Menu

Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

Piekarska, czyli o ulicy, która zmartwychwstawała dwa razy

varshava

Dziś rzut oka z góry na ulicę Piekarską. Ulica ta oczywiście swoją nazwę zawdzięcza mieszkającym przy niej niegdyś piekarzom. Jeszcze do końca XVI w. na tyłach parzystych numerów domów znajdowały się młyny (a jak musiało pachnieć!). W XVII wieku doszło do pożaru, a że wszystkie domy przy tej ulicy były wówczas drewniane, to nic się nie ostało. Ulicę odbudowano stawiając już wyłącznie murowane kamienice. Po raz drugi zniszczono ją w 1944 r. Powojenna odbudowa zmieniła trochę układ ulicy, np. w miejsce dwóch domów (nr 11 i 13) postawiono jeden (dziś nr 5). Uproszczono wystrój zewnętrzny niektórych kamienic. Mimo to, jeśli turysta nie będzie znał historii tej ulicy, sądzę, że nie domyśli się, jakie zaszły tu zmiany.

Na zdjęciu poniżej, zegar, który widać na pierwszym planie, na którym każda godzina jest znakiem zodiaku, to zegar z kurantem -  co godzinę wygrywa pierwsze takty melodii do wiersza Marii Konopnickiej "A jak poszedł król na wojnę". W pierwszej chwili wybór melodii może dziwić, ale jest on uzasadniony, gdyż poetka mieszkała przez trzy lata (1879-1882) w nieistniejącym już domu u zbiegu Piekarskiej i Podwala. Dziś stoi tam głaz upamiętniający ten fakt. 

Po drugiej stronie ulicy stoi oczywiście pomnik Kilińszczaka, o którym już na blogu pisałam powołując się na Wiecha, o tu: Kiliński.

IMAG0447

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • Gość: [m.] *.noname.net.icm.edu.pl

    Zegar jest przepiękny, ale jak sie pracuje w okolicy i słyszy go co godzinę.. na początku trudno było się przyzwyczaić, choć przyznam, że teraz już nawet nie zauważam.

  • se_ma_for

    Warszawskie pomniki są zadziwiająco skore do przeprowadzek, a Kilińszczak jest chyba wśród nich rekordzistą. Najpierw stał na pl. Krasińskich, następnie w magazynie, potem w al. 3 Maja, później znów na pl. Krasińskich, wreszcie stanął na Podwalu - i niech już tak zostanie.
    Może warto wspomnieć, że za tarczą zodiakalnego zegara, wewnątrz budynku, kryje się wiele innych zegarów. Muzeum Rzemiosł Artystycznych i Precyzyjnych jest miejscem o szczególnym, niespotykanym w Warszawie klimacie. Dawno temu podziwiałem w nim zegar "wieczny". Nie wymagał nakręcania, naciągania ani elektryczności, chodził wyłącznie dzięki zmianom ciśnienia atmosferycznego. Ciekawe, czy jeszcze tam stoi.

  • varshava

    @m. pewnie tak, choć zdarza mi się tam bywać i na mnie robi to miłe wrażenie:)

  • varshava

    @Se-ma-for: czytałam gdzieś o tym muzeum, lecz nie wiem czy jeszcze działa. Będzie to zadanie do zrealizowania na najbliższy czas dla mnie.

    Z kolei zegar działający pod wpływem ciśnienia atmosferycznego to wiadomość fascynująca dla mnie. Niemalże perpetum mobile!! Lecz czy nie miał zbyt dużych odchyłów od prawidłowej godziny? Jak ciśnienie spadło za bardzo to np. przyspieszał i na odwrót? W efekcie mogło to oznaczać, ze co prawda nie trzeba go było nakręcać, lecz ciągle poprawiać czas, który wskazuje? A może się mylę? Jestem podekscytowana tą ciekawostką!

  • se_ma_for

    Poszperałem w sieci - te zegary produkuje się w Szwajcarii od lat dwudziestych do dziś, nazywają się Atmos i kosztują krocie. Wynika z tego, że są dokładne ;-)

  • varshava

    Dziękuję za poszukiwania. Nigdy o tych zegarach nie słyszałam, coś fenomenalnego!

    Teraz więc pozostaje udać się na rekonesans do muzeum Zegarów pod zegarem ze zdjęcia. Mam nadzieję, że jednak jest czynne.

  • wczorajidzis.blogspot.com

    Zdecydowanie częściej niż Kiliński przeprowadzała się heglowska Syrenka oraz książę Józef (ten to nawet za granicę wyjechał).

    A Kiliński przetrwał wojnę... dzięki Niemcom, tak niechcący zupełnie. Schowali go w Narodowym niby za karę (za sprawę z Kopernikiem) i tam sobie został.

© Warszawa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci