przykład ulica Królewska? Króli już dawno w Polsce nie ma i tak wyszli z mody, że nigdy ich więcej nie będzie. Albo weź pan na przykład takie ulice Krucze, czy to pasuje dla Śródmieścia, żeby w prencypalnem ponkcie dziki drób ulice swojego imienia posiadał? Kto kiedy widział tam kruka? W Garwolinie, owszem, taka ulica byłaby na swojem miejscu, ale nie, panie szanowny, w stolicy! Krucze powinno się zmienić! (...) - Także samo z taką Żelazną... - Zaraz, zaraz, chwileczkie, tylko Żelazną niech pan szanowny sobie oblicza nie wyciera. Żelazna musi zostać tak, jak jest. - Dlaczego? - Dlatego, że to jest bardzo ładna nazwa, najładniejsza jaka być może. - Nie powiem. - A ja powiem, bo się tam urodziłem, rozumiesz pan. Na Żelaznej małem szczeniakiem w kukso i numerówkie podgrywałem. Na rogu Żelaznej i Grzybowskiej gorodzka szkoła się znajdowała, do której uczęszczałem. (...) Żelazna zmieniona być nie może. - Tak samo jak Wileńska. - Dlaczego jak Wileńska? - A co, ona gorsza od pańskiej Żelaznej? Od kiedy? Ja, jako praski rodak z dziada pradziada i urodzony trzeci dom od Konopackiej, w żadne sposób nie mogie się zgodzić, żeby mnie ktoś rodzinną ulice przechrzcił. Co innego jakaś tam Krucza... - No, ale i na Kruczej mogą się znaleźć ludzie gotowe za klapy łapać faceta, któren jem chce ulice skrzywdzić. I co wtenczas, żadna zmiana nie da się przeprowadzić. - No to może w ogóle nie zmieniać tytułów starem ulicom? - W każdem razie tak zwane czynowniki miarodajne, które to robią, powinni się składać ze starych Warszawiaków. Każden kto chce głos w tej sprawie zabrać, musi się wykazać, że przynajmniej dwadzieścia lat w naszej stolicy zamieszkuje. O wiele by się okazało, że ktoś dajmy na to, całe życie w Parzenczewie przemieszkał, a teraz zaczyna nam w ulicach przebierać, powinno grzecznie mu się zwrócić uwagie, żeby się o wiele możności przymknął, jak się warszawiaki naradzają. I zaznaczyć mu, że owszem, poprosiem go o wyszczególnienie się wtenczas, jak będziem szukać nowej nazwy dla ulicy Pocztowej w Parzenczewie. - No faktycznie, bo może się zdarzyć wypadek, że któregoś dnia Warszawe nam przechrzczą na Piaseczno Wschodnie albo Nowy Wołomin.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Tym razem wątek przewodni to "domy jak klocki olbrzyma". Jak patrzy się na współczesne centrum naszego miasta można mieć poczucie, że to miasto olbrzyma:
Czasami olbrzymie budynki tworzą zadziwiające kontrasty: Całość jednak potrafi prezentować się całkiem przyjemnie w słoneczne popołudnia: A klocki są także dla małych;) Czyli odpowiedź na pytanie: "jak łatać polskie dziury?"
niedziela, 12 lutego 2012
Całkiem niedawno na Nowym Świecie pojawiło się nowe, ciekawe miejsce, a mianowicie "Pijalnia wódki i piwa", czynna przez 7 dni w tygodniu, 24h/dobę.
