Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

Wpisy

  • czwartek, 05 lipca 2018
    • Astrolabium Kopernika

      Gdyby nie ten pomiarowy przyrząd astronomiczny Kolumb nie dopłynąłby do wybrzeża Ameryki, a Vasco da Gama do Indii. Posługiwał się nim oczywiście i Kopernik. Zanim powstały specjalne aplikacje - to właśnie dzięki astrolabium można było wyznaczyć pojawiające się na niebie planety (np. latem tego roku mamy nad Warszawą Wenus, Jowisza oraz czerwonego Marsa i widać je wszystkie, mimo świateł miasta). Astrolabium wynalezione przez grecką matematyczkę Hypatię, służyło głównie do określania szerokości geograficznej i pomiaru czasu. I choć nie używa się już go od początkow XVIII wieku, do dziś pozostaje przedmiotem pożądania wielu. Najlepszym na to dowodem jest historia warszawskiego pomnika Mikołaja Kopernika. Zazwyczaj pisząc o nim wspomina się o słynnej akcji Alka Dawidowskiego. My dziś skupimy sie na detalu. Czyli właśnie na jego astrolabium.

      pomnikmikolajakopernikaw

      Był słoneczny, lipcowy poranek 2 lipca 2008 r. gdy spostrzeżono, że nasz astronom co prawda siedzi jak zawsze przed siedzibą PAN na Nowym Świecie jednak... nie ma w ręku swojego astrolabium. Sprawa trafiła do mediów i być może to właśnie sprawiło, że zdziwieni pracownicy Polskich Pracowni Konserwacji Zabytków odkryli, ze podrzucono im sferyczne astrolabium Kopernika. Nie minęlo dużo czasu, a już astronom mógł dalej prowadzić swoje obserwacje.

      Ale już trzy lata później, w 2011 r. grupa nastolatków również połasiła się na ażurową, metalową kulę. Zostali schwytani niezwykle szybko, a tłumaczyli się tym, że "chcieli móc zjeść kebaba z elementem naukowym". Jak się okazuje żądza wiedzy nie zawsze prowadzi w dobrą stronę.

      Dziś Mikołaj Kopernik siedzi sobie spokojnie i spogląda na układ słoneczny nad głową i pod stopami. W 1919 r. nie miał takiej możliwości, był wówczas oddzielony od gawiedzi niczym dziś dziś Mickiewicz.

      kopernikus1919Źródło

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Astrolabium Kopernika”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 lipca 2018 23:07
  • niedziela, 17 czerwca 2018
    • Kamienica Tschirschnitzów

      Róg ulic Sandomierskiej i Rakowieckiej to z pewnością wyjątkowe miejsce na warszawskim Mokotowie. Spotykają się tu bowiem jeszcze zabudowania pokoszarowe z czasów rosyjskich z kamienicą o secesyjnych ornamentach. Dziś więc przyjrzymy się bliżej kamienicy pod adresem Sandomierska 23, która jest najstarszą kamienicą w dzielnicy, postawioną w 1906 r. dla mistrza piekarskiego  Karola Alfreda Tschirschnitza. Zanim ją postawiono w 1898 r. Tschirschnitz, namówiony przez swoją żonę, która także pochodziła z rodziny piekarskiej - wybudował na tej działce piekarnię. Jej pozostałości znajdują się jeszcze w oficynie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że oprócz piekarni była tu postawiona jednopiętrowa kamienica, która stanowiła bazę dla obecnej.
      DSC06952

      Ta pięciokondygnacyjna kamienica czynszowa jest wyjątkowa także dlatego, że przetrwała II wojnę światową - choc budynek był poważnie uszkodzony. Od początku miala pełnić funkcje mieszkalne. I choć zbudowana jest w stylu eklektycznym można na niej znaleźć elementy secesji, bardzo rzadkie w Warszawie, spotykane tylko w kilkudziesięciu miejscach.

       DSC06951

      Choć, jak wspomniano, kamienica przetrwala drugą wojnę, była jednak poważnie uszkodzona. Podczas powojennej odbudowy zdecydowano się na wprowadzenie kilku zmian, m.in. zlikwidowano trzy ozdobne szczyty.

      sandomierskaŹródło

      I choć w  2014 r. kamienica przeszła remont elewacji wraz z przywróceniem przedwojennych elementów zabudowy, to do ozdobnych szczytów juz nie powrócono.

      Warto na koniec dodać, że od ulicy Sandomierskiej wywodzi się nazwa chleba sandomierskiego. Proces jego wytwarzania został bowiem opatentowany. Sama piekarnia działała jeszcze po drugiej wojnie światowej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2018 17:25
  • czwartek, 19 kwietnia 2018
  • poniedziałek, 02 kwietnia 2018
    • Szeherezady smakoszostwa

      Kto przejeżdżał choć raz ulicą Grochowską, ten na pewno zwrócił  uwagę na upojny zapach czekolady wydobywający się z fabryki Wedla. Przed wojną przemysł spożywczo-cukrowy w Warszawie także był dobrze rozwinięty, co nie dziwi, bo "jedząc [czekoladę Plutos] przeżywamy cudowne nieopisane bajeczne SZECHEREZADY SMAKOSZOSTWA" Tak w każdym razie swoje czekolady reklamowała fabryka Plutos. 

       Screenshot_201804020020351Zdjęcie: Projekt graficzny Henryk Berlewi tekst: Stanisław Brucz i Aleksander Wat, źrodło: Muzeum Narodowe w Warszawie

      Sklep firmowy fabryki Plutos znajdował się między innymi przy Marszałkowskiej, a dzięki neonowi, widoczny był z daleka szczególnie nocą.

      PlutosŹródło

      Dziś jednak więcej uwagi poświęcimy fabryce Fruzińskiego. Firma ta została założona jeszcze pod zaborem rosyjskim w 1888 r. przez dwudziestodwuletniego Jana Fruzińskiego. Na początku była to niewielka wytwórnia. Po niespełnia 10 latach Jan Fruziński miał już w Warszawie dwa sklepy firmowe - przy Marszałkowskiej 133 i Senatorskiej 6. Wraz z upływem lat zakład często modernizowano, przenoszono na ulicę Polną, a później Chocimską oraz rozszerzano asortyment. Fruziński sprzedawał nie tylko w Warszawie, ale miał także szeroki rynek zbytu w Rosji, a fabryka miała swoje filie w Moskwie i w Kijowie. Produkty Fruzińskiego, podobnie jak przedstawione wcześniej czekolady Plutos - miały także dobra reklamę i piękne opakowania. Ich autorami byli zreszta znajomici plastycy, m.in. Zofia Stryjeńska. Po śmierci Jana Fruzińskiego schedę po nim przejął syn, również Jan. Firma działa nieprzerwanie do 1939 r.

      fruzinskiŹródło

      Główna cukiernia nazywana Salonem Fruzińskiego znajdowała się w należącej do niego kamienicy przy ul. Marszałkowskiej 75 (róg Wilczej). I choć sama kamiennica powstała w latach 80. XIX wieku, to jej przebudowa w latach 1913/1914 całkowicie zmieniła jej charakter na styl rokoko z bogatymi sztukateriami, boazeriami i marmurami. Kamienica została zniszczona w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 r., a jej szkielet ostatecznie rozebrany w 1946 r. w związku z budową MDMu i poszerzaniem ulicy Marszałkowskiej.

      46Źródło: Widok ulic Warszawy - zrujnowane budynki. Widoczna kamienica ul. Marszałkowska 73, kamienica Fruzińskiego (narożnik ul. Marszałkowska 75 i ul. Wilcza 35) podczas rozbiórki, fragment kamienicy ul. Marszałkowska 77, NAC 13-85

      Na koniec tej opowieści - kartka pocztowa z bogatych zbiorów Muzeum Warszawy Najlepsze kakao i czekolada oraz proces ich wytwarzania.

       DSC06714Źródło: Muzeum Warszawy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Szeherezady smakoszostwa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 kwietnia 2018 01:02
  • środa, 17 stycznia 2018
  • poniedziałek, 25 grudnia 2017
    • I znowu są razem

      Żyjemy w czasach nadmiaru rzeczy. Możliwe, że za rzadko przykładamy do nich odpowiednią miarę, nie szanujemy, zbyt szybko wymieniamy. Tymczasem są one jedynym sposobem rzeczywistego obcowania z przeszłością, opierają się czasowi dłużej niż my. Miewają często złożoną, wielowątkową przeszłość, towarzyszyły naszym przodkom przy różnych życiowych okolicznościach. Rzeczy z pozoru nie warte uwagi mogą nieść ze sobą ogromny bagaż emocji i zdarzeń. 

      Nielinearność historii i biografie rzeczy, jako coś instotnego, dostrzegli kuratorzy wystawy "Rzeczy warszawskie" w Muzeum Warszawy. Muezum, które w tym roku otwarto po remoncie. Muzeum absolutnie niezwykłe, które warto odwiedzić, ponieważ, jak powiedział Nelson Googman "to co zobaczymy w muzeum może mieć głęboki wpływ na to, co zobaczymy po wyjściu".

      Dziś więc bardzo krótka historia jednej rzeczy. Z Muzeum Warszawy, z Gabinetu Sreber i Platerów Warszawskich. Gabinetu, który może zaskakiwać liczbą eksponatów, a przede wszystkim liczbą pracowni i firm, które je wytwarzały w XIX wieku. Szybko jednak pojmiemy, że liczba ta nie powinna zaskakiwać, jeśli zauważymy, że firmy te produkowały głównie na chłonny rynek wschodni, ponieważ Warszawa przez znaczną część XIX wieku była przecież miastem Imperium Rosyjskiego.

      A zatem dziś: filiżanka ze spodkiem. Została wykonana w warsztacie prowadzonym przez Szymona Staneckiego pod koniec XVIII wieku. Srebrny spodek znajdował się w zbiorach Muzeum od 1969 r. I dopiero w 2015 r. zdarzyła się sytuacja niezwykła, czyli do Muzeum zgłosił się kupiec, oferujący filiżankę również wyprodukowaną w warsztacie Staneckiego. Nie trzeba było wiele czasu, by muzealni eksperci rozpoznali w niej komplet filiżanki. Okazało się, że na obydwu obiektach znajduje się identyczny monogram AS. Zestaw rozproszony przez historię udało się połączyć po 46 latach. W ten sposób filiżanka i spodek znowu są razem, a my możemy podziwiać kunszt ich wykonania.

       DSC06752

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „I znowu są razem ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 grudnia 2017 17:38
  • wtorek, 24 października 2017
    • Nie taka mieszczańska Warszawa

      W swojej kronice końcówkę roku 1913 r. Karolina Beylin opisała w sposób następujący:

      "Późną jesienią Warszawą wstrząsnął olbrzymi strajk robotników fabryk warszawskich. Liczba strajkujących przewyższała 20 tysięcy. Strajkujący wysunęli żądania ekonomiczne oraz dopominali się o lepszą Kasę Chorych." 

      Nie dziwi to, bo gdyby spojrzeć na strukturę społeczną w 1913 r. to widać, że 2/3 z prawie 900 tysięcy obywateli naszego miasta stanowili wówczas robotnicy, służba domowa i ich rodziny. I co prawda w czasie I wojny światowej przemysł trochę spowolnił, ale już w dwudziestoleciu stolica osiągnęła status miasta wielkoprzemysłowego. A jak piszą autorzy wystawy Robotnicza Warszawa - w niektórych częściach miasta, takich jak Koło, Wola, Marymont, Grochów, Praga czy Czerniaków odsetek robotnikow stanowił nawet do 70% wszystkich mieszkańców. Mieli też liczne powody do strajkowania: zarówno warunki pracy jak i mieszkania, mimo znacznej poprawy w latach dwudziestych, często urągały godności ludzkiej.

      20170925_145909

      Ślady po swoim robotniczym rodowodzie Warszawa ma ukryte wszędzie, jak choćby na placu Konfederacji na Bielanach, który byl sercem osiedla "Zdobycz robotnicza", wybudowanego w latach 1926-1931.

      0391

      Chociaż ze względu na wzrost cen ostatecznie w tych kamieniczkach zamieszkali zamożniejsi lokatorzy. A Warszawa cierpiąca w okresie dwudziestolecia międzywojennego na ogromne przeludnienie, nie radziła sobie zupełnie z polityką mieszkaniową. I nawet tak szczytne inicjatywy jak Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa, Społeczne Przedsiębiorstwo Budowlane czy Towarzystwa Osiedli Robotniczych nie wystarczyły by odpowiedzieć na ten problem w sposób wystarczający. Wielu ludzi mieszkało w piwnicach lub za rogatkami miast, często po kilka osób w jednym pokoju. A w szczytowym momencie, na tzw. Żoliborzu Barakowym (który był tylko jedną z dzielnic nędzy) - nie tylko w barakach, ale i w prowizorycznych namiotach mieszkały tysiące osób.

       z17599602VPrzedwojennezdjeciedziecizAnnopola

      Źródło

      W 1933 r. Instytut Gospodarki Społecznej wydał tzw. "Pamiętniki Bezrobotnych", które powstały w odpowiedzi na ogłoszony przez Instytut w 1931 roku ogólnopolski konkurs. Autor jednego z nich opisał swoje warunki mieszkaniowe:
      "Mieszkam jak parias w luksusowych pałacach wybudowanych przez szlachetny Magistrat, a zwanych popularnie „barakami” Żolibórz. Nędzne, parterowe drewniaki, świecą tu i owdzie brudem i otworami, przez które wiatr bezkarnie wpada do wnętrza. Wokoło ogrodzone zasiekami z drutów kolczastych. Wygląda to, jakby człowiek zdrowy odgrodził się specjalnie przed ludźmi zarażonymi, przeznaczonymi na kwarantannę. W rzeczy samej jest tam środowisko okropne dla człowieka, który pierwszy raz zetknął się z tym środowiskiem."

      Na wystawie, która wisi na ogrodzeniu żoliborskiego Parku Żeromskiego do końca października, wiele jest historii pozytywnych i smutnych. Warto je wszystkie poznać, by jeszcze lepiej rozumieć Warszawę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Nie taka mieszczańska Warszawa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 października 2017 23:30
  • wtorek, 01 sierpnia 2017
  • czwartek, 20 lipca 2017
    • Sąd Najwyższy

      Pamiętam słoneczny dzień, w który wracałm ze swoją sąsiadką (o której już tu pisałam) autobusem 116 w kierunku Żoliborza. Na placu Krasińskich powiedziała: "to miejsce przed wojną aż tak bardzo się nie różniło, jak pewnie sądzisz". Nie znałam wtedy jeszcze za dobrze przedwojennej Warszawy, więc byłam zdziwiona, zwłaszcza, że własnie przejeżdżałyśmy pod  łukiem nowoczesnego gmachu Sądu Najwyższego. 

      Ta niezwykle ważna instytucja świętuje w tym roku swoje stulecie. Przed wojną Sąd Najwyższy mieścił się niedaleko, w pałacu Krasińskich przy placu o tym samym imieniu. Do 1938 roku Plac Krasińskich był zamknięty od północy przez oficynę pałacu, w której znajdował się Sąd Okręgowy. W grudniu, rok przed wojną, dokonano częściowego wyburzenia, aby otworzyć arterię komunikacyjną na Żoliborz. 
      paac_krŹródło: NAC Sygnatura: 1-G-7387-9

      Obecnie w tym miejscu znajduje się skrzydło gmachu Sądu Najwyższego. Budynek został oddany do użytku w 1999 r. Mieści się w nim także Sąd Apelacyjny i oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Na pewno budzi wiele kontrowersji, zwłaszcza zestawienie go z barokowym pałacem Krasińskich znajdującym się vis-à-vis.
      Na 67 kolumnach znajduje się osiemdziesiąt sześć paremii prawniczych po polsku i po łacinie. Przygotowano je pod kierownictwem  prof. Witolda Wołodkiewicza. Warto by czytali je i rządzący.

      Iura non in singulas personas, sed generaliter costituuntur

      Prawa są stanowione nie ze względu na konkretne osoby, lecz dla wszystkich.

      DSC06379


      DSC06360

      DSC06370

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Sąd Najwyższy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 lipca 2017 00:12
  • czwartek, 15 czerwca 2017
  • niedziela, 21 maja 2017
    • Holendrzy w Warszawie

      Jednym z moich ulubionych esejów Zbigniewa Herberta jest "Temat niebohaterski" w "Martwej naturze z wędzidłem". A zaczyna się tak:

      Malarstwo holenderskie mówi wieloma językami, opowiada o sprawach ziemi i nieba, jednego w nim tylko brak - apoteozy własnej historii, uwiecznienia momentów klęski i chwały.

      A przecież historia tego kraju obfitowała w wiele niezwykłych wydarzeń. Jednym z nich było oblężenie Lejdy przez Hiszpanów w 1574 r. Dowódca hiszpański czekał aż miasto samo padnie, zmożone głodem. I rzeczywiście, po kilku miesiącach sytuacja stawała się krytyczna. Radzono sobie jak umiano, stworzono własną, tymczasową walutę, zaczęto też polować na wychudzone psy, koty i szczury. Na próżno czekano odsieczy. Wilhelm Orański, który przebywał w pobliskim Delft wiedział, że jego armia jest za słaba. Niderlandy dysponowały tylko silną flotą. Kto zna geografię Holandii ten wie jednak, że Lejda nie leży nad morzem. I wtedy Holendrzy uznali, że po raz kolejny w historii należy zapanować nad żywiołem wody. Przecięli groble i tamy na systemie kanałów, podczas gdy w stoczniach w zawrotnym tempie budowano galery o płytkim zanurzeniu. I wreszcie, południowo-zachodni wiatr zepchnął wodę w kierunku Lejdy. Zaskoczenie przeciwnika było całkowite. Walka armii lądowej stojącej po kolana w wodzie z flotą stała się czystym absurdem. I w ten oto sposób, 3 września 1574 r., dowódca holenderski, admirał Louis Boisot, wkroczył w bramy miasta, witany entuzjastycznie.

      Cóż to ma wspólnego z Warszawą, zapytacie? Niewiele, ale jednak coś ma. Muzeum Narodowe w Warszawie dysponuje bowiem (oprócz pokaźnego zbioru szkiców "W warsztacie niderlandzkiego mistrza") obrazami niderlandzkich artystów w stałej Galerii Sztuki Dawnej. Moje ulubione, zakupione przez Muzeum w latach 1946 i 1951, to sztuka marynistyczna. Mamy więc Pejzaż morski z portem w tle Abrahama de Ververa oraz  Okręt wojenny i łodzie na wzburzonym morzu Lieve Verschuiera. Warto na chwilę przenieść się do XVII wiecznej Holandii stojąc w centrum XXI wiecznej Warszawy.


      20170520_234950

       Okręt wojenny i łodzie na wzburzonym morzu (fragment obrazu)

      pejza_morskiPejzaż morski z portem w tle (źródło)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Holendrzy w Warszawie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 maja 2017 23:11
  • środa, 19 kwietnia 2017
  • środa, 12 kwietnia 2017
    • Ulica Gagarina

      Tu, gdzie dziś biegnie ulica Gagarina, było kiedyś wiele mniejszych ulic: Bończa, Janowska, Sukcesorska, Magnuszewska.

      mapa1934Fragment planu Warszawy, 1934 r., źródło

      Przeprowadzenie tędy jednej dużej ulicy, o roboczej nazwie Nowoparkowa, planowano jeszcze przed II wojną, która te - jak i wiele innych planów - przekreśliła. Do pomysłu powrócono w 1946 r., a zniszczenia wojenne na Sielcach były tak duże, że wyznaczenie tędy nowej ulicy nie stanowiło problemu. Trzeba jednak było czekac 10 lat, bo dzisiejsza Gagarina powstała w latach 1956-1957. Ulicę budowano równolegle z socrealistycznym osiedlem mieszkaniowym Sielce i w takim duchu jest większość tutejszej zabudowy (choć nie cała, są i "ostańce" np. pod numerem 32 a). Na początku była to nie tylko droga samochodowa, ale przebiegała tędy trasa tramwajów. Zlikwidowano ją jednak wraz z budową Wisłostrady w latach 70. jednocześnie poszerzajac ulicę.

      Tak ulica wyglądała w kwietniu 1957 r., a więc dokładnie 60 lat temu, na fotografii Ryszarda Bielawskiego.

      Gagarina_1957Ulica Gagarina od ul. Czerniakowskiej, źródło.

      20170331_165105Dlaczego taka nazwa ulicy? Oczywiście od Jurija Gagarina. Ten kosmonauta był pierwszym człowiekiem w przestrzeni kosmicznej. Dziś moja dokładnie 56 lat (12 kwietnia 1961 r.) od dnia, gdy odbył on w statku kosmicznym Wostok 1 lot po orbicie satelitarnej Ziemi, dokonując jednokrotnego (niepełnego) jej okrążenia w ciągu 1 godziny 48 minut. 108 minut, które zmieniły świat. Był więc pierwszym człowiekiem, który zobaczył na żywo ziemię z kosmosu. Ulica została nazwana jego imieniem już dwa miesiące później.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      środa, 12 kwietnia 2017 13:13
  • poniedziałek, 03 kwietnia 2017
  • niedziela, 19 marca 2017
    • Galeria Luxenburga

      Jeśli idziecie ulicą Canaletta w Warszawie to warto wiedzieć, że idziecie również przedwojennym pasażem galerii Luksenburga (przez "n", a nie przez "m", bo nazwa nie pochodzi od państwa, lecz od nazwiska inwestora).   

      Galeria_Luxenburga_wntrze_przed_1939

      Galeria Luxenburga (źródło)

      Imponująco wyglądający hall przykryty szklanym dachem łączył dwa pawilony galerii, którą zbudowano w latach 1907-1909. Autorami projektu byli - sam inwestor - Maximilian Luxenburg oraz Leon Drews i Czesław Przybylski (ten ostatni znany także z m.in. słynnego domu Bez Kantów przy Krakowskim Przedmieściu czy Teatru Polskiego w Warszawie). I tak oto, przy ulicy Senatorskiej 29 w Warszawie znajdowała sie ogromna galeria handlowa, w której znajdywało się ponad 700 pomieszczeń, w tym m.in. Grand Hotel, restauracje, kino, sklepy a nawet... podziemny tor do jazdy na wrotkach, który działał jednak tylko do 1912 r. Na pocztówce poniżej, jeszcze sprzed I wojny światowej, a więc Grand Hotel w wersji dwujęzycznej.

