Menu

Warszawa

Miasto na wskroś mnie przeszywa

Znów o emancypacji, czyli opowieść o rozwoju miasta z wątkami rodzinnymi (ulica Zielna 37)

varshava

Zdarza mi się wspominać o moich przodkach na tym blogu, najczęściej pisałam o dziadku (np. tutaj, albo tutaj). Ale dziadek miał niezwykłą Mamę. Dziś więc kilka słów o mojej prababci, której historia przeplata się z historią postępu naszego miasta. A tym postępem jest tworzenie i rozbudowa sieci telefonicznej.

Na zdjęciu powyżej, które pochodzi z tego albumu, moja prababcia siedzi pierwsza z prawej. Niestety nie wiem kim są pozostałe panie, należą jednak na pewno do 171 zatrudnionych w 1904 r. przez firmę Ericsson.

Firma ta na dobre zadomowiła się w Polsce na początku XX wieku. Wówczas to przy ulicy Zielnej 37 powstała pierwsza w Warszawie centrala telefoniczna. Budynek powstał na podstawie planu szwedzkiego architekta profesora Politechniki Sztokholmskiej J. G. Glasona, wystrój wnętrz projektował zaś polski architekt Bronisław Brochwicz-Rogóyski. Na ostatnim piętrze sześciopiętrowego gmachu znalazła się centrala telefoniczna. Już 3 lata później miejsca było zbyt mało i obok zbudowano nowy gmach. Było to spowodowane tym, że liczba nowych aparatów telefonicznych (początkowo 5200) rosła w Warszawie w olbrzymim tempie. W ten oto sposób w 1904 i 1907 r. powstawały kamienica i gmach PAST-y, czyli Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej (ściśle rzecz biorąc budynki zostały przejęte przez PAST-ę w 1922 r.). Budynek przy Zielnej 37 znacznie ucierpiał w czasie Powstania Warszawskiego i został odbudowany, ale bez ostatniej kondygnacji, którą odtworzono dopiero w 2005 r.

DSC04464

W Warszawie istniały wcześniej sieci telefoniczne na podstawie koncesji Bella, jednak problemem miasta były szpecące je kable. Dlatego pozytywną zmianą - po wygaśnięciu pierwszej koncesji i wygraniu przetargu przez firmy Cedergrena i Ericssona - było kładzenie kabli pod ziemią, co było wówczas nowością na skalę europejską.

kable_podziemne_saski

Układanie kabli podziemnych w Ogrodzie Saskim, 1902 r. (źródło

Kiedy zbudowano pierwszą w Warszawie centralę telefoniczną wyposażoną w sprzęt firmy Ericsson przy ulicy Zielnej 37, natychmiast zgłosiła się tam do pracy i moja prababcia. A pamiętajmy, że wówczas praca zarobkowa kobiet nie była codziennością. Ericsson zatrudnił wówczas 171 kobiet. Otrzymanie tej pracy nie było łatwe. Firma stawiała kandydatkom wysokie wymagania. Przyszłe telefonistki przechodziły rozmowy kwalifikacyjne, musiały charakteryzować się miłym głosem, a ponadto mówić w jakimś obcym języku. Mimo wszystko ponad 110 lat temu to była wielka szansa dla kobiet, marginalizowanych społecznie, zależnych od swoich rodzin. Jak pisała poetka "Czasem poezja spływa kaskadami pokoleń,/co stwarza groźne wiry w uczuciach wzajemnych." U mnie tak jest chyba z emancypacją, którą moja prababcia rozpoczęła jeszcze długo przed I wojną światową.

Poniżej zdjęcie z 1927 r. 

telefonistki_przy_pracy_warszawa_rok_1927

Komentarze (28)

Dodaj komentarz
  • onikra

    Bardzo ciekawe bywają takie rodzinne historie powiązane z dziejami miasta. Myslalam, że firma Ericsson to razem z telefonami komórkowymi się pojawiła dopiero. Naprawdę! Ale szok ;-)

  • abs-urd

    Super historia!

  • Gość: [Semafor] *.adsl.inetia.pl

    Prababcia i prawnuczka - podobieństwo tak zadziwiające, że trudno powstrzymać się od komentarza. Serdecznie pozdrawiam!

  • varshava

    @Onikra: nie, nie, Ericsson już od ponad wieku w Warszawie.

  • varshava

    @Abs-urd: i ja ją bardzo lubię!

  • varshava

    @Semafor: to bardzo miłe słowa. Nie wiem czy jestem podobna, ale chcialabym. Czy my się znamy osobiście, czy to ocena na podstawie zdjęć i emancypacyjnego charakteru wpisów? ;) Byłoby miło znać kogoś, kto tak rewelacyjnie zna się na polskim kinie, a do tego lubi te filmy, które i ja cenię:)

  • Gość: [Semafor] *.ssp.dialog.net.pl

    Żadnej z Pań nie miałem zaszczytu poznać osobiście, podobieństwo oraz godną podziwu urodę widać po prostu na dostępnych fotografiach. :-)
    A gdyby tak dzisiaj zrobić zdjęcie w podobnym uczesaniu, technice etc. ... ?
    W filmie polskim uwielbiam odszukiwać realia, zwłaszcza warszawskie. Chętnie podzielę się odkryciami w tak miłym gronie.


  • varshava