Co prawda ja raczej nie pijam alkoholu, ale mam świadomość, że miejsca takie mają coś w sobie, niepowtarzalną atmosferę, klimat. Tak jak w słynnych już "Przekąskach zakąskach", o których nawet powstają liczne artykuły prasowe. Byłam tam raz ledwie, ale w zacnym towarzystwie i wspominam to nad wyraz dobrze. Ale ad rem, wódka zawsze cieszyła się popularnością w naszym kraju, o czym pisałam już na przykład tutaj. I w nowej "Pijalni" wielu odnajdzie to czego szuka, zwłaszcza w taką zimną pogodę. Zimną wódeczkę zakąsić można tradycyjnie: śledzikiem w oleju, awanturką, serdelkiem, można też zamówić zimne nóżki w galarecie. Jak kto lubi. Takie miejsca zawsze przyciągały osoby nietuzinkowe. Jak pisał Tuwim: "Jeżeli zważymy, że na pierwszej stronicy Pisma Świętego Pan Bóg tworzy dopiero świat, a już na ósmej Noe leży urżnięty w pień, to przekonamy się, że widocznie pilną sprawą było obdarzenie człowieka boskim trunkiem, który od Noego do Poego i od Poego do poetów dzisiejszych trąbią całymi oceanami najlepsi synowie wszystkich narodów - i właśnie poeci w pierwszym rzędzie." Choć zdarza się, że niektórzy odchodzą od tego zwyczaju. W "Wiadomościach Literackich" nr 13/1933 r. na próżno Tuwim, Wierzyński i Staff umieścili wezwanie do Feliksa Przysieckiego, przyjaciela z czasów Pikadora, potem zapracowanego sprawozdawcy sejmowego:
Źródło: J. Tuwim, Nalej mi wina, Iskry, Warszawa 2003
Warto więc będzie zajrzeć do pijalni, a może i jakiegoś poetę się spotka? ;)
czwartek, 09 lutego 2012
Na takim oto zegarze może sprawdzić godzinę przechodzień, który znajdzie się na rogu Marszałkowskiej i Wilczej. Jest to zegar ceramiczny, a ceramikę często wykorzystywano jako ozdobę po wojnie - budując domy mieszkalne, gmachy użyteczności publicznej a nawet wnętrza sklepów. Nie brak ceramiki na przykład na MDMie (Placu konstytucji), o czym wspomniałam już m.in. zalecając podnoszenie głowy do góry. Pierwotnie mozaiki miały się także pojawić w metrze, na które projekt rozpisano w latach pięćdziesiątych. Przykładowo w na stacji "Plac Teatralny" miała znajdować się mozaika ceramiczna z motywem medalionów z popiersiami twórców literatury polskiej. Powróćmy jednak do planów zrealizowanych. Ten zegar na rogu ulicy Marszałkowskiej i Wilczej wykonany został w technice mozaiki szkliwionej. Jego tarcza powstała w Sopocie według projektu Hanny Główczewskiej. Praca nad wykonaniem tego dzieła trwała 4 tygodnie i wymagała niezwykłej cierpliwości, bo jego tarcza ma powierzchnię aż 16 m2, na co złożyło się aż 160 tysięcy sztuk małych, kolorowych kafelków. Autorka projektu została uhonorowana tablicą, która również znajduje się na tym budynku.
Mozaiki to szalenie ciekawy przykład warszawskiej sztuki lat powojennych. I choć dziś wiele z nich już nie istnieje warto dbać o te, które pozostały. ----------------------------------------------------------------------------- Nie wiem i nie chcę wiedzieć, która to godzina.
sobota, 04 lutego 2012
Nie mogę powiedzieć, że lubię nowy Stadion Narodowy. W moim subiektywnym odczuciu nie jest dobrze wkomponowany w miasto, nie przepadam też za jego wyglądem. Choć chwile gdy go budowano bywały malownicze:
Wybudowano go w miejscu Stadionu Dziesięciolecia, który od początku swojego istnienia aż do 1983 r., a więc gdy zaprzestano urządzania na nim imprez sportowych lepiej wkomponowany był w otoczenie.
Atutem poprzedniego stadionu było również to, że w okresie pełnienia swojej funkcji sportowej był wielofunkcyjny. Nie grano na nim wyłącznie w piłkę nożną, ale i uprawiano liczne dyscypliny lekkoatletyczne. Stadion Dziesięciolecia autorstwa zespołu architektów Jerzego Hryniewieckiego, Zbigniewa Ihnatowicza i Jerzego Sołtana (ci dwaj ostatni odeszli później, ponieważ nie akceptowali wszystkich zmian) został oficjalnie otwarty 22 lipca 1955 r. po.... 11 miesiącach budowy. Przy budowie wykorzystywano m.in. warszawskie gruzy z lat wojny. Przez wiele lat odbywały się tu najważniejsze wydarzenia sportowe w Warszawie, a także liczne imprezy masowe. Od 1983 r. stadion przestał pełnić swoją pierwotną funkcję, niszczał, a w końcu zlokalizował się tu słynny Jarmark Europa. Decyzja by coś z tym miejscem zrobić była konieczna, choć nie ukrywam, że wolałabym co innego. Ale może to dlatego, że nie jestem wielką fanką piłki nożnej (no chyba, ze grają Holendrzy! ;) Stadion niezbyt piękny, ale widoczny w prawie całej Warszawie:
Zainteresowanym polecam stronę Stadionu, gdzie można przespacerować się wirtualnie. Za to zimę mamy piękną, choć mroźną w tym roku;-)
środa, 25 stycznia 2012
Niedawno wydano książkę "Afryka w Warszawie" -polecam! Ostatnio dużo mówi się i promuje ten kontynent u nas (np. za pomocą Kopernika;) Czasem warto zastanowić się ile jest u nas także innych kontynentów. Ile jest na przykład Ameryki Południowej? A dokładnie - Brazylii? Poza niezliczonymi szkołami samby i języków latynoskich, a także restauracji i festiwali typu Bom Dia Brasil mamy na Saskiej Kępie ulicę Brazylijską. Od całkiem niedawna jest też na rogu Wspólnej i Marszałkowskiej "Browar de Brasil". Nie wiem jeszcze czy przyjemnie w środku, wiem natomiast, że neon widać już z daleka, dzięki czemu w styczniu jest może trochę cieplej.
Działa też w Warszawie fundacja Terra Brasilis, która stara się ten kraj przybliżać (dzięki artykułom, ale i pokazom filmów czy innego typu spotkaniom - warto śledzić te działania!). Ale wpis powstał tak naprawdę dlatego, by dziś trochę Brazylii znalazło się w Waszych domach. Otóż dokładnie 85 lat temu urodził się Antônio Carlos Jobim, czyli brazylijski kompozytor i wykonawca, którego uważa się za jednego z twórców bossa novy. Z tej okazji utwór, który - jak twierdzą członkowie Terra Brasilis - uchodzi za najczęściej wykonywaną piosenkę brazylijską na świecie.
niedziela, 15 stycznia 2012
Jedną ze śródmiejskich ciekawostek, w najlepszym turystycznie miejscu stolicy - a więc niedaleko Łazienek, Parku Ujazdowskiego, Traktu Królewskiego i Sejmu - są domki fińskie. Na pewno jest to rzecz oryginalna i warta zobaczenia, zwłaszcza, że przyszłość tych domków jest niepewna. Trzeba jednak dodać, że ich przyszłość od zawsze jest niepewna, więc może nie należy martwić się na zapas.
Ich historia jest prosta. Po drugiej wojnie światowej zostały zafundowane przez Finlandię w ramach reparacji wojennych, które ten kraj musiał świadczyć na rzecz ZSRR. W około trzydziestu domkach stworzono tymczasową siedzibę Biura Odbudowy Stolicy (BOS). Tymczasowo, przez okres sześciu lat zamieszkiwali tam ci pracownicy BOS, którzy nie mieli innego lokum w stolicy. Mijały lata, mieszkańcy częściowo się zmieniali, lecz domki nadal pozostały zamieszkane. Niektórzy unowocześniali swoje domy, część rozbudowywano. Powstała tam też swoista wspólnota lokalna.
Jednak od wielu lat różne władze ostrzą sobie zęby na ten doskonały pod kątem inwestycyjnym teren. Do tej pory udawało się jednak odeprzeć ataki. Obecnie do mieszkańców znów dotarły wieści, że od 2012 r. władze miasta zamierzają definitywnie przeprowadzić wykwaterowanie i do 2014 r. ma nie być śladu po osiedlu. Tereny są bardzo atrakcyjne dla Sejmu, który planuje rozbudowę, mówi się też o ulokowaniu tu ambasad. Wielu architektów opowiada się za stworzeniem Parku Kultury i Sztuki dostępnego dla wszystkich. Ja osobiście solidaryzuję się z mieszkańcami domków. Uważam, że osiedle wpisuje się w warszawską specyfikę. Nie da się go łatwo ochronić, bo nie może zostać wpisane na listę zabytków - część domów była rozbudowywana i nie zachowała swej pierwotnej formy (zamieszkane przecież w dużej mierze przez architektów!). Jednak są oryginalną częścią miasta. Obok jest mnóstwo terenów publicznych, dostępnych dla wszystkich, a spacer między domkami fińskimi też jest urokliwy i na pewno nie mniej ciekawy niż typowe atrakcje turystyczne. A może właśnie pokazuje bardziej prawdziwe oblicze miasta? Na koniec jeszcze domki w oprawie letniej:
środa, 04 stycznia 2012
W swojej różnorodności Warszawa zachwyca. Mój zachwyt wzbudza m.in. to co jest, jak przypuszczam, politycznie niepoprawne. Bardzo lubię bowiem tę część Warszawy, która została wybudowana po wojnie w stylu socrealistycznym. MDM - plac Konstytucji, socrealistyczna część Muranowa, budynek Ministerstwa Rolnictwa przy Wspólnej, Pałac Kultury i wiele, wiele innych.
MDM nocą, źródło To co pisze się o tym okresie w sztuce i architekturze jest wg mnie często niesprawiedliwe i prawie zawsze upolitycznione. W pewnym artykule spotkałam się nawet z tezą, że tak jak na przełomie lat 40/50 krytykowano wszystko co wiązało się z poprzednim ustrojem - tak samo robi się teraz z PRLem.
Pałac Kultury, fragment
2. Socrealizm budzi wciąż negatywne emocje, choć nie był przecież pierwszym stylem sztuki, całkowicie podporządkowanym polityce i władzy. Czemu nie budzi takich kontrowersji klasycyzujący barok Ludwika XVI (le roi soleil!) czy empire epoki napoleońskiej?
3. Socrealizm skończył się w 1956 r., a niektórzy historycy sztuki twierdzą nawet, że w 1953. Fakt ten wydaje się oczywisty, lecz sama w minionym roku spotkałam dziewczynę, która twierdziła, że „te socrealne bloki osiedla za żelazną bramą jej się nie podobają”.
4. Powiedzmy więc i o początkach: w czerwcu 1949 r., podczas Krajowej Partyjnej Narady Architektów jako obowiązujący styl uznano realizm socjalistyczny. (Socjalistycznie w treści, realistycznie w formie). Jednakże ta forma odwoływała się do renesansu, baroku, klasycyzmu, a nawet rokoka. Socrealizmowi w Warszawie zawdzięczamy także przestrzenność poszczególnych założeń i to, czego potem, a zwłaszcza w naszych czasach tak bardzo brakuje: traktowania miasta jako jednolitego organizmu.
Wszystkim szerzej zainteresowanym tymi kwestiami polecam bardzo interesujący artykuł Katarzyny Liwak-Rybak, Socrealizm fakty i mity, Spotkania z zabytkami nr 5/2009. Dostępny tez w Internecie: tu. A ciekawe socrealistyczne mozaiki pojawiały się już u mnie, na przykład tu.
piątek, 23 grudnia 2011
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||