      GaleriaLuxenburgaGaleria Luksenburga (źródło)

      Lata największej świetności obiektu przypadly na okres jeszcze przed pierwszą wojną światową. Po 1918 r. wiele sklepów stało niewynajętych, nie inwestowano tu, a miejsce, może poza Grand Café, nie było zbyt modne. Sytuację ratowały kina i teatry, jak np. mający tu swoją siedzibę w latach 1919-1930 kabaret Qui pro Quo. Do tego ostatniego przyciągały sławy, takie jak m. in. Eugeniusz Bodo, Mira Zimińska czy Adolf Dymsza. Na zdjęciu poniżej, na co dzień niewidoczni bohaterowie teatrzyku.

      qui_pro_quoJubileusz 10-lecia istnienia kabaretu "Qui Pro Quo", pracownicy zatrudnieni w nim od chwili powstania. Od lewej: bileter Justynowicz, elektrotechnik Mączka, scenograf Józef Galewski, dyrektor administracyjny Seweryn Majde, kasjerka Piorunkiewiczowa, dyrektor artystyczny Jerzy Boczkowski. (źródło: NAC Sygnatura: 1-K-11412).

      W dwudziestoleciu międzywojennym  w galerii działy kina "Sfinks", "Momus" i "Splendid". W tym ostatnim, wśród egipskich motywów w 1925 r. Józef Piłsudski wygłaszał odczyt pt. "Psychologia więźnia".

      sfinksŹródło NAC Sygnatura: 1-A-74

      Podczas powstania warszawskiego galeria Luxenburga spłonęła, choć ocalała znaczna część murów i stalowa konstrukcja dachu. Mimo to, nie zdecydowano się na jej odbudowę, a dziś w jej miejscu znajduje się, wspomniana na początku wpisu, ulica Canaletta.

      GaleriaLuxenburga10_maja_1945Galeria Luksenburga, 10 czerwca 1945 r. (źródło)

      Dlatego, gdy będziesz tędy iść, Przechodniu, zadumaj się przez chwilę nad niemal mediolańską galerią, która znajdowała sie tutaj między 1909 a 1944 rokiem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 marca 2017 18:30
  • środa, 18 stycznia 2017
    • Styczeń 1945

      Jeszcze parę kroków po śliskiej, lodem ściętej Wiśle, potem kilka schodków, wyżłobionych w zamarzniętej ziemi wysokiego nasypu i... ulica. Warszawska ulica. Nad nią wiadukt mostu Poniatowskiego, którego zwalone przęsła sterczą w środku rzeki...
      Filary wiaduktu oblepione "Życiem Warszawy" i odezwami. Przechodnie, których jest coraz więcej zatrzymują się, czytając. Najpierw zdumienie, potem radość i rozrzewnienie. Z ust do ust przechodzi wieść, że to przecież "po polsku", że słowa własne, zrozumiałe, że ojczyste i wolność głoszące..."

      Fragment "Kroniki miejskiej w zburzonej stolicy", Życie Warszawy, 20 stycznia 1945 r.

      Życie po wyzwoleniu ruin miasta nie było łatwe, ale powoli zaczynały działać  instytucje, np. ubezpieczalnia:

      ubezpieczalnia

      Nawoływano nauczycieli do pomocy w tworzeniu polskiej edukacji:

      znp

      Z trudem pokonywano także trudności aprowizacyjne

      ziemniakiTe i wiele innych przejawów życia codziennego i niecodziennego powojennej stolicy można odnaleźć w archiwach Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej. Fragmenty pochodzą ze zdigitalizowanych numerów "Życia Warszawy" z dni 18, 22 i 26 stycznia 1945 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Styczeń 1945”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      środa, 18 stycznia 2017 12:50
  • niedziela, 04 grudnia 2016
    • Starzyński odbrązowiony, a jednak wspaniały

      Jeśli zapytacie o najlepszego - moim zdaniem - prezydenta Warszawy to odpowiem: Sokrates Starynkiewicz (tu opisałam dlaczego). Jeśli jednak zapytacie mnie o najlepszą książkę o włodarzu miasta, to odpowiem "Sanator" Grzegorza Piątka. Czyli rewelacyjna biografia Stefana Starzyńskiego. 

      DSC061511111

      Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uwielbiam liczby. Wszystkie statystyki, daty i dane to jest to, co sprawia mi wielką przyjemność i uważam za mocne argumenty we wszelkich dyskusjach. Ponieważ twierdzę, że liczba dzierży władzę nad płynnością. Dlatego nie mogłam nie sięgnąć po książkę, która rozprawia o pewnie najbardziej zmitologizowanym warszawskim prezydencie, zwłaszcza, że otworzywszy ją, od razu natknęłam się na zdanie: "Na kursach Starzyński prawdopodobnie rozwinął zamiłowanie do opisywania świata za pomocą liczb, wręcz epatowania danymi, z którego zasłynął w dalszej karierze".

      Tak naprawdę nie był nigdy demokratycznie wybranym prezydentem stolicy. Najpierw, w 1934 r., został mianowany komisarycznym prezydentem m.st. Warszawy, a potem, gdy wreszcie demokratycznie wybrana Rada Miasta w 1938 r. zagłosowała - Starzyński nie uzyskał wymaganej liczny głosów. Dlatego został zatwierdzony na stanowisko prezydenta przez Ministra Spraw Wewnętrznych. Był bowiem, jak wskazuje tytuł książki, wiernym sanacji piłsudczykiem, człowiekiem przez ówczesną władzę sprawdzonym i chętnie przez nią powoływanym do zadań niewykonalnych. Z którymi radził sobie całkiem nieźle. Czego o nim uczymy się w szkole? Że zginął. I że zanim zginął bohatersko wspierał Warszawiaków podczas obrony we wrześniu 1939. Czasami jeszcze dopowiada się kilka słów o micie wspaniałej, przedwojennej Warszawy. Na szczęście Grzegorz Piątek pokazuje nam tę postać w zupełnie innej, znacznie szerszej perspektywie. 

      Dowiadujemy się przede wszystkim o tym, kim był Starzyński zanim objął stery Warszawy. Śledzimy jego dzieciństwo w Łowiczu, dowiadujemy się o jego - bardzo znaczącej do końca życia - historii w Legionach, o jego karierze urzędniczej, o pracy w Ministerstwie Skarbu i o tym dlaczego stał się wiceprezesem Banku Gospodarstwa Krajowego. Widzimy jakim był człowiekiem, z wadami i zaletami. I dopiero ostatnie lata jego (nie tak długiego przecież) życia to lata, w których Warszawa stała się dlań najważniejsza.

      warszawa_przyszlosciŹródło

      Na zdjęciu powyżej (bardzo popularnym, ze względu na fakt że makieta wieży niepodległości przypomina kształtem dzisiejszy Pałac Kultury) Starzyński otwiera wystawę "Warszawa Przyszłości" w 1936 r. Warto jednak dodać, że niewiele stworzonych wówczas planów miało szansę realizacji. Jakkolwiek w 1936 r. miasto zasilała jeszcze pożyczka BGK, tak później zasoby miasta topniały. Jak pisze Piątek "Uważna lektura dokumentów i gazet odsłania przykrytą dziarskimi nagłówkami i wciąż tymi samymi zdjęciami makiet smutną prawdę o możliwościach finansowania śmiałych zamierzeń - dużo ogólników, mało konkretów, niewiele dat i sum, których można być pewnym. Dotyczyło to zarówno inwestycji miejskich jak i rządowych."

      Autor podaje wiele dowodów na to, że przedwojenna Warszawa nie była aż tak piękna, jak pokazuje się ją nam na filmach w rodzaju "Warszawa 1935", lub, co zabrzmi może bardziej sprawiedliwie - była tak piękna tylko w części.

      DSC06158

      Prezydent zmagał się więc z miastem przeludnionym, niedoinwestowanym, z niewystarczającą liczbą szkół i innych budynków użyteczności publicznej, z dramatem mieszkaniowym. A do tego wszystkiego należy dodać, że własnością komunalną objęte było ledwie 4% powierzchni miasta, co - obok problemów finansowych - było drugą największą przeszkodą we wprowadzaniu realnych zmian.

      Mimo wszystko wiele się prezydentowi udało. Wśród największych sukcesów trzeba chyba wymienić budowę dziesięciu nowych szkół, które sprawiły, ze w nowym roku szkolnym 1935/1936 16,8 tysięcy dzieci mogło rozpocząć naukę w godnych warunkach. Rewelacyjny był też pomysł na "Warszawę w kwiatach", który nie tylko wzmocnił więź mieszkańców z miastem, ale też w wielu miejscach pozwolił zakryć jego brzydotę. Warszawa mimo trudności się rozwijała, a niektórzy - trochę na wyrost i w sposób egzaltowany - porównywali ją do Gdyni (w tym wypadku robiła to Monika Żeromska):

      IMAG1113

      Wśród ciekawostek jest i fakt, że był też Starzyński pierwszym prezydentem, który w sposób spójny myślał o identyfikacji wizualnej miasta, za jego czasów ustalono jednolity wzór herbu z syrenką oraz barwy miasta - żółtą (w założeniu: złotą) i czerwoną.

      Rzuciłam tu tylko garść niepowiązanych ze sobą informacji. Jeśli chcecie otrzymać je w sposób spójny, treściwy i wyczerpujący musicie sięgnąć po książkę. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o Warszawie przedwojennej, a nie bazować tylko na mitach lub martyrologii - musicie sięgnąć po książkę. Nie wiem ile godzin autor musiał spędzić w bibliotekach i archiwach, ale wiem, że efekt jest powalający. Dawno nie widziałam książki tak rewelacyjnie opracowanej. Tak wiele źródeł i nowych faktów wyszło na światło dzienne dzięki tej pracy. I wreszcie, co nie bez znaczenia - książka napisana jest językiem tak wartkim i wciągającym, że nie da się od niej oderwać. Teoretycznie znamy ciąg dalszy... ale jednak z zapartym tchem czyta się do późnych godzin nocnych, ryzykuje zmęczeniem i niewyspaniem następnego dnia... ale naprawdę warto.

      I co w tym wszystkim najlepsze? Na spotkaniu autorskim, w którym miałam szczęście uczestniczyć, Grzegorz Piątek zdradził, ze przygotowuje kolejną książkę, tym razem o Biurze Odbudowy Stolicy. Będę stać po nią nocą w kolejce jak Amerykanie po nowy model telefonu! Jak zajdzie potrzeba to rozstawię i namiot.

      PeoplequeueoutsidetheAppleStoreinCoventGardenIWant: Apple fans queue outside the Apple Store in Covent Garden ahead of the release, źródło

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Starzyński odbrązowiony, a jednak wspaniały”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 grudnia 2016 21:31
  • czwartek, 03 listopada 2016
  • poniedziałek, 03 października 2016
    • Strajkowe urlopy, rocznice i trochę astronomii

      Tak się składa, że jutro ten blog kończy 8 lat. Ale tak się też składa, ze dziś trwa ogólnopolski strajk kobiet i przed wyjściem na manifestację czasu jest trochę więcej niż zwykle, więc wpis pojawia się dzień wcześniej.

      Wpis jest rocznicowy, ale jednak nie na rocznicy samego bloga się skupimy, lecz na okrągłej rocznicy istnienia Wydziału Astronomii Uniwersytetu Warszawskiego, która to uczelnia sama w tym roku obchodzi 200 lecie swojego istnienia, reklamując się doskonałym hasłem, czyli "Dwa stulecia. Dobry początek". Lecz to jeszcze 28 września 1816 roku, a zatem prawie dwa miesiące przed oficjalną inauguracją Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego, powstała Katedra Astronomii (istniała wówczas w ramach Wydziału Filozofii). Budynek Obserwatorium Astronomicznego, na którym dziś się skupiam jest trochę młodszy. Powstał w latach 1820-1825 dzięki działaniom Franciszka Armińskiego, ówczesnego dyrektora Obserwatorium Astronomicznego.

      UW_200_2a

      Źródło: astrouw

      Trzech architektów odpowiadało za ten projekt: Christian Piotr Aigner, Michał Kado i Hilary Szpilowski. Właściwie do 1875 r. budynek się nie zmieniał, potem postanowiono zbudować większą kopułę zachodniego pawilonu obserwacyjnego. I, tak jak w przypadku większości warszawskich budynków, również tym razem druga wojna światowa miała znaczny wpływ na jego kondycję. Najpierw w 1940 r. Niemcy zabrali najcenniejsze instrumenty obserwacyjne. A później, w czasie Powstania Warszawskiego budynek został najpierw ostrzelany przez niemieckie czołgi, a później spalony przez oddziały SS. Po wojnie postanowiono przywrócić budynkowi oryginalny kształt, zmieniono tylko pomieszczenia wewnątrz, czyniąc je bardziej funkcjonalnymi.

      UW_200_7Obserwatorium astronomiczne UW obecnie, źródło: astrouw

      Ale wydział to oczywiście nie tylko historia samego budynku. Nie sposób w krótkim wpisie wspomnieć o wszystkim. Kiedyś o dokonaniach astronomów z tego wydziału już wspominałam, przy okazji wpisu np. o projekcie OGLE Optical Gravitational Lensing Experiment, który powstał dzięki pracownikom naukowym Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie jednym z najbardziej elektryzujących mnie odkryć jest jednak to, że przy najbliższej nam gwieździe, Proxima Centauri, w tzw. ekosferze znajduje się planeta niewiele większa od Ziemi. I znów, wśród autorów badań na ten temat znajdziemy i astronoma z OAUW czyli prof. Marcina Kiraga, który analizował dane fotometryczne, wykluczając, że zmiany w natężeniu promieniowania świetlnego są wynikiem procesów fizycznych zachodzących w samej gwieździe. Czy tam ktoś mieszka? Nie wiemy, ale to jednak najbliższa nam gwiazda i lot do niej oraz spotkanie z inną cywilizacją opisał już Stanisław Lem w "Obłoku Magellana".

      PIA18003NASAWISEStarsNearSun201404252.jpgŹródło

      Ciekawość wszechświata i patrzenie w niebo zawsze towarzyszyły ludziom. Nie inaczej było w Warszawie. I - nie ma się co dziwić - warunki tu wciąż mamy lepsze niż w Krakowie. Tak jest dziś, tak było i w 1924 r. Źródłem poniższego zdjęcia jest numer 6 czasopisma Urania (wówczas jeszcze: Uranja) w całości dostępny tutaj: Uranja, Czasopismo Miłośników Astronomji, rok III, nr 6, Warszawa 1925 r.
      zakrycie_Marsa_Warszawa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 października 2016 12:55
  • wtorek, 13 września 2016
    • Tuwimiasto

      Dziś mija 122 rocznica urodzin Juliana Tuwima, a to dobra okazja, by przyjrzeć się jego śladom w Warszawie. Śladów tych jest bardzo wiele i od czasu do czasu Czytelnicy bloga na nie trafiają. Dziś więc kolejny: ulica Mazowiecka 7. Przy tej ulicy mieszkał od 1932 r. aż do wybuchu II wojny.

      Na zdjęciu Mazowiecka w XXI wieku.

      ul_Mazowiecka_72

      I przedwojenna Mazowiecka. Znad kamienic wystaje jeszcze kopuła soboru Aleksandra Newskiego na placu Saskim, rozebranego w latach 1924-1926 (źródło)  

      mazowiecka101

      Było to miejsce dla poety idealne, a żeby to zrozumieć trzeba pojąć fenomen przedwojennej ulicy Mazowieckiej. Ulica wytyczona w XIX wieku szybko znalazła się w centrum zainteresowania. Już w 1894 r. stała się pierwszą w Warszawie ulicą asfaltową, a wokół stanęły piękne kamienice. Przy Mazowieckiej znajdowały się konsulaty: belgijski, włoski i perski. Było to z jednej strony miejsce zaciszne, a z drugiej - ważny punkt na rozrywkowej mapie miasta. To tutaj znajdowała się "Mała Ziemiańska". Nie można nie wspomnieć też o słynnej księgarni Mortkowicza, pod numerem 12. Księgarnia ta była pierwszym miejscem, które Tuwim odwiedził nazajutrz po zapisaniu się na Uniwersytet Warszawski w roku 1916. Spotkać tam można było Leopolda Staffa, Stefana Żeromskiego czy Marię Dąbrowską. Jakub Mortkowicz był tez wydawcą i to u niego, w serii „Pod znakiem poetów” wydano m.in. pierwsze tomiki wierszy Tuwima. Jakub Mortkowicz zmarł w roku 1931, a więc zanim Tuwim zamieszkał przy Mazowieckiej na stałe.

      Przed wojną przy Mazowieckiej 7 stała kamienica Lilpopów. Dziś znajduje się tu inny budynek. (zdj. Mazowiecka 7 dziś)

      ul_Mazowiecka_7_1

      Ostatnie przedwojenne mieszkanie Tuwimów znajdowało się w oficynie, otoczone murami kamienic z podwórkiem-studnią. To mieszkanie, z którym poeta był związany najbardziej i gdyby nie wybuchła wojna prawdopodobnie mieszkałby tu jeszcze wiele lat. Przy Mazowieckiej 7 znajdowała się słynna biblioteka Tuwima, stale poszerzana – zawierająca białe kruki, ciekawostki bibliofilskie, wycinki prasowe, kurioza i in.

      Jak pisał poeta we wstępie do "Cicer cum caule" o swoim zbiorze:

      Posiadam nieprzebrane mnóstwo nikomu niepotrzebnych wiadomości. Mój księgozbiór, przez trzydzieści pięć lat gromadzony, dziś nie istniejący, składał się - nie w całości oczywiście, ale w dobrej połowie - z dzieł osobliwych, rzadkich, dziwnych, groteskowych. Sprowadzałem ze wszystkich krajów europejskich katalogi antykwaryczne poświęcone kuriozom, dziwactwom, dziejom obyczajów, historii kultury, folklorowi, niezwykłym tematom, bzikom, ekstrawagancjom itd. i wyłapywałem co ciekawsze okazy. Wszystko to, co w tytule miało "curiosa", "curiosités," "curiosities," "curiosidades," "Kuriositäten"(…) Wypchane półki trzeszczały już, foliały, broszury, świstki, ulotki, tomy, wolumina, teki, roczniki, pudła z wycinkami itp. skarby rozsadzały już ściany mieszkania, o rozpacz i trwogę przyprawiały panią domu, a ja furt skupywałem swoje dziwolągi. Były tam m.in. działy i dziedziny następujące: demonologia, alkoholica, teratologia (nauka o monstrach i potworach), antisemitica polskie, rozprawy o wonnościach i aromatach, książki o truciznach, narkotykach, tytoniu, kawie; dzieje medycyny i nauk przyrodniczych, stare zielniki i bestiaria, stare książki kucharskie; podręczniki "czarnej magii" (prestidigitatorzy), programy i afisze wędrownych menażerii, cyrków, szarlatanów, chiromantów; gramatyki i słowniki języków "egzotycznych," słowniki fachowe, gwarowe, języków tajnych, międzynarodowych; stare kalendarze, almanachy, sztambuchy, albumy pensjonarek, dzieła wariatów, grafomanów, "reformatorów" spod ciemnej gwiazdy, zbiory anegdot, karykatur, stara humorystyka, prowincjonalne powieści, powieści zeszytowe, brukowe, śpiewniki, libretta starych oper i wodewilów, literatura kuchenna, straganowa, odpustowa, poeci zapomniani, poematy heroikomiczne; stare podróże i mapy; compendia fachowe dla fryzjerów, kaligrafów, zegarmistrzów, nauczycieli tańców; literatura dotycząca tajnych związków, zakonów, klasztorów; dzieła o torturach; historie dziwaków, fantastów, ekscentryków etc. etc. - a śród tych etceterów niech mi wolno będzie wymienić największy w Polsce zbiór rozpraw i dysertacji o szczurach, książki w języku cygańskim, almanach ilustrowany (!) z czasów Rewolucji Francuskiej - wielkości znaczka pocztowego, manuskrypt malajski, pisany na szerokich liściach jakiejś zamorskiej rośliny, polski modlitewnik (rękopis), który czytać można było tylko przez szkło powiększające, broszurę dziwaka lwowskiego z połowy XIX w. (Zenowicza), "wydaną" w jednym egzemplarzu, Puszkina w kilkudziesięciu językach, bibliografię książek o pchle, komplet "futurystycznych" czasopism polskich z lat 19l9-l924 i setki innych rozkosznych sztuczek.

      Oprócz tego wspaniałego śmietnika istniała na Mazowieckiej i "normalna", wcale zasobna biblioteka literacka, historyczna, lingwistyczna i ludoznawcza (…)

      Księgozbiór Tuwima w czasie Powstania Warszawskiego posłużył do… budowy barykady. Niektóre woluminy wcześniej uratowały przypadkowe osoby, część księgozbioru zachowała się w zbiorach aktora, Zbigniewa Sawana.  Jeszcze wiele lat po wojnie do poety trafiały książki już dawno uznane przez niego za zaginione.

      (zdj. J. Tomaszewski, Powstańcy na barykadzie przy ul. Mazowieckiej, źródło)

      z19540772QPowstancynabarykadzieprzyulMazowieckiejPow

      Tuwim opuścił mieszkanie w pośpiechu, na początku września 1939 r. Zdążył spakować do walizy swoje rękopisy. Została zakopana przez Kazimierza Gacia, woźnego z „Wiadomości Literackich” przy ulicy Złotej 8. Walizkę w marcu 1946 r. wykopała Ewa Drozdowska. Jednak jej zawartość pokazana poecie prezentowała raczej „sześcienną bryłę prochów (…) beznadziejne zbitki, zlepki, bochenki przemoczonego, zbutwiałego papieru”. Teksty pisane piórem rozmyły się i niemal wszystkie całkiem zamazały.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Tuwimiasto”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      varshava
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 września 2016 11:58

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

statystyka PustaMiska - akcja charytatywna