Menu

Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

Starzyński odbrązowiony, a jednak wspaniały

varshava

Jeśli zapytacie o najlepszego - moim zdaniem - prezydenta Warszawy to odpowiem: Sokrates Starynkiewicz (tu opisałam dlaczego). Jeśli jednak zapytacie mnie o najlepszą książkę o włodarzu miasta, to odpowiem "Sanator" Grzegorza Piątka. Czyli rewelacyjna biografia Stefana Starzyńskiego. 

DSC061511111

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uwielbiam liczby. Wszystkie statystyki, daty i dane to jest to, co sprawia mi wielką przyjemność i uważam za mocne argumenty we wszelkich dyskusjach. Ponieważ twierdzę, że liczba dzierży władzę nad płynnością. Dlatego nie mogłam nie sięgnąć po książkę, która rozprawia o pewnie najbardziej zmitologizowanym warszawskim prezydencie, zwłaszcza, że otworzywszy ją, od razu natknęłam się na zdanie: "Na kursach Starzyński prawdopodobnie rozwinął zamiłowanie do opisywania świata za pomocą liczb, wręcz epatowania danymi, z którego zasłynął w dalszej karierze".

Tak naprawdę nie był nigdy demokratycznie wybranym prezydentem stolicy. Najpierw, w 1934 r., został mianowany komisarycznym prezydentem m.st. Warszawy, a potem, gdy wreszcie demokratycznie wybrana Rada Miasta w 1938 r. zagłosowała - Starzyński nie uzyskał wymaganej liczny głosów. Dlatego został zatwierdzony na stanowisko prezydenta przez Ministra Spraw Wewnętrznych. Był bowiem, jak wskazuje tytuł książki, wiernym sanacji piłsudczykiem, człowiekiem przez ówczesną władzę sprawdzonym i chętnie przez nią powoływanym do zadań niewykonalnych. Z którymi radził sobie całkiem nieźle. Czego o nim uczymy się w szkole? Że zginął. I że zanim zginął bohatersko wspierał Warszawiaków podczas obrony we wrześniu 1939. Czasami jeszcze dopowiada się kilka słów o micie wspaniałej, przedwojennej Warszawy. Na szczęście Grzegorz Piątek pokazuje nam tę postać w zupełnie innej, znacznie szerszej perspektywie. 

Dowiadujemy się przede wszystkim o tym, kim był Starzyński zanim objął stery Warszawy. Śledzimy jego dzieciństwo w Łowiczu, dowiadujemy się o jego - bardzo znaczącej do końca życia - historii w Legionach, o jego karierze urzędniczej, o pracy w Ministerstwie Skarbu i o tym dlaczego stał się wiceprezesem Banku Gospodarstwa Krajowego. Widzimy jakim był człowiekiem, z wadami i zaletami. I dopiero ostatnie lata jego (nie tak długiego przecież) życia to lata, w których Warszawa stała się dlań najważniejsza.

warszawa_przyszlosciŹródło

Na zdjęciu powyżej (bardzo popularnym, ze względu na fakt że makieta wieży niepodległości przypomina kształtem dzisiejszy Pałac Kultury) Starzyński otwiera wystawę "Warszawa Przyszłości" w 1936 r. Warto jednak dodać, że niewiele stworzonych wówczas planów miało szansę realizacji. Jakkolwiek w 1936 r. miasto zasilała jeszcze pożyczka BGK, tak później zasoby miasta topniały. Jak pisze Piątek "Uważna lektura dokumentów i gazet odsłania przykrytą dziarskimi nagłówkami i wciąż tymi samymi zdjęciami makiet smutną prawdę o możliwościach finansowania śmiałych zamierzeń - dużo ogólników, mało konkretów, niewiele dat i sum, których można być pewnym. Dotyczyło to zarówno inwestycji miejskich jak i rządowych."

Autor podaje wiele dowodów na to, że przedwojenna Warszawa nie była aż tak piękna, jak pokazuje się ją nam na filmach w rodzaju "Warszawa 1935", lub, co zabrzmi może bardziej sprawiedliwie - była tak piękna tylko w części.

DSC06158

Prezydent zmagał się więc z miastem przeludnionym, niedoinwestowanym, z niewystarczającą liczbą szkół i innych budynków użyteczności publicznej, z dramatem mieszkaniowym. A do tego wszystkiego należy dodać, że własnością komunalną objęte było ledwie 4% powierzchni miasta, co - obok problemów finansowych - było drugą największą przeszkodą we wprowadzaniu realnych zmian.

Mimo wszystko wiele się prezydentowi udało. Wśród największych sukcesów trzeba chyba wymienić budowę dziesięciu nowych szkół, które sprawiły, ze w nowym roku szkolnym 1935/1936 16,8 tysięcy dzieci mogło rozpocząć naukę w godnych warunkach. Rewelacyjny był też pomysł na "Warszawę w kwiatach", który nie tylko wzmocnił więź mieszkańców z miastem, ale też w wielu miejscach pozwolił zakryć jego brzydotę. Warszawa mimo trudności się rozwijała, a niektórzy - trochę na wyrost i w sposób egzaltowany - porównywali ją do Gdyni (w tym wypadku robiła to Monika Żeromska):

IMAG1113

Wśród ciekawostek jest i fakt, że był też Starzyński pierwszym prezydentem, który w sposób spójny myślał o identyfikacji wizualnej miasta, za jego czasów ustalono jednolity wzór herbu z syrenką oraz barwy miasta - żółtą (w założeniu: złotą) i czerwoną.

Rzuciłam tu tylko garść niepowiązanych ze sobą informacji. Jeśli chcecie otrzymać je w sposób spójny, treściwy i wyczerpujący musicie sięgnąć po książkę. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o Warszawie przedwojennej, a nie bazować tylko na mitach lub martyrologii - musicie sięgnąć po książkę. Nie wiem ile godzin autor musiał spędzić w bibliotekach i archiwach, ale wiem, że efekt jest powalający. Dawno nie widziałam książki tak rewelacyjnie opracowanej. Tak wiele źródeł i nowych faktów wyszło na światło dzienne dzięki tej pracy. I wreszcie, co nie bez znaczenia - książka napisana jest językiem tak wartkim i wciągającym, że nie da się od niej oderwać. Teoretycznie znamy ciąg dalszy... ale jednak z zapartym tchem czyta się do późnych godzin nocnych, ryzykuje zmęczeniem i niewyspaniem następnego dnia... ale naprawdę warto.

I co w tym wszystkim najlepsze? Na spotkaniu autorskim, w którym miałam szczęście uczestniczyć, Grzegorz Piątek zdradził, ze przygotowuje kolejną książkę, tym razem o Biurze Odbudowy Stolicy. Będę stać po nią nocą w kolejce jak Amerykanie po nowy model telefonu! Jak zajdzie potrzeba to rozstawię i namiot.

PeoplequeueoutsidetheAppleStoreinCoventGardenIWant: Apple fans queue outside the Apple Store in Covent Garden ahead of the release, źródło

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • erzwar

    " Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o Warszawie przedwojennej, a nie bazować tylko na mitach lub martyrologii - musicie sięgnąć po książkę. "
    Rozumiem, że to niefortunna niezręczność, a nie że zakładasz, iż Twoi czytelnicy to durnie. ;-)

  • varshava

    No może wyszło niezręcznie ;)
    Ale mam tak szczerze dosyć zachwytów nad "Paryżem Północy", że musiałam dać upust swoim emocjom.

  • erzwar

    A bo to w Paryżu nie było (i nie ma) nor, brudu i Gawroszy? ;-)

  • Gość *.klaudyny.waw.pl.174.23.193.in-addr.arpa

    erzwar - Dlaczego zaraz durnie? To raczej propozycja zajrzenia do ciekawej książki i podzielenia się wrażeniami z interesującej lektury.
    PS. Gawrosze z małej litery.

  • erzwar

    Nie "z małej litery" a "małą literą". Gdy już poprawiać, to poprawnie. ;-P

  • abs-urd

    Poprosiłem o tę książkę na prezent pod choinkę, mam nadzieję, że Mikołaj pamięta ;)

    @Erzwar: Czytając ten wpis nie miałem wrażenia, że za durniów się nas się uważa, ciekawy wpis, prywatna opinia.
    I przy okazji: obie formy są poprawne, nawet jeśli jedna z nich uważana za lepszą:
    sjp.pwn.pl/slowniki/z-ma%C5%82ej-litery.html

    Uzus (czyli praktyka) już zaakceptował pisanie z małej/dużej litery.

  • varshava

    @Abs-urd: mam nadzieję, że Mikołaj wywiąże się dziś z zadania!

  • wczorajidzis.blogspot.com

    Kurczę, książka leży u mnie od świąt, ale czeka w kolejce, bo się nazbierało...

  • varshava

    @Wczorajidzis: proponuję gorąco skrócić kolejkowe oczekiwanie i zacząć Nowy Rok od tej fenomenalnej lektury:)

© Warszawa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci