Menu

Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

to tu, to tam

Styczeń 1945

varshava

Jeszcze parę kroków po śliskiej, lodem ściętej Wiśle, potem kilka schodków, wyżłobionych w zamarzniętej ziemi wysokiego nasypu i... ulica. Warszawska ulica. Nad nią wiadukt mostu Poniatowskiego, którego zwalone przęsła sterczą w środku rzeki...
Filary wiaduktu oblepione "Życiem Warszawy" i odezwami. Przechodnie, których jest coraz więcej zatrzymują się, czytając. Najpierw zdumienie, potem radość i rozrzewnienie. Z ust do ust przechodzi wieść, że to przecież "po polsku", że słowa własne, zrozumiałe, że ojczyste i wolność głoszące..."

Fragment "Kroniki miejskiej w zburzonej stolicy", Życie Warszawy, 20 stycznia 1945 r.

Życie po wyzwoleniu ruin miasta nie było łatwe, ale powoli zaczynały działać  instytucje, np. ubezpieczalnia:

ubezpieczalnia

Nawoływano nauczycieli do pomocy w tworzeniu polskiej edukacji:

znp

Z trudem pokonywano także trudności aprowizacyjne

ziemniakiTe i wiele innych przejawów życia codziennego i niecodziennego powojennej stolicy można odnaleźć w archiwach Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej. Fragmenty pochodzą ze zdigitalizowanych numerów "Życia Warszawy" z dni 18, 22 i 26 stycznia 1945 r.

Starzyński odbrązowiony, a jednak wspaniały

varshava

Jeśli zapytacie o najlepszego - moim zdaniem - prezydenta Warszawy to odpowiem: Sokrates Starynkiewicz (tu opisałam dlaczego). Jeśli jednak zapytacie mnie o najlepszą książkę o włodarzu miasta, to odpowiem "Sanator" Grzegorza Piątka. Czyli rewelacyjna biografia Stefana Starzyńskiego. 

DSC061511111

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uwielbiam liczby. Wszystkie statystyki, daty i dane to jest to, co sprawia mi wielką przyjemność i uważam za mocne argumenty we wszelkich dyskusjach. Ponieważ twierdzę, że liczba dzierży władzę nad płynnością. Dlatego nie mogłam nie sięgnąć po książkę, która rozprawia o pewnie najbardziej zmitologizowanym warszawskim prezydencie, zwłaszcza, że otworzywszy ją, od razu natknęłam się na zdanie: "Na kursach Starzyński prawdopodobnie rozwinął zamiłowanie do opisywania świata za pomocą liczb, wręcz epatowania danymi, z którego zasłynął w dalszej karierze".

Tak naprawdę nie był nigdy demokratycznie wybranym prezydentem stolicy. Najpierw, w 1934 r., został mianowany komisarycznym prezydentem m.st. Warszawy, a potem, gdy wreszcie demokratycznie wybrana Rada Miasta w 1938 r. zagłosowała - Starzyński nie uzyskał wymaganej liczny głosów. Dlatego został zatwierdzony na stanowisko prezydenta przez Ministra Spraw Wewnętrznych. Był bowiem, jak wskazuje tytuł książki, wiernym sanacji piłsudczykiem, człowiekiem przez ówczesną władzę sprawdzonym i chętnie przez nią powoływanym do zadań niewykonalnych. Z którymi radził sobie całkiem nieźle. Czego o nim uczymy się w szkole? Że zginął. I że zanim zginął bohatersko wspierał Warszawiaków podczas obrony we wrześniu 1939. Czasami jeszcze dopowiada się kilka słów o micie wspaniałej, przedwojennej Warszawy. Na szczęście Grzegorz Piątek pokazuje nam tę postać w zupełnie innej, znacznie szerszej perspektywie. 

Dowiadujemy się przede wszystkim o tym, kim był Starzyński zanim objął stery Warszawy. Śledzimy jego dzieciństwo w Łowiczu, dowiadujemy się o jego - bardzo znaczącej do końca życia - historii w Legionach, o jego karierze urzędniczej, o pracy w Ministerstwie Skarbu i o tym dlaczego stał się wiceprezesem Banku Gospodarstwa Krajowego. Widzimy jakim był człowiekiem, z wadami i zaletami. I dopiero ostatnie lata jego (nie tak długiego przecież) życia to lata, w których Warszawa stała się dlań najważniejsza.

warszawa_przyszlosciŹródło

Na zdjęciu powyżej (bardzo popularnym, ze względu na fakt że makieta wieży niepodległości przypomina kształtem dzisiejszy Pałac Kultury) Starzyński otwiera wystawę "Warszawa Przyszłości" w 1936 r. Warto jednak dodać, że niewiele stworzonych wówczas planów miało szansę realizacji. Jakkolwiek w 1936 r. miasto zasilała jeszcze pożyczka BGK, tak później zasoby miasta topniały. Jak pisze Piątek "Uważna lektura dokumentów i gazet odsłania przykrytą dziarskimi nagłówkami i wciąż tymi samymi zdjęciami makiet smutną prawdę o możliwościach finansowania śmiałych zamierzeń - dużo ogólników, mało konkretów, niewiele dat i sum, których można być pewnym. Dotyczyło to zarówno inwestycji miejskich jak i rządowych."

Autor podaje wiele dowodów na to, że przedwojenna Warszawa nie była aż tak piękna, jak pokazuje się ją nam na filmach w rodzaju "Warszawa 1935", lub, co zabrzmi może bardziej sprawiedliwie - była tak piękna tylko w części.

DSC06158

Prezydent zmagał się więc z miastem przeludnionym, niedoinwestowanym, z niewystarczającą liczbą szkół i innych budynków użyteczności publicznej, z dramatem mieszkaniowym. A do tego wszystkiego należy dodać, że własnością komunalną objęte było ledwie 4% powierzchni miasta, co - obok problemów finansowych - było drugą największą przeszkodą we wprowadzaniu realnych zmian.

Mimo wszystko wiele się prezydentowi udało. Wśród największych sukcesów trzeba chyba wymienić budowę dziesięciu nowych szkół, które sprawiły, ze w nowym roku szkolnym 1935/1936 16,8 tysięcy dzieci mogło rozpocząć naukę w godnych warunkach. Rewelacyjny był też pomysł na "Warszawę w kwiatach", który nie tylko wzmocnił więź mieszkańców z miastem, ale też w wielu miejscach pozwolił zakryć jego brzydotę. Warszawa mimo trudności się rozwijała, a niektórzy - trochę na wyrost i w sposób egzaltowany - porównywali ją do Gdyni (w tym wypadku robiła to Monika Żeromska):

IMAG1113

Wśród ciekawostek jest i fakt, że był też Starzyński pierwszym prezydentem, który w sposób spójny myślał o identyfikacji wizualnej miasta, za jego czasów ustalono jednolity wzór herbu z syrenką oraz barwy miasta - żółtą (w założeniu: złotą) i czerwoną.

Rzuciłam tu tylko garść niepowiązanych ze sobą informacji. Jeśli chcecie otrzymać je w sposób spójny, treściwy i wyczerpujący musicie sięgnąć po książkę. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o Warszawie przedwojennej, a nie bazować tylko na mitach lub martyrologii - musicie sięgnąć po książkę. Nie wiem ile godzin autor musiał spędzić w bibliotekach i archiwach, ale wiem, że efekt jest powalający. Dawno nie widziałam książki tak rewelacyjnie opracowanej. Tak wiele źródeł i nowych faktów wyszło na światło dzienne dzięki tej pracy. I wreszcie, co nie bez znaczenia - książka napisana jest językiem tak wartkim i wciągającym, że nie da się od niej oderwać. Teoretycznie znamy ciąg dalszy... ale jednak z zapartym tchem czyta się do późnych godzin nocnych, ryzykuje zmęczeniem i niewyspaniem następnego dnia... ale naprawdę warto.

I co w tym wszystkim najlepsze? Na spotkaniu autorskim, w którym miałam szczęście uczestniczyć, Grzegorz Piątek zdradził, ze przygotowuje kolejną książkę, tym razem o Biurze Odbudowy Stolicy. Będę stać po nią nocą w kolejce jak Amerykanie po nowy model telefonu! Jak zajdzie potrzeba to rozstawię i namiot.

PeoplequeueoutsidetheAppleStoreinCoventGardenIWant: Apple fans queue outside the Apple Store in Covent Garden ahead of the release, źródło

72. "ale to nic byleśmy żyli"

varshava

Bardzo dobrze można... bawić się w Muzeum Powstania Warszawskiego. Tak, bo jak inaczej nazwać to, co się tam przeżywa? Co roku z okazji 1 sierpnia przypominamy sobie o tym dramatycznym Powstaniu. Zawsze wspominamy Powstańców (i ja to robiłam pisząc o powstańczych losach mojego dziadka na Mokotowie: tutaj), Muzeum Powstania na pewno odnotowuje w tych dniach więcej gości, poza tym świetnie sprzedają się gadżety, koszulki, a nawet na wielu samochodach zobaczyć można znak Polski Walczącej. Tyle razy już o tym mówiono i pisano, a robi się coraz gorzej.

087

Dziś przypomnę losy nie tylko dziadka, który w końcu trafił do obozu dla jeńców (i nie, nikt nie przestrzegał tam konwencji genewskiej). Dziś o losach innych członków mojej rodziny, tych, którzy przeżyli Powstanie, zmuszonych porzucać cały dobytek, jeśli tylko nie został zniszczony podczas walk, zostawiać za sobą całe swoje dotychczasowe życie i ukochane miasto, a właściwie jego ruiny i ruszać wraz z innymi wypędzonymi. Niektórzy nie przeżyli tej drogi. Inni trafili na przymusowe roboty do Niemiec. Niektórzy po miesiącach, inni po latach wracali, wcześniej rozproszeni, próbowali się nawzajem odnaleźć. Nie zawsze się to udawało. To jest właśnie element bilansu Powstania Warszawskiego, którego 72. rocznicę wybuchu obchodzimy 1 sierpnia tego roku. Wolałabym, by młodzieńcy (i nie tylko) nie mający chyba pojęcia czym naprawdę było to wydarzenie przestali bezcześcić jego pamięć. Lecz obawiam się, że postrzeganie historii obecnie zmierza w kierunku innym, niż mogłabym sobie życzyć. 

Z okazji kolejnej rocznicy, znów przypominam fragment wiersza Antoniego Słonimskiego. 

Mogiła Nieznanego Mieszkańca Warszawy

(...) Lecz któż na grobach będzie siadał
Tych, którzy trwożni i bezdomni
Padali mrowiem niezliczonym,
Któż się o milion ten upomni?
I jaki pieśniarz będzie składał
Słowa gorące i szalone
O tych, co w cieniu waszej glorii,
Bez narkotyku wielkich czynów
Konali w męce dla wawrzynów,
Co wasze skronie ozdobiły,
Rzucając pomiot ciał swych zgniłych
W dymiący, krwawy gnój historii? (...)

Odbuduj Warszawę w jeden dzień (w Dzień Dziecka)

varshava

Ponieważ mamy Dzień Dziecka to dziś skupimy się na grze planszowej. Nie będzie to jednak chińczyk, lecz wyrafinowana i skomplikowana gra, która pozwala odbudować Warszawę po wojennych zniszczeniach w taki sposób, w jaki tylko pragniecie. Nie jest to jednak zadanie proste. Trzeba nasze miasto odgruzować, rozsądnie zaplanować odbudowę, wysłać swoich inżynierów w delegacje lub na plac budowy, realizować normy, zdobywać fundusze i materiały budowlane itp.

DSC05837Zapewne zachęcającym jest fakt, że możecie odbudować miasto jak chcecie, np. nie stawiać Pałacu Kultury (u mnie jest zawsze postawiony!), możecie wybudować coś, czego nie udało się zrealizować w rzeczywistości, możecie całkiem zmienić układ, albo zbudować dwie linie metra z tunelem pod Wisłą, obok czterech pięknych mostów. Wszystko według uznania i oczywiście możliwości, jakie przyniesie dana rozgrywka.

DSC05811W grze mamy dwa główne etapy: odbudowę i modernizację (mamy więc architekturę socrealizmu i modernizmu), jest też oczywiście zabudowa historyczna. A do tego wszystko to jest po prostu pięknie zrobione.

DSC05791 

DSC05827

DSC05787

 

DSC05795

Nie znam się na grach i nie bardzo też na współczesnych dzieciach, ale wiem, że z tej planszówki można się sporo nauczyć. A jeśli dzieci dziś są nadzwyczaj nowoczesne i nie rozstają się z telefonami i tabletami to nauczą się jeszcze więcej, bo ta gra wykorzystuje coś o nazwie "technologia Rozszerzonej Rzeczywistości", która pozwala na oglądanie wybranych budynków w trójwymiarowej postaci na swoim telefonie (wystarczy przy pomocy aplikacji nakierować swój telefon na odpowiednią kartę projektu). 

"Odbudowa Warszawy" stosuję polecam! ;)

"Taką będzie Warszawa"

varshava

17 stycznia  1945 r. żołnierze 1. Armii Wojska Polskiego oraz 47 i 61 Armii 1 Frontu Białoruskiego weszli do Warszawy. Tuż za nimi wracali Warszawiacy. Do miasta ruin, wszędzie leżących zwłok i smrodu. A jednak, mimo mrozu i braku wszystkiego co potrzebne do przeżycia, już od pierwszych dni po wyzwoleniu przybywały ich masy. 

ce849219ce33495b9c2222f420defe6b

1945. Zburzona kolumna Zygmunta III Wazy, źródło

Bardzo się cieszę, że w minionym roku wydano książkę Magdaleny Grzebałkowskiej "1945 wojna i pokój". Autorka wykonała benedyktyńską pracę odnajdując świadectwa, dokumenty, ludzi i opisując co działo się w Polsce już po wojnie. Zazwyczaj ograniczamy się do bohaterów wojennych i wojen. Dlatego takie książki, o zwykłych ludziach, o codzienności w czasach niezwykle trudnych są bardzo potrzebne. Też są o heroizmie, bo czyż nie jest bohaterstwem  np. powrót do nieistniejącego miasta?

Na koniec więc fragment z Przekroju wydanego w 1945 r. (znaleziony w tejże książce). Wizja warta uwagi.

Warszawa patrzy w przyszłość

Nie należy oczekiwać, że w czerwcu odbuduje się Hożą, w lipcu Wilczą, a sierpniu plac Grzybowski. Nie stanie się to ani w tym roku, ani za dwa lata. W pierwszym roku odbudowy nie stanie się właściwie nic. To znaczy nic efektownego, widocznego na zewnątrz. [...] Po roku praca ruszy pełną parą. Za 10 lat Warszawa stanie się najbardziej nowoczesnym "zespołem", dwumilionową stolicą, której pozazdrości nam cały świat. [...]. W miejsce dawnego śródmieścia stanie nowa dzielnica "dyspozycyjna". Rząd, ambasady, poselstwa, banki, centrale handlowe, zarządy. Tam, gdzie była ongiś Wola, stanie "Zachodnia Dzielnica Zaopatrzenia". [...] Wokół trzy dzielnice mieszkalne - Żoliborz, Saska Kępa, Mokotów. W tych pięciu fragmentach miasta mieszka tylko 700 000 mieszkańców. Pozostałe 1 300 000 znajdzie pomieszczenie w dalszych dzielnicach mieszkalnych od Góry Kalwarii do Modlina. Dzielnice te będą powiązane wspaniałymi szlakami komunikacyjnymi. [...] Każdy dom, a najwyżej każdy blok kilku kamienic Warszawy, otoczony będzie zieleńcami. Całe miasto będzie jednym wielkim miastem-ogrodem o zupełnie "luźnej" zabudowie. [...] całe miasto będzie w 100% zelektryfikowane. [...] Mimo tych bardzo nowoczesnych założeń postanowiono ze względu na tradycję - odbudować wiernie niektóre zabytki dawnej Warszawy. [...] Ta koncepcja, mimo zdań przeciwnych, nie podlega dyskusji.

Taką będzie Warszawa."

Święto Niepodległości czyli jak domknąć tę walizkę?

varshava

11 listopada to święto, o którego znaczeniu pisać nie musimy, bo każde dziecko w szkole się o tym uczy. Jak to jednak z historią bywa, poszczególne grupy interpretują ją wedle swoich pomysłów. Jest tak również z niektórymi organizacjami (zwłaszcza nacjonalistycznymi i faszyzującymi), które od kilku dobrych lat zagarniają tego dnia przestrzeń publiczną w Warszawie i innych miastach. Jeśli nawet uznamy, że osoby wychodzące na ulicę zadeklarują się jako spadkobiercy endecji - wciąż trudno będzie nam pojąć dlaczego zatem składają hołd Józefowi Piłsudskiemu, który nigdy bohaterem endecji nie był, a wręcz przeciwnie, z wzajemnością się z tą formacją nie lubił (delikatnie powiedziane). Pikiety endeckie mają długą, lecz nie zawsze chlubną tradycję.  W 1937 r. Jan Szeląg pisał tak:

"W śródmieściu Warszawy (...) panują endeckie pikiety. Jest to obyczaj po raz pierwszy wprowadzony na ulice stolicy Polski, a idący z miasteczek prowincjonalnych. Kronikom policyjnym i kryminalnym pozostawiamy sprawę zajść, które w czasie owego pikietowania mają miejsce. Prawnikom, moralistom i historykom naszej epoki pozostawiamy sprawę rozpatrzenia prawości owej akcji endeckiej, jej słuszności i zgodności z obyczajami cywilizowanego narodu. (...) Pikiety endeckie stoją przed sklepami, w których sprzedaje się książki. Pisma endeckie oenerowskie i im pokrewne nawołują do bojkotu jednych, a popierania innych sklepów z książkami."

W taki sposób próbowano "spolonizować" sprzedawców. Zresztą nie tylko to było przedmiotem zainteresowania przedwojennej endeckiej młodzieży nacjonalistycznej. Przypomnijmy, że walczyli także (i wywalczyli) o tzw. getta ławkowe, czyli wprowadzenie segregacji narodowościowej na polskich uniwersytetach. Oznaczało to, że studenci pochodzenia żydowskiego musieli siedzieć oddzielnie na salach wykładowych. Poniżej blokada Uniwersytetu z 1936 r. Jak widać obok postulatów narodowościowych "żądamy getta ławkowego" pojawiały się także socjalne "i obniżki opłat" i tradycyjne "Śmierć Żydokomunie".

blokada_uw

Źródło: NAC, Sygnatura: 1-N-3589-1

A poniżej już tradycyjne obchody Święta Niepodległości w Warszawie 11 listopada 1926 r., a więc pierwsze po przewrocie majowym, który, jak warto przypomnieć, rozpocząl 13 lat autorytarnych rządów sanacji.11.11._26

Źródło: NAC, Sygnatura: 22-257-4

Wisława Szymborska opisując jedną z lektur nadobowiązkowych napisała tak: "W którejś ze starych komedyjek Chaplin (bodajże), chcąc domknąć walizkę, obcina nożyczkami wszystko co z niej wystaje.. Jak widać historycy także borykają się ze swoją walizką".

W dzień świąteczny odsyłam więc do..."Wszystkich lektur nadobowiązkowych" wydanych przez Znak w 2015, czyli zebranych razem literackich felietonów Wisławy Szymborskiej.

Nigdy o Tobie

varshava

207

Nigdy o tobie nie ośmielam się mówić
ogromne niebo mojej dzielnicy
ani o was dachy powstrzymujące wodospad powietrza
piękne puszyste dachy włosy naszych domów
milczę także o was kominy laboratoria smutku
porzucone przez księżyc wyciągające szyje
i o was okna otwarte-zamknięte
które pękacie w poprzek gdy umieramy za morzem

 

(...)

Tyle uczuć mieści się między jednym uderzeniem serca a drugim

tyle przedmiotów można ująć w obie ręce

Nie dziwcie się że nie umiemy opisywać świata
tylko mówimy do rzeczy czule po imieniu

Zbigniew Herbert

 

Dwa dni temu Zbigniew Herbert skończyłby 91 lat. Nawet pisząc o Lwowie pisał uniwersalnie.

Warszawska wiosna

varshava

"Chyba nie ma na świecie takiego miasta, tak właśnie jak niepowtarzalne nigdzie indziej są warszawskie wiosenne zapachy, nastroje, uczucia i myśli. I dlatego nie mówcie nam o wiosnach paryskich czy wiedeńskich! Nam, którzy wiedzą, czym jest, czym potrafi być warszawska wiosna." Leopold Tyrmand, "Zły"

0461

065

 088

I bielańska "rzeka tulipanów"

095

 099

Wpis z dedykacją dla dzisiejszej jubilatki. Wielkie to szczęście urodzić się w majowej Warszawie;)

72

varshava

0011

72 lata temu wybuchło powstanie w getcie warszawskim.

Jak wspominał Marek Edelman:

"W kwietniu 1943 r. mieliśmy do dyspozycji 22 grupy bojowe, których łączna siła nie przekraczała 220 ludzi, i to - nie posiadających większego doświadczenia bojowego i należytego wyszkolenia. Dowództwo ŻOB i niemal wszyscy członkowie organizacji zdążyli przed wojną przejść co najwyżej wyszkolenie w zakresie młodzieżowego przysposobienia wojskowego lub ruchu skautowego. Nie znaliśmy technik budowy fortyfikacji, a przygotowując kryjówki podziemne nie przewidywaliśmy, że Niemcy zdecydują się na spalenie całej części miasta. Mimo to, gdy w nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 r. nadeszły do nas pierwsze meldunki, że w najbliższych godzinach spodziewać się należy jakiejś wielkiej akcji niemieckiej przeciwko gettu - zajęliśmy zamaskowane stanowiska na piętrach domów w rożnych punktach dzielnicy i czuwaliśmy do świtu. Kilkadziesiąt tysięcy ludności nie objętej mobilizacją naszych grup chroniło się w piwnicach. Getto było jak wymarłe: nigdzie żywej duszy."

Za: W. Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, wyd. Znak, Kraków 1974

 

O grodzeniu, wzajemnej niechęci i potrzebie równości

varshava

Wpis na temat grodzenia się osiedli chodził mi po głowie już od kilku lat, ale jakoś nie mogłam się zebrać by o tym napisać. Teraz jednak, gdy przez media przetacza się na ten temat dyskusja, łatwiej się do niej po prostu dołączyć.  

DSC03859

Kto ma poczucie wyższości?

Zacznę jednak od dyskusji. Jest typowa dla toczonych w ostatnich latach w polskich mediach i to bardzo mnie martwi. Tworzą się bowiem dwa przeciwstawne obozy, które nawzajem się nienawidzą i obrażają. Wielu też odczuwa swoiste "poczucie wyższości" wobec swoich adwersarzy w danej sprawie. Od razu więc napiszę: co prawda nie mieszkam na zamkniętym osiedlu, co mnie cieszy, ale nie uważam, że wszyscy na osiedlach grodzonych są "nuworyszami, którym wychodzi słoma z butów". Rozumiem nawet powody, dla których ludzie wolą mieszkać w takich miejscach, motywowane przede wszystkim poczuciem bezpieczeństwa. Wiem też, że nie zawsze jest to wybór, po prostu kupuje się mieszkanie lub wynajmuje, a miejsce jest grodzone, niezależnie od woli danej osoby. Nie uważam też, że wszyscy mieszkańcy prowadzą taki sam styl życia, są zamknięci na miasto i nie wiedzą w jakim świecie żyją. Mimo to mam nadzieję, że grodzonych osiedli będzie coraz mniej.

Kiedy bezpieczeństwo prowadzi do niebezpieczeństwa

Jako dziecko, pod koniec lat 90. bardzo często bawiłam się na dworze. Internet jeszcze nie śmigał tak jak dziś, a jako jeden z ostatnich roczników wyżu demograficznego, miałam liczne towarzystwo do zabaw. Znaliśmy większość zakamarków na Żoliborzu i bliskich Bielanach. Nie było kłopotu, by wejść na teren innego osiedla, co też chętnie czyniliśmy. Moi koledzy pochodzili z przeróżnych środowisk społecznych o różnym kapitale kulturowym i finansowym, co nie stanowiło żadnej sprawy. Wszyscy zresztą chodziliśmy do tych samych szkół. Dzięki temu do dziś mam naprawdę niezwykłych znajomych, którzy wybrali w życiu bardzo różne ścieżki. Tymczasem grodzone osiedla mogą sprawiać, że pewnych znajomości dzieci nigdy nie zawrą. Nie stanie się tak ani na podwórku ani w szkole. Dlaczego? Dlatego, że rejonizacja jest fikcją. Do szkół obwodowych trafiają przede wszystkim dzieci osób o tzw. najniższym kapitale społecznym. Zjawisko to nazywa się autoselekcją szkolną. Ja wyciągam z tego dalej idące wnioski. Mam bowiem obawy, że pewne grupy społeczne w życiu po prostu nigdy się nie spotkają i nie zrozumieją. Będą się mijać, np. w sklepie jako obsługa i klient. To nie tylko obniża szanse na wyrównywanie różnic, ale prowadzi do ich pogłębienia i wzajemnego niezrozumienia. Dlaczego uważam, ze to niebezpieczne? Dlatego, że zgadzam się z tezami zawartymi w książce "Duch równości", o znamiennym podtytule "Tam gdzie panuje równość wszystkim żyje się lepiej" Richarda Wilkinsona i Kate Pickett. I najogólniej mówiąc uważam, że rosnące nierówności i oddzielanie się mogą prowadzić do wykluczenia całych grup społecznych, ich niższego statusu i wreszcie do buntów społecznych, które dla nikogo jeszcze się nigdy dobrze nie skończyły. Wojny mają to do siebie, że wszyscy je zawsze przegrywają.

Przykłady skrajne

W Warszawie oczywiście skrajnie nie jest, choć ilość zamkniętych osiedli, a nawet kamienic jest coraz większa. Trudno teraz wejść gdziekolwiek bez kodu, trzech bram i znajomego, który mieszka w danym budynku. To zresztą często podkreślają wielbiciele warszawskich kamienic i ich klatek schodowych. Żeby je podziwiać, trzeba się nieźle natrudzić. 

Zdarzyło mi się przebywać kiedyś w państwie niezwykłym, fascynującym, o wspaniałej kulturze, przyrodzie i... gigantycznych nierównościach społecznych. Tym państwem jest Brazylia.

382

 

Mimo gigantycznego wysiłku, który w ciągu ostatniej dekady poprawił życie ponad 40 milionów obywateli (można o tym poczytać np. tutaj) przebywanie na ulicach miast łączy się czasami ze strachem, a najczęściej z wyrzutami sumienia. Mieszkańcy wielkich, oczywiście grodzonych, pięknych budynków wychodzą rano do pracy, mijając na ulicach śpiących bezdomnych i podziwiając, na nieodległych wzgórzach favele, które z dala wyglądają całkiem ładnie, zwłaszcza nocą. W Brazylii wciąż jeszcze nie każdy ma odwagę poruszać się transportem publicznym, nikt dostatecznie zamożny nie pośle dziecka do publicznej szkoły, a w publicznych szpitalach sytuacja jest dramatyczna. Do tego właśnie prowadzą rosnące nierówności.

Oczywiście tak nie dzieje się w Warszawie i nigdy dziać nie będzie. Inne mamy korzenie, inną ścieżkę rozwoju i, na szczęście dla nas - inny poziom nierówności. Należy jednak pamiętać o tym, że pewne problemy narastają latami i kiedyś nie będzie już tak łatwo ich odwrócić.

 favele

 

Walor estetyczny

Dlaczego wolę osiedla otwarte? Także z pewnego banalnego powodu. Nie wszystko musi być prywatne. W miastach niegrodzonych jest po prostu ładniej. Na przykład na takim Muranowie.

064003

 

Widok Warszawy od strony Pragi, czyli rzecz o zmianie

varshava

Jeżeli dziwisz się, Stały Czytelniku lub Czytelniczko, wchodząc na tę stronę, to informuję, że dobrze trafiliście. Blog przeszedł tylko pewną metamorfozę, której celem było stanie się bardziej czytelnym i dostosowanym do współczesnych wymogów. Wydaje mi się, że zamierzenie to udało się osiągnąć.

Opisując historię i współczesność większości miast świata znaleźlibyśmy dla nich jeden wspólny mianownik, jest to właśnie zmiana. Warszawa przeszła tych zmian tak wiele, że czasem zastanawiam się czy moi przodkowie łatwo by się w tej ciągle nowej stolicy odnaleźli. Jeśli jednak dobrze dobierzemy punkt obserwacyjny, możemy dopatrzeć się Warszawy naszych przodków. Dlatego dziś trzy rzuty oka na Warszawę widzianą z prawego brzegu.

Widok Warszawy od strony Pragi, Bernardo Belotto (Canaletto) 1770 r. - szerzej o tym obrazie pisałam tutaj.

(źródło)

Inne ujęcie, zima 1937 r.

Źródło: NAC, Sygnatura: 1-U-6586

Ponieważ wśród współczesnych panoram miasta z prawego brzegu dominują piękne wieżowce, ja ograniczyłam je do minimum. Warszawa,  październik 2014 r. 

I jeszcze, podrzucone w komentarzach przez Abs-urd'a 200 tysięcy złotych z 1989 r.

dwiecie_tysicy_Warszawa

Sto lat temu (GTWB)

varshava

Sto lat temu trwała pierwsza wojna światowa. Dlatego odejmę od tej daty jeszcze dwa lata i napiszę o tym, co wydarzyło się 102 lata temu w Warszawie.

Zdarzenie dla mnie niezwykle ważne, gdyż 16 lipca 1913 r. urodził się w Warszawie mój dziadek. Całe życie był z Warszawą związany, czynnie uczestniczył w wielu wydarzeniach, które na przestrzeni jego życia (a więc prawie cały XX wiek) w stolicy się rozgrywały. Przypuszczam, że gdyby nie on i jego aktywne zaangażowanie nie odczuwałabym aż tak silnego przywiązania do stolicy. 

Warszawa, Rynek Starego Miasta, 1912, Źródło

 

Dlatego dziś - przegląd prasy, Kurjer Warszawski, 16 lipca 1913 r.

W teatrze publiczność bawiła się bardzo wesoło

Ale ci, którzy udawali się za miasto nie powinni byli jechać bocznymi drogami - można było spotkać bandytów i rzezimieszków wylegujących się w dzień biały na polach i wśród krzaków.

Społeczeństwo obywatelskie? Już dawno warszawiacy wykazywali się postawą zaangażowaną, goniąc za bandytami nim do pościgu przyłączała się policja. 

Ze świata: lepiej od razu wychodzić za mąż za autentycznego księcia.

Kurjer Warszawski z 16 lipca 1913 r. odnalazłam na stronie ebuw, gdzie znajduje się wiele innych wspaniałych, zdigitalizowanych książek, gazet i czasopism.

Początek zmartwychwstania Warszawy

varshava

Dokładnie 70 lat temu, Niemcy niemal bez walki opuścili Warszawę. Jej powojenna historia wzbudza wiele kontrowersji, ale jedno jest pewne. Od tej pory rozpoczęły się powroty, przyjazdy nowych Warszawiaków i niewiarygodnie szybkie zmartwychwstawanie miasta.

Z tej okazji w Domu Spotkań z Historią wiele interesujących wydarzeń w ten weekend (tu szczegóły)

A ja przypomnę tylko fragment wiersza Juliana Tuwima, który już pojawiał się na tym blogu.

 

Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc Dziewięćset 

Czterdziestego Piątego,

Na rogu Ruin i Kresu,

Na rogu Gruzów i Śmierci,

Na rogu Zwalisk i Zgrozy,

Na rogu Marszałkowskiej i Jerozolimskiej,

Co padły sobie w płonące objęcia,

Żegnając się na zawsze, całując płomiennie -

Zjawiła się pękata warszawska babina,

Nieśmiertelna paniusia z chusteczką na głowie,

Postawiła, dnem do góry, skrzynkę na ruinach,

Podparła ją - meteorem: jakimś szczątkiem Miasta

I zawołała nieśmiertelnym tonem:

"Do chierbaty, do chierbaty,

Do świeżego ciasta!"

 

Cały przejmujący wiersz odnaleźć można tutaj.

 

Lasów trzeba oszczędzać!

varshava

W tem całem świątecznem rozgardiaszu, kilka słów od Pana Walerka, o tem, że lasów trzeba oszczędzać i choinkie można mieć sztuczne, albo jeszcze inszego sortu.

Wszystkiem czytelnikom bloga składam najlepsze życzenia świąteczne, aby na stole odpowiedzialne zakąskie pod jednego głębszego każdy znalazł!



(Felieton Wiecha wspaniale czyta Jan Kobuszewski)

GTWB Co pokażesz turyście?

varshava

Turystom zawsze w pierwszej kolejności pokazuję Żoliborz. Ale zakamarków i miejsc czarownych tam tyle, że dziś ujmę to inaczej. W zależności od pory roku pokazuję im różne kolory Warszawy.

Wiosna

Lato

Jesień

Zima

ps. jedno ze zdjęć wyjątkowo nie jest mojego autorstwa. "Wiosnę" uwiecznił Jarek Prz.

6 lat

varshava

Dziś mija dokładnie 6 lat od dnia pierwszego wpisu na tym blogu. Gdyby spojrzeć na pierwsze zdjęcie jakie tu zamieściłam i zdjęcie z podobnego miejsca zrobione w minionym tygodniu, można by pomyśleć, że nic się w naszym mieście nie zmieniło. Ale prawda jest taka, że zmieniło się bardzo wiele, zarówno na lepsze jak i na gorsze, choć ja więcej dostrzegam tego co ułatwia i umila nam życie. (pierwsze zdjęcie tutaj).

Z okazji szóstych urodzin bloga, księgowy z Lizbony, Bernardo Soares, opowie o tym, jak miasto (w jego przypadku Lizbona, w naszym - Warszawa) mówi do nas na każdym kroku.

"W pewnych wyjątkowo jasnych momentach medytacji, jak wtedy gdy błąkam się o zmierzchu po ulicach, prowadząc swoje obserwacje, każda osoba przynosi mi jakąś wiadomość, kazdy dom obwieszcza mi nowinę, każdy plakat przed czymś przestrzega.

Mój milczący spacer jest nieustanną rozmową i my wszyscy - ludzie, domy, kamienie, plakaty i niebo - jesteśmy wielkim, przyjacielskim tłumem, który sunie, przepychając się słowami, w wielkiej procesji Przeznaczenia".

Fernando Pessoa, "Księga Niepokoju", tłum. M. Lipszyc

120!

varshava

Dziś mija 120 lat od dnia urodzin - nie ma co ukrywać - mojego ulubionego Poety. Zresztą trudno byłoby to ukryć, pisałam o Julianie Tuwimie nie raz, nie dwa, nie trzy i nie cztery, a więcej razy! Dziś będzie wpis powiązany z hotelami. A zatem na zdjęciu - Europejski, w którym kawiarnia "Pod Picadorem" mieściła się od marca 1919 r.  Obecnie w budynku trwa generalny remont, liczę na to, że powróci do swoich tradycji. A wpis - z "W oparach absurdu", gdzie Tuwim, nie gorzej od Wiecha posługiwał się naszą, warszawską mową.

Z.M. w Warszawie

W zeszłe środę wyszłam na Marszałkowskie i trafił mi się przyjezdny gość, który mnie zaproponował dozgonne miłość i stanęło na 10 złotych. A jak my poszli do hotelu "Capri" na Widok, to portier w śledzione szarpany mnie przed gościem obgadał, że tera, mówi, to katolika dla pucu przyprowadziła, a tak to tylko samech żydków miewa, bo on ścierwo na mnie złość ma od czasu, jak mu precęt zniżyłam, i takiem sposobem mnie przed polskiem gościem obsmarować pragnęł. A gość był w sztylpach i w ogóle w zupełności pijany, tyle tylko, że bardzo się spieszył, żeby na pociąg zdążyć. Ale jak usłyszał, to mówi, że ja, mówi, nie będę, mówi, po żydowskich tych (i słowa takiego użył) swoją, mówi, rasę zanieczyszczać, gdyż, mówi, gruntowny jezdem narodowiec i prasowo uświadomiony. I poszedł do numeru z tą grubą Rojzą Szpint, co tylko katolicką klijentelę trzyma i żydami się brzydzi. To się teraz pytam, kto moje stracone 10 zł odda?

 

Spragnieni więcej? O twórczości i miejscach związanych z Julianem Tuwimem w Warszawie można wiele się dowiedzieć ze strony mojej i mojego przyjaciela*: TuwiMiasto. Zapraszam!:)

*stronę całkowicie zaprojektował doskonały programista Robert Bąk.

Moje miejsce na świecie

varshava

Zupełnym przypadkiem trafiłam dziś na mapkę przedstawiającą zdaje się możliwy zasięg fal radiowych w Polsce. (na tę). Przypomniała mi ona słowa ze wspomnień Teresy i Władysława Tatarkiewiczów:

"To było i jest moje miejsce na świecie. Widziałem niegdyś propagandowy druk Towarzystwa Krajoznawczego, który za pomocą szeregu koncentrycznych kół wywodził, że Warszawa stanowi centrum cywilizowanego świata. Nie myślę, żeby tak było. Ale odczuwam właśnie tak."


GTWB LXXXI - "Bez..."

varshava

Bez... takiej sztuki Warszawa nie byłaby taka fajna.

Żyć kolorowo trzeba.

Nie wiem czy na ostrym kole, ale na rowerze na pewno:

Idol na zawsze:

I idol, innego rodzaju (zobacz jakiego)

I o tym też zawsze pamiętać należy, tak samo jak o prawie moralnym w nas:

A czasem warto w nie spojrzeć.

TuwiMiasto

varshava

Z okazji majowych dni i braku okazji (Rok Tuwima był przecież w 2013 r.) zapraszam do prześledzenia strony autorstwa mojego i mojego kolegi Roberta, dzięki któremu pomysł w ogóle został zrealizowany.

Jeśli chcecie wiedzieć, którędy Książę Poetów chadzał, gdzie mieszkał i gdzie można go było spotkać przed oraz po wojnie, a także jeśli ciekawi jesteście śladów, które do dziś przypominają o nim w naszym mieście to serdecznie zapraszamy:)

http://warszawatuwima.pl/

 

To była lekrama!

© Warszawa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci