Menu

Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

to tu, to tam

Cała Warszawa w kwiatach

varshava

Co roku jesienią sadzi się w mieście kilka tysięcy cebulek krokusów. Dzięki temu wzdłuż wielu ulic i przy skrzyżowaniach możemy wiosną podziwiać kwiaty, które kwitną na biało, fioletowo i żółto.

Warszawa Europejską Stolicą Kultury 2016 r.

varshava

Już 21 czerwca nastąpi rozstrzygnięcie konkursu na Europejską Stolicę Kultury 2016 r. Warszawa walczy o ten tytuł, dlatego pracownicy Ratusza przygotowali kampanię, która ma pokazać, że nasze miasto może na trwałe zaistnieć w świadomości Europejczyków. Kampania odwołuje się jednoczesnie do lokalnej, dzielnicowej tożsamości i do europejskości naszego miasta. Warszawa będzie bardziej europejska, a Europa bardziej warszawska. Już wkrótce na ulicach pojawią się bilbordy, na których wybrane dzielnice i ich najbardziej charakterystyczne punkty zostaną usytuowane w obrysach państw Europy. Na razie zaprezentowano trzy wersje: Żoliborz w Hiszpanii, Ursynów we Włoszech (które obchodzą dziś swoje 150 urodziny;-), a prawa część miasta wylądowała w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Pomysł jest według mnie bardzo udany, choć we Włoszech umieściłabym raczej Włochy niż Ursynów.

Źródło:UM

Po raz pierwszy pojawi się tez hasło "Zaprojektowane po warszawsku", które ma towarzyszyć wszystkim materiałom promującym miasto w konkursie.

Nie wiem jak mieszkańcy innych dzielnic, ale ja czuję się u siebie jak w Hiszpanii nad Tagiem - Kanałkiem;-)

Poznaj stolicę czyli Mapa Pijacka m.st. Warszawy (GTWB)

varshava

Mistrz słowa, Julian Tuwim, był jak wiadomo Łodzianinem, ale całe niemal swoje dorosłe życie (z wyjątkiem wojennej emigracji) mieszkał w Warszawie. Tutaj znajdował inspiracje, nie tylko do swoich wierszy, poematów czy utworów kabaretowych, ale i dla swoich licznych pasji. Jedną z nich było kolekcjonowanie kuriozów. Wiele z nich wydano (np. "Tajemnice amuletów i talizmanów. Z cyklu satanicznego", "Czary i czarty polskie oraz Wypisy czarnoksięskie", "Polski słownik pijacki i antologia bachiczna", "Cicer cum caule czyli Groch z kapustą" i in.). Z książki "Nalej mi wina" (wyd. Iskry, Warszawa, 2006 r.) pochodzi ciekawa mapka, która ukazuje nam przedwojenną stolicę w interesującym świetle: "Poznaj stolicę czyli Mapa Pijacka m. st. Warszawy"

W większym rozmiarze, można zobaczyć ją tutaj.

Myślę, że to ciekawa droga do poznania przedwojennej Warszawy, nawet jesli trochę z przymrużeniem oka potraktowana. ;-)

Wszyscy jesteśmy z gwiazd

varshava

Codziennie już od wielu dni mamy piękną pogodę i nic w tym dziwnego, jesteśmy wszak Stolicą słońca:-)

Co ciekawe, pojawiają się głosy, że na naszym niebie może będzie nam dane zobaczyć... dwa Słońca! Jak to możliwe?

Tym drugim musiałaby być supernowa, której jasność porównywalna byłaby do naszej gwiazdy. Ostatnią supernową w naszej galaktyce obserwowano w 1604 r., gdy swój żywot zakończyła jedna z gwiazd w gwiazdozbiorze Wężownika. W wielkim skrócie można powiedzieć, że supernowa jest kosmiczną eksplozją kończącą życie gwiazdy, a w jej wyniku na niebie pojawia się niezwykle jasny obiekt.

Całkiem niedaleko nas (427 lat świetlnych), w jednym z najbardziej charakterystycznych i najładniejszych gwiazdozbiorów, czyli w  Orionie, znajduje się gwiazda, która według naukowców może stać się wkrótce supernową. Betelgeza to jedna z najjaśniejszych gwiazd na niebie, która świeci na czerwono i jest w tej chwili tzw. czerwonym nadolbrzymem. Z badań astronomów wynika, że średnica Betelgezy w ciągu ostatnich 15 lat skurczyła się o 15 proc., lecz jej jasność się nie zmieniła. Być może gwiazda zaczyna się zapadać i wkrótce zostanie rozerwana na strzępy jako supernowa?

Zjawisko takie byłoby niezwykle efektowne - jej jasność w maksimum może osiągnąć około -17,5mag czyli ponad 100 Księżyców w pełni, byłoby jasno nawet w nocy, a Pałac Kultury rzucałby dwa cienie;-) Niektórzy spekulują, ze stanie się to w bieżącym lub 2012 r. Ale trudno w rzeczywistosci to ocenić - równie dobrze może się to zdarzyć w przyszłym roku jak i za kilka milionów lat. Jednocześnie nie musimy się bać tak bardzo jak sugerują to niektórzy dziennikarze: gorąca materia z tego wybuchu nigdy do nas nie dotrze - zostanie wcześniej wyhamowana w ośrodku międzygwiazdowym.

Betelgeza znajduje się w lewym, górnym rogu tego zdjęcia. (Źródło)

Warto też zdawać sobie sprawę z tego, że wszyscy zawdzięczamy życie własnie supernowym. Wzbogacają one przestrzeń międzygwiazdową w rozmaite pierwiastki, które nie mogłyby w większych ilościach powstać w żadnych innych okolicznościach. Cały wapń w naszych kościach czy żelazo w hemoglobinie zostały kiedyś wyrzucone w przestrzeń podczas wybuchu supernowej. Wszyscy jesteśmy z gwiazd. :-)

Kartograficznie

varshava

Przypuszczam, że większość z nas lubi plany i mapy. Szczególnie ciekawe wydają się te archiwalne, które pozwalają prześledzić zmiany jakie zaszły na przestrzeni lat. Czytanie tych planów może być nie tylko podróżą w przestrzeni, ale i w czasie. Dlatego nie lada przyjemnością może być odwiedzenie warszawskiego geoportalu. W tym miesiącu zasoby serwisu mapowego Urzędu Miasta wzbogacono o rastry Planu Warszawy z hipotekami z 1936 roku w skali 1:2500.

Warszawski geoportal pełen jest także innych perełek kartograficznych. W części o nazwie "Warszawa historyczna" można prześledzić jak zmieniały się granice miasta (w latach 1916, 1930, 1938, 1945, 1951, 1957, 1977 i 1992), dowiedzieć się jakie ulice były w Warszawie w 1939 r., a jakie dopiero planowano. W zasobach dostępne są także plany Lindleya z lat 1891-1908, fotoplan z 1935 r. i wiele innych.

Warszawa, 1935

Ciekawych historii miasta zainteresuje na pewno ortofotomapa z 1945 r., na której widać ogromne zniszczenia wojenne. Dla porównania dostępne są także ortofotomapy z 2005, 2008 i 2010 r. (ta ostatnia bez wegetacji, a mimo to w bardzo udanej kolorystyce:)

W serwisie odnaleźć można także część poświęconą warszawskim cmentarzom. Znajdują się tu zasięgi warszawskich nekropolii oraz rastrowe plany trzech z nich: Starych Powązek, Cmentarza Ewangelicko-Augsburskiego oraz Wolskiego Prawosławnego. Za pośrednictwem tej strony można po nazwisku, imieniu lub dacie śmierci odnaleźć dokładną lokalizację, a nawet zdjęcie grobu. Wszystkich omówionych tu starych i nowych map Warszawy oraz wielu innych szukajcie w tym serwisie mapowym (z którego pochodzą też ilustracje do dzisiejszego wpisu).

Warto też kliknąć tutaj, aby zobaczyć mapę Warszawy z lat 1947-1948, sporządzoną na podstawie radzieckich zdjęć, która przedstawia zniszczenia popełnione przez Niemców w latach 1939-1945. Mapę wydał Główny Urząd Pomiarów Kraju, a więc poprzednik dziesiejszego Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii.

Czy rzeczywiście "nie masz cwaniaka nad Warszawiaka"?

varshava

Jakiś czas temu pojawiła się nowa wersja piosenki Stanisława Grzesiuka "Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka". Tym razem wykonują ją artyści związani z "Projektem Warszawiak". Utwór bije rekordy popularności więc i ja się do tego odniosę.

Sam pomysł wznawiania dawnych utworów w nowych aranżacjach jest doskonały. Sprawia, że ludzie, którzy nie dotarliby do zakurzonego dzieła - mogą się nim zachwycić. Dlatego nie uważam za profanację wykonywania w elektronicznej wersji piosenek, których brzmienie dziś już nie jest tak pociagające jak dawniej (tak jak, per analogiam, nie jest profanacją wykonywanie utworów Bacha pisanych na klawesyn lub klawikord na fortepianie - szczególnie polecam to nagranie Glenna Goulda;-).

Pomysł odświeżenia "Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka" uważam więc za przedni. Interesująca jest aranżacja, ciekawe pomysły na bardzo warszawskie ujęcia, jak to w barze, na moście, przy taksówce czy z akordeonem w metrze. Świetne jest przypominanie gwary warszawskiej.

Zastanawiam się tylko dlaczego nowa wersja ma być bardziej dosadna? Dlaczego częściowo zmieniono treść i na przykład zamiast "przyhamuj buzię" pojawia się "przyhamuj mordę"? Rozumiem, że nastały nowe czasy, ale nie do końca podoba mi się ta innowacja w tekście. Tak samo jak nie do końca podobają mi się ujęcia z budzącymi lekki niepokój "kibolami", "dresiarzami", albo swawolnymi króliczkami playboya, choć i to zapewne miało pokazać współczesną  Warszawę. (ale jak się do tego mają powstańcy?)

Ciekawe są też rewelacje w mediach, gdzie piszą o tym, że piosenka jest "przedwojennym szlagierem". Rozumiem, że panuje moda na Warszawę przedwojenną, nawet pewna jej gloryfikacja, ale ten utwór Albert Harris napisał w 1946 r., a tekst traktuje także o Hitlerze, co powinno chyba dać do myślenia autorom takich ciekawostek:-)

Na koniec pozostaje nadzieja, że słowa piosenki nie wzbudzą kolejnych antagonizmów pomiędzy Warszawiakami a resztą Polaków;-) A teraz proszę posłuchać -  wersja dawna:

i nowa:

Skąd się wzięła syrenka w herbie?

varshava

Warto się zastanowić nad pochodzeniem warszawskiego herbu. W tej sprawie trzeba zwrocić się do Wiecha. Oto czego na ten temat możemy się od niego dowiedzieć:

"Każda jedna stolica zmuszona jest posiadać tak zwany herb, żeby na tramwajach było co malować i żeby takie samo magistrackie ciecie mieli co na czapkach nosić.
Długo się chłopina męczył zaczem ten herb wykompinował.
Nie można powiedzieć, żeby mu się to znowuż tak za mocno udało. Pół blondynki i pół szczupaka z pokrywką w jednej ręce, z pałaszem w drugiej!
Blondynka owszem, nawet sobie nienajgorsza, jak to mówią - przy kości. Jeżeli o wiele się rozchodzi o dzieci i młodzież do lat czternastu, może ciut-ciut zanadto rozmamłana, ale mówi się trudno.
Gorzej z tem rybiem ogonem. Zastanówmy się jaki może być związek zawodowy między niem a pałaszem i pokrywką? Uczone w szkołach faceci kompinowali nad tem ładne pare lat, aż koniec końcem dośli do wniosku.
Warszawiacy, jako ludzie z salonowem kodeksem karnem oblatane, zawsze kobietom pierwszeństwo dawali, w ten deseń król blondynkie kazał na tem herbie namalować. Pokrywka znowóż i rybie dzwonko z ogonem na te pamiątkie znowuż zostali umieszczone, że każda jedna Warszawianka pod względem kuchennego fachu zdolność posiada. Nigdzie takiego szczupaka po żydowsku czy takiej pomidorowej zupy jak w Warszawie otrzymać nie można.
Pałasz jest dlatego, bo jakżeby herb wyglądał z tłuczkiem do kartofli, pogrzebaczem czyli tyż wałkiem do ciasta w ręku?(...)
Jak jest, tak jest i inaczej nie będzie. Taki herb mamy, musimy go szanować i każdego jednego żłoba z prowincji, któren by się ośmielił pod krytykie go brać, mamy prawo fatalnie obsztorcować i każden sąd nas uniewinni."

S. Wiechecki Wiech, Śmiej się pan z tego, wybór felietonów, t.2 1946-1955, PIW, Warszawa 1956 r.

Na blogu już kilka razy pojawiały się warszawskie syrenki, na przykład tutaj. Dziś proponuję kolejne:

Syrenka z liceum im. Bolesława Prusa na Saskiej Kępie:

Syrenka z Mennicy:

Syrenka z Nowego Światu (nad wejściem do Empiku):

I ta, której na żywo już nie zobaczycie... Syrenka z Prudentialu, którą niestety skuto wraz z całą elewacją w ramach generalnego remontu...

Zaćmienie Słońca 4 stycznia 2011 nad Warszawą

varshava

Wielu jest takich, którzy twierdzili, że "zaćmienie Słońca to my mamy w Warszawie już od listopada" i nic nie będzie widać zza chmur. Los jak zwykle okazał się jednak łaskawy, a Słońce koło godziny dziewiątej najpierw całkowicie się pokazało, a potem znajdowało się za delikatną, perlistą mgiełką, przez którą swobodnie mogliśmy delektować się tym rzadkim zjawiskiem astronomicznym jakim jest zaćmienie Słońca.

 

Aby nie poprzestać na zaćmieniu, jeśli tylko aura będzie sprzyjająca, warto częściej podnosić głowę do góry. Styczniowe niebo zachwyca, a dziś w nocy dodatkową atrakcją będzie maksimum roju Kwadrantydów, czyli potocznie tzw. spadających gwiazd. Nazwa roju pochodzi od nieistniejącego już gwiazdozbioru Kwadrantu Ściennego (po łacinie Quadrans), a obecnie jest to część gwiazdzbioru Wolarza. Wolarza łatwo można zidentyfikować, ponieważ drogowskazem do jego najjaśniejszej gwiazdy, Arktura, jest wszystkim znany Wielki Wóz. Wystarczy iść po łuku wyznaczonym przez jego dyszel.  Z okolic Wolarza właśnie będą rozbiegać się drogi meteorów, które wpadać będą w naszą atmosferę z prędkością 43 km/h. Obfitość roju, wynosi około 120 zjawisk na godzinę. Mamy więc dziś obfitujący w astronomiczne wydarzenia dzień:-)

"Widok Warszawy od strony Pragi"

varshava

Jest w Drugim Programie Polskiego Radia doskonała audycja zatytułowana "Jest taki obraz". W co drugą niedzielę możemy posłuchać jak dr Grażyna Bastek opowiada bardzo ciekawie o dziełach sztuki. Dziś przyjemność dla varsavianistów podwójna, gdyż omówiono obraz Canaletta "Widok Warszawy od strony Pragi".

Źródło

Sam Bernardo Bellotto (zwany Canalettem) był postacią wielce interesującą i nim trafił do Warszawy malował panoramy wielu innych miast. Słynął ze swojego swarliwego charakteru i wielkich ambicji, dlatego by nie pozostawać w cieniu znanego wuja Giovanniego Antonio Canaletta, postanowił uciec ze swojego rodzinnego miasta czyli Wenecji. Trafił na dwór saksoński do Drezna gdzie otrzymywał wysoką pensję i prestiżowe zamówienia, lecz po okresie wojny siedmioletniej (w czasie ktorej malował także w Wiedniu, Monachium i Pirnie) stracił swoją wysoką pozycję. Postanowił więc udać się na jeden z najznakomitszych dwórów - do Katarzyny II w Petersburgu.

W drodze do Rosji zatrzymał się jednak w Warszawie, gdzie król zachwycony jego autoportretem na tle architektury, która była przecież popisem jego umiejętności malarskich, zatrzymał go w naszej stolicy ofiarowując bardzo wysokie wynagrodzenie.

Na początku zlecono mu dekoracje Zamku Ujazdowskiego (niestety nie zachowały się), na których przedstawił weduty Rzymu. Potem dopiero powstał pomysł na stworzenie obrazów Warszawy.

Omawiany dziś "Widok Warszawy od strony Pragi" powstał w 1770 r. Na pierwszym planie widzimy samego Canaletta, który podpisuje swój obraz (mamy wiec "obraz w obrazie") w towarzystwie swojej rodziny i króla. Król pierwotnie wskazywać miał ręką na miasto, jednak wedle jednej z hipotez - później domalowano przed nim postać adiutanta Henryka Bucała. Miała to być forma hołdu i upamiętnienia tej postaci, zginął on bowiem w 1771 r. ratując króla podczas słynnego porwania monarchy.

Obraz przedstawia bardzo szeroką panoramę miasta, od Nowego Miasta i pałacu Sapiehów aż po Ujazdów. Najprawdapodobniej podstawowym punktem widzenia (choć nie jedynym) było  miejsce oceniane na 500 metrów od dzisiejszego mostu Śląsko - Dąbrowskiego. Wykonanie tego dzieła byłoby niemożliwe bez camery obscura, a więc pierwowzoru aparatu fotograficznego. Warto także zwrócić uwagę na grę świateł, spektakl światła i cienia buduje tu bowiem dramaturgię: w cieniu znajdują się rudery i niezbyt okazałe budynki Pragi, w słońcu widzimy natomiast rzekę i miasto. Jest to więc widok wyidealizowany. Jednak dzięki dbałości o szczegóły i mistrzostwu w malowaniu architektury obrazy Canaletta były wykorzystywane po drugiej wojnie światowej jako wzory pomocne przy odbudowie stolicy.

Każdy kto chciałby zobaczyć ten i inne obrazy Canaletta, powinien udac się do Zamku Krolewskiego do sali Prospektowej (Canaletta). Okazja jest dobra, bo w najbliższą środę, 17 listopada, przypadnie dokładnie 230 rocznica jego śmierci.

Tym z kolei, którzy chcieliby posłuchać naprawdę wspaniałych audycji o sztuce prowadzonych przez dr Grażynę Bastek, polecam włączenie radiowej dwójki w co drugą niedzielę o 9.45. (najbliższa audycja 28 listopada). Archiwalne nagrania są także dostepne na stronach radiowych, ja polecam tę o moim ulubionym obrazie "Widok Delft" Vermeera.

Przystanek Niepodległość

varshava

Obchodzimy dziś Narodowe Święto Niepodległości upamiętniające odzyskanie przez Polskę wolności w 1918 r.

Proponuję jednak by "zrzucić z ramion płaszcz Konrada" i przyjrzeć się bliżej ważnym i nie mniej patriotycznym niż marsze i wiece sprawom. Jednym z najważniejszych wydarzeń dla Polski są nadchodzące wybory samorządowe. Wybory te, w swej bardzo krótkiej w III RP historii, nigdy nie cieszyły się dużą frekwencją. Zatrważające są wyniki badań ostatnio przeprowadzonych przez SMG/KRC na zlecenie Instytutu Spraw Publicznych. Wynika z nich, że aż 23% Polaków nie wie kogo będziemy wybierali 21 listopada, a aż 5% jest przekonanych, że będą głosować na swoich przedstawicieli do Sejmu i Senatu. 61%  Polaków jest świadomych, że będziemy głosować na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, ale tylko 7% wie, że wybierać będziemy także radnych do sejmików wojewódzkich.

Na kogo zatem będziemy głosować w wyborach samorządowych w Warszawie?

21 listopada każdy obywatel Polski zameldowany w stolicy (lub wpisany do stałego rejestru wyborców) będzie mógł głosować w wyborach do rady dzielnicy, rady miasta i sejmiku wojewódzkiego. Wybierać będziemy także prezydenta miasta.

Wybory do Rady Dzielnicy, Rady Miasta i Sejmiku Wojewodzkiego przeprowadzane są na zasadzie proporcjonalności (w przeciwieństwie do wyborów w gminach poniżej 20 tysięcy mieszkańców gdzie wyboru dokonuje się na zasadzie większościowej). Oznacza to, że Warszawiacy oddają głos na określoną listę, stawiając znak "x" obok nazwiska jednego z kandydatów i wskazując tym jego pierwszeństwo do mandatu. W zależności od tego, ile osób zagłosuje na tę listę, tylu proporcjonalnie znajdujących się na niej kandydatów zostanie radnymi. Warto jednak pamiętać, ze obowiązuje 5% próg wyborczy.

Prezydenta miasta będziemy wybierać w wyborach bezpośrednich. Wybory zakończą się po pierwszej turze jeśli ktoryś kandydat uzyska więcej niż 50% głosów. W przeciwnym wypadku konieczne będzie przeprowadzenie po dwóch tygodniach drugiej tury, w której zmierzy się dwóch kandydatów, którzy uzyskali największe poparcie w pierwszej turze. Sposób głosowania jest bardzo prosty, wystarczy postawic znak "x" przy nazwisku swojego faworyta.

Wszystkim, którzy chcą bliżej zapoznać się z ordynacją wyborczą polecam lekturę Ustawy Ordynacja wyborcza do rad gmin, powiatów i sejmików województw oraz Ustawy o ustroju miasta stołecznego Warszawy.

Warto być świadomym obywatelem i wybierać swoich reprezentantów nie tylko do władz centralnych, ale i lokalnych, bo ma to bezpośrednie przełożenie na nasze życie.

Warsz-Szopen

varshava

Warszawa to miasto przepełnione muzyką, z której każdym niemal gatunkiem spotkać się możemy na każdym kroku. Muzyki mnóstwo jest też w kulturze materialnej, ot choćby taki klucz wiolinowy:

Klucza basowego w okolicach Uniwersytetu Muzycznego (dawniej Akademii Muzycznej) w sensie materialnym co prawda nie ma, ale dźwięki dobiegające z otwartych okien rekompensują ten brak:)

Ale, że rok mamy chopinowski, o czym już kiedyś tu wspomniano, to warto skupić się na Fryderyku i jego muzyce w mieście. Najpierw kilka słów o pomniku Chopina. Jest to chyba, obok pałacu kultury, najczęsciej kojarzony z naszym miastem symbol Warszawy. Odlany w brązie kompozytor zasiada pod mazowiecką wierzbą na terenie Parku Łazienkowskiego. Początkowo planowano, że pomnik autorstwa Wacława Szymanowskiego stanie w mieście w setną rocznicę urodzin Chopina czyli w 1910 r. Jednak na skutek przedłużających się prac, a następnie wybuchu I wojny światowej uroczyste odsłonięcie miało miejsce dopiero 27 listopada 1926 r. Zniszczony przez hitlerowców w czasie drugiej wojny światowej został zrekonstruowany w 1958 r. i do dziś wszyscy turyści obowiązkowo go odwiedzają, od czasu do czasu przysłuchując się organizowanym przy nim koncertom. 

Lecz miejsc chopinowskich z dnia na dzień w tym uroczystym roku przybywa i obok słynnych ławeczek, o ktorych już nas blogu pisano, pojawiają się tu i ówdzie chopinowskie murale.

Przy Górnośląskiej:

I przy Tamce, tuż obok słynnego już muzeum Chopina:

Dziś, 10 dni po rozstrzygnięciu konkursu chopinowskiego, który tradycyjnie odbywał się w warszawskiej Filharomonii Narodowej, gdy emocje już opadły i ja kilka słów w tej sprawie jeszcze napiszę. Kontrowersyjny dla niektórych werdykt jury mnie osobiście bardzo ucieszył. Niezwykle podobała mi się gra Julianny Awdiejewej i co najważniejsze, była ona na niezmiennym, równym i wysokim poziomie przez wszystkie etapy, czego nie można powiedzieć o innych uczestnikach. Może nie była najbardziej "chopinowska" w stylu, ale to bez wątpienia wielka indywidualność. Zasmuciły mnie trochę komentarze wielu krytyków, którzy absolutyzując swój gust muzyczny nazywali ten werdykt "skandalem", nie mówiąc już o komentarzach internautów na różnych forach, gdzie sugeorwano, że to polityczny ukłon w stronę Putina (!) i że o wygranej przesądził kształt jej nosa (sic!). Faworyzowany Ingolf Wunder jest oczywiscie pianistą doskonałym, ale chyba zbyt powierzchownie interpretował tę muzykę. Bez wątpienia jednak jego poza estradowaca przysporzy mu wielu słuchaczy. Cieszy mnie także wysokie, trzecie miejsce poetyckiego Trifonova i wyróżnienie dla młodziutkiego, dziecięcego niemal Choziajnowa. Bez wątpienia Rosjanie w tym konkursie grali wyśmienicie i byli "najmocniejsi", jeśli można tak określić pianistów wykonujących repertuar romantyczny;-)Nie twierdzę, że mój gust jest najlepszy. Każdy ma swoich ulubieńców, także jury, poza kwestiami ściśle merytorycznymi w artystycznym konkursie musi dostrzec to "coś" w wykonawcy. Widać w Awdiejewej dostrzegli, co bardzo mnie cieszy.

Fot. B. Sadowski, źródło

Międzynarodowy Rok Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym w Warszawie

varshava

Dziś będzie pewnie wpis trochę nietypowy, ale mimo wszystko związany wciąż z Warszawą. Obchodzimy obecnie Międzynarodowy Rok Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym, a 17. października jest jego kulminacją, ponieważ od 1992 r. ten dzień jest na całym świecie uznawany za Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. Oczywiście nie o świąteczne dni, czy nawet lata chodzi w walce z ubóstwem i wykluczeniem, ale nadawanie takiej odświętności jest dobrym sposobem na to, by przybliżyć wszystkim tę tematykę, by zacząć o czymś mówić głośno, by pokazywać problemy, które dopiero gdy zaistnieją w świadomości społecznej mają szansę na rozwiązanie, a przynajmniej podjęcie woli politycznej i społecznej w tym kierunku. Dlatego wspomnę dziś o dwóch warszawskich wydarzeniach.

Pierwsze z nich miało miejsce co prawda wczoraj, ale w nocy, więc skończyło się dziś. Było to spotkanie w otwartym uniwersytecie krytyki zatytułowane "Noc dla Afryki". Gośćmi byli między innymi Dariusz Rosiak (dziennikarz Rzeczpospolitej), Katarzyna de Lazari-Radek (współpracowniczka Petera Singera) i Janina Ochojska (Polska Akcja Humanitarna). Próbowano odpowiedzieć na pytanie czy, a jeśli tak to dlaczego, warto pomagać państwom na tym kontynencie, czy jesteśmy do tego moralnie zobowiązani (tu odwoływano się do najnowszej książki Petera Singera, trzy egzemplarze można było nawet wygrać w loterii, ale mi się nie udało ;) oraz próbowano pokazać Afrykę od zupełnie innej strony niż przyjęło się to robić. I to wydaje mi się najważniejsze. Afryka wciąż w powszechnej świadomości funkcjonuje raczej jako "jeden kraj", jako miejsce gdzie panuje wyłącznie głód, upał nie do wytrzymania, powszechny jest widok małych dzieci z dużymi brzuszkami obsiadanych przez natrętnie latające wokół nich muchy. Czasami mamy lepsze skojarzenia, wtedy pojawia się biały, np. biała pielęgniarka robiąca dziecku zastrzyk, biali lekarze, szkoły zbudowane przez białych itp. A tak wcale nie jest. Bo w Afryce jest oczywiście wiele stref biedy, głodu, choroby i wojen. Ale wielu jest też ludzi zamożnych, dajacych sobie świetnie radę, zdrowych, radosnych, żyjących w państwach spokojnych. Tworzą wspaniałą literaturę, filozofię, doskonale radzą sobie na polu nauki i w kazdej innej dziedzinie. O tym stereotypowym odbiorze Afryki i próbie łamania tego najlepiej opowiada nigeryjska pisarka Chimamanda Adichiem w filmie, który wczoraj także był wyświetlany, "The danger of a single story":

Jeśli filmik nie chce się włączyć lub chcielibyście zobaczyć go z napisami (do wyboru 24 języki) to kliknijcie tutaj.

Podczas spotkania zastanawiano się także nad tym czy pomoc udzielana obecnie Afryce przez państwa zachodnie nie powinna być całkowicie zreformowana. Po wykładach i dyskusjach odbył się koncert DJOLOF-MAN i aFrykasy SunSystem:-)

Źródło

Drugie wydarzenie to ciekawa konferencja,  która odbyła sięw Szkole Głównej Służby Pożarniczej,  zorganizowana przez Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Irenę Lipowicz, a zatytułowana "Jak przezwyciężyć ubóstwo?". Powiedziano oczywiście wiele na ten palący temat, dotknięto wielu spraw, tym razem na poziomie krajowym. Lecz nie jest moją rolą streszczanie tutaj wszystkich wypowiedzi. To co wydaje mi się najważniejsze w obydwu spotkaniach to odejście od paternalistycznego do podmiotowego traktowania drugiego człowieka, czy to biednego Afrykanina czy też długotrwale bezrobotnego. Pomoc najsłabszym nie powinna mieć charakteru łaskawej dobroczynności. Po prostu powinno się dostrzec w nich drugiego człowieka, równego wszystkim innym pod każdym względem. I na tej podstawie dążyć do walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym.

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o rocznicy śmierci Fryderyka Chopina, która także dziś wypada. Warszawa w tym roku jest chyba najbardziej chopinowskim miastem na świecie. A w tych dniach trwa konkurs chopinowski. Przed nami emocjonujący finał, czy wygra Bozhanov? Czy może jakiś Rosjanin, tak wielu ich przecież znalazło się w pierwszej dziesiątce? Kogo wytypują mistrzowie pokroju Marthy Argerich czy Nelsona Freire? To wielkie warszawskie wydarzenie przynoszące międzynarodową sławę naszemu miastu już od 83 lat. Oczywiście można na żywo ogladać konkurs w tvp kultura, albo słuchać go w radiowej dwójce. Polecam:-)

GTWB 35 - to co lubię w moim mieście

varshava

Warszawa jest miastem szczególnym. Trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie na tytuł tej akcji Grupy Trzymającej Warszawskie Blogi - lubię tu niemal wszystko i cały mój blog o tym traktuje.

Ci, którzy tu zaglądają od czasu do czasu, na pewno zdążyli się zorientować, że najbliższy jest mi (z powodow subiektywnych i obiektywnych) Żoliborz. Niech opowie o nim, z typowym dla niego humorem - Daniel Passent; słuchając tego pierwszy raz zdawało mi się, ze wyjmuje mi słowa z ust: Daniel Passent o Żoliborzu.

I jest jeszcze jedna cecha Warszawy, która zawsze budziła mój szacunek: to, że całkowicie zburzone miasto odbudowano. Ocaleni z wojennej pożogi Warszawiacy, a także mieszkańcy innych części Polski, przyjeżdżali tu, często bezinteresownie, aby odgruzować i odbudować miasto. Dzięki tym ludziom wciąż jeszcze wierzę w bezinteresowność i zdolność poświęcenia się dla innych, czy dla ważnej sprawy. Ci, którzy odbudowywali Warszawę są dla mnie bohaterami tego miasta. Lubię w moim mieście ludzi skłonnych do bezinteresownych poświęceń.

Robotnik na placu (wówczas jeszcze) Napoleona (dziś plac Powstańców Warszawy):

Kobiety usuwające ruiny pałacu Branickich na ulicy Miodowej:

Zwałka gruzu, bez maszyn...

chwila przerwy:

I znów do pracy, plac Napoleona raz jeszcze:

I na koniec - odbudowa Nowego Światu. W miejscu gdzie dziś stoi Empik (na którym widnieje napis "Cały naród buduje swoją stolicę) widać już zgromadzone cegły. Obok, w rusztowaniach, pałac Kossakowskich. Po drugiej stronie ulicy widzimy pusty plac, na którym przed wojną stała kamienica ze słynną restauracją "Gastronomia":

Zdjęcia pochodzą z albumu "Warszawa, ballada o okaleczonym mieście", wyd. Baobab, Warszawa 2006 (autorem wszystkich fotografii jest Zdzisław Wdowiński)

Stawisko

varshava

Bardzo rzadko na tym blogu (chyba dopiero drugi raz) opuszczam Warszawę, ale tym razem udaję się bardzo blisko, w miejsce mocno z Warszawą związane. Dla mnie osobiście też ważne, bo blisko Milanówka, a więc miejscowości gdzie upłynęła część moich dziecięcych wakacji. Choć samo Stawisko znajduje się już nie w Milanówku, lecz nieopodal, w Podkowie Leśnej.

Stawisko to nazwa majątku ziemskiego, na terenie którego stoi dom zamieszkiwany przez Annę i Jarosława Iwaszkiewiczow w latach 1928 - 1980. Dom został zbudowany na terenie majątku, który Anna (z domu Lilpop) wniosła w posagu. Autorem projektu był Stanisław Gądzikiewicz. Miejsce to od początku stało się ważnym ośrodkiem ówczesnego życia kulturalnego, gdzie spotykało się wielu twórców. Bywali tu między innymi: Karol Szymanowski (kuzyn Jarosława), Julian Tuwim, Jan Lechoń, Antoni Słonimski czy Stanisław Baliński. W okresie okupacji Stawisko stało sie schronieniem dla wielu spośród polskich artystów. Pomieszkiwali tu Czesław Miłosz, Krzysztof Kamil Baczyński, Andrzej Panufnik, Stanisław Dygat, Witold Lutosławski, Pola Gojawiczyńska, Jerzy Andrzejewski, Leon Schiller, Jerzy Waldorff i Władysław Tatarkiewicz oraz wielu innych. Zdarzało się, że przy jednym stole zasiadało około dwudzisetu osób. Aby poczuć szczególną atmosferę tamtych czasów warto poczytać o tym w pierwszym tomie dzienników Jarosława Iwaszkiewicza (lata 1911 - 1955). Po wojnie Stawisko nadal pozostawało ważnym ośrodkiem życia społeczno - kulturalnego, gościła tu na przykład belgijska królowa Elżbieta i Artur Rubinstein. Po śmierci Jarosława Iwaszkiewicza, zgodnie z testamentową wolą pisarza, dom stał się własnością państwa i utworzono tu muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów.

Mimo że w tym roku obchodziliśmy trzydziestą rocznicę śmierci Jarosława Iwaszkiewicza (i trzydziestą pierwszą Anny) ich dom nadal jest miejscem naprawdę wyjątkowym. We wnętrzu zachwycające są wspaniałe obrazy z XIX i XX wieku, meble i przedmioty użytku codziennego.


 

 

Na każdym kroku odczuwa się wyjątkową atmosferę tego miejsca, wśród imponujących księgozbiorów, wspaniałych zdjęć, grafik i muzykaliów. Dziś, poza muzeum, jest to centrum kultury wysokiej. W salonie Iwaszkiewiczów odbywają się koncerty i konkursy recytatorskie, na poddaszu, w sali wystawowej, swoje prace prezentują liczni artyści. Od 2000 r. odbywa się tu także festiwal "Muzyczne konfrontacje".

Naprawdę dobrym pomysłem jest, aby w te ostatnie być może piękne dni w tym roku, oddalić się od Warszawy o trzydzieści kilometrów i odwiedzić to miejsce. Wyjątkowej atmosfery nie da się opisać i sfotografować, trzeba ją poczuć na własnej skórze. Po wizycie w muzeum można przejść się po parku, lub kawałek dalej, ku dwóm najurokliwszym (według mnie) podwarszawskim miasteczkom, do których zaliczam Milanówek i Podkowę Leśną.

Amsterdam (czyli GTWB 34 między Warszawą a...)

varshava

Temat tej akcji GTWB pozwala mi tym razem udać się poza granice naszego miasta. Podróżując pomiędzy Warszawą a innymi miejscami na Ziemi zawsze można znaleźć się w Amsterdamie;-)

Stolica Holandii to miasto szczególnie mi bliskie, także ze względów osobistych. Dziś jednak chcę przedstawić tylko jeden, bardzo dobrze wszystkim znany aspekt tego miasta (własciwie całego kraju). Jest to oczywiście możliwość poruszania się tu na rowerze. W przeciwieństwie do Warszawy rower jest tu niemal głównym środkiem transportu, rowerzyści mają gdzie jeździć, kierowcy raczej ich nie próbują przestraszyć i im nie wygrażają. Zresztą wiecej tu jest rowerzystów niż osób poruszajacych się autem. Większość Holendrów jeździ na rowerze i być może to jest powodem, dla którego ich przeciętne trwanie życia jest tak długie (17. miejsce na świecie według danych ONZ). Rowerzyści sa wszędzie i rowery są absolutnie wszechobecne, co dodaje temu pięknemu miastu uroku.

Rowerzystom nie straszna jest nawet niesprzyjająca pogoda:

Jeśli więc wybieracie się do Amsterdamu przydatną umiejętnością może okazać się jazda na rowerze. Przy okazji zawsze warto popedałować sobie do Rijksmuseum i przypominając sobie na przykład ten wiersz Wisławy Szymborskiej przyjrzeć się z bliska temu obrazowi. :-)

Upał

varshava

Tytuł tego wpisu brzmi jak film z 1964 r. do którego scenariusz napisał starszy pan Przybora, a muzykę starszy pan Wasowski;-) Główne role grają oczywiście gwiazdy Kabaretu Starszych Panów, czyli, oprócz samych autorów m.in. Wiesław Michnikowski, Barbara Krafftówna, Kalina Jędrusik, Wiesław Gołas i Jarema Stępowski. Film jest naprawdę urzekający, jak wszystko co wyszło spod piór Tych Panów. Ale dziś o innym upale chcę napisać, o tym warszawskim. Temperatura w stolicy osiągnęła dziś podobno w niektórych miejscach 40 stopni. Nie wiem czy tak było w istocie, ale wiem, że faktycznie było bardzo gorąco i ci co mogli szukali ochłody na przykład w ten sposób:

A czerwcowe wieczory muszą być gorące, bo taka jest kolei rzeczy. :-) Proszę nie narzekać.

Tymczasem jutro gorąco nie tylko ze względu na pogodę będzie na Żoliborzu - nadchodzą bowiem imieny Joli Bord. ;-)

Bioróżnorodność

varshava

Rok 2010 jest w ONZ Międzynarodowym Rokiem Różnorodności Biologicznej, co ma zwrócić ogólnoświatową uwagę na to ważne zagadnienie.

Sprawa jest rzeczywiście ważka. Musimy bowiem pamiętać, że istniejemy w sieci wielu złożonych ekosystemów. To wszystko ma ogromne znaczenie dla rozwoju i trwałości układów podtrzymujących życie. Jesteśmy po prostu częścią wielkiej całości i nasze przetrwanie zależy od tego czy przetrwają inne jej elementy. Jeśli jakieś gatunki wyginą nastąpi efekt domina i ginąć będa kolejne. Ludzi dotyczy to także - i nie ominie. Jeśli sobie uświadomimy związki człowieka z naturą i zagrożenia, które często sami stwarzamy, o wiele łatwiej będzie zachować bioróżnorodność. Komisja Europejska, opierając się na badaniach wskazujących, że większa świadomość społeczeństwa wzmaga indywidualne działania pomagające w zachowaniu bioróżnorodnosci przygotowała z tego powodu specjalną kampanię społeczną.

I oto, w zalewie natrętnych, niemądrych reklam, pojawiają się i te społeczne. Jest to miły przerywnik pośród tych beznadziejnych, hałaśliwych i chaotycznych reklam promujących tanie zlewy lub lek na - moje ulubione określenie, "dyskomfort trawienny".

Na kształt Europy składa się napis: "(...)Każdy z nas do ścieków wylewa chemiczną mieszankę, która płynie przez jeziora i rzeki na wybrzeże, a tam delikatne ekosystemy już teraz osłabione skutkami zmiany klimatu i nadmiernego rybołówstwa wytrącane są z równowagi; tymczasem nawozy przyspieszają rozwój glonów, wodorosty pokrywają plaże, a rozkładając się pochłaniają cały tlen zawarty w wodzie, a także powodują zakażenie bakteriologiczne wody i nabrzeża. W skutek tego ryby zdychają lub odpływają w poszukiwaniu czystszej wody (...)" Są też inne np. z upadłym drzewem, ptakami etc.

Jest to oczywiście znów dość antropocentryczne podejście - bo czy gdybyśmy nie zależeli od innych gatunków to już nie należałoby ich chronić? Ale i tak uważam, że kampania jest bardzo dobra i bardzo potrzebna. Warto poczytać więcej na przykład TU.

Blog jest warszawski więc jeszcze dwa słowa o obchodach dni bioróżnorodności w stolicy. Rozpoczęły się wczoraj, zainaugurowane happeningiem z udziałem przedstawicieli KE, instytucji naukowych, organizacji pozarządowych, świata kultury i sztuki. Dziś natomiast w Złotych Tarasach otwarto "Wioskę biorożnorodności", gdzie każdy do późnego wieczora (do godz. 22.00) może przyjść, zobaczyć ciekawą wystawę i wiele dowiedzieć się na ten temat, są konkursy i "bioróżnorodne upominki".

I na koniec fragment bioróżnorodnej Warszawy, czyli łyski nad żoliborsko - bielańskim Kanałkiem:-)

A w maju...

varshava

A w maju
Zwykłem jeździć, szanowni panowie,
Na przedniej platformie tramwaju!
Miasto na wskroś mnie przeszywa!
Co się tam dzieje w mej głowie:
Pędy, zapędy, ognie, ogniwa,
Wesoło w czubie i w piętach,
A najweselej na skrętach!
Na skrętach - koliście
Zagarniam zachwytem ramienia,
A drzewa w porywie natchnienia
Szaleją wiosenną wonią,
Z radości pęka pąkowie,
Ulice na alarm dzwonią,
Maju, maju! - -
Tak to jadę na przedniej platformie tramwaju,
Wielce szanowni panowie!...

J. Tuwim, "Do krytyków"

Co prawda nie mozna już jechać "na przedniej platformie" jednakże przejżdżka tramwajem w maju nadal napawa radością życia :-)

XXX akcja GTWB - uliczna moda

varshava

Z dużą przyjemnością dostrzegam, że warszawskie ulice zaczynają się trochę upodabniać do tych w Amsterdamie:

czy w Sztokholmie:

Coraz większa bowiem panuje moda na rowerzystów. Coraz więcej jest też ścieżek rowerowych. I choć ciągle można narzekać na pewien ich niedostatek to mam poczucie, że "wszystko zmierza ku dobremu na tym najlepszym z możliwych światów"

i ja także już od wielu lat ulegam tej modzie:

10.04.10

varshava

Straszliwa tragedia, która wydarzyła się dzisiaj sprawiła, że nieprzebrane tłumy mieszkańców naszego miasta wyszły uczcić ofiary katastrofy lotniczej. Z godziny na godzinę pojawiało się coraz więcej osób. Krakowskie Przedmieście, Plac Zamkowy i Plac Piłsudskiego już dawno nie były tak pełne.

Znicze i kwiaty pod żoliborskim domem pp. Kaczyńskich:

© Warszawa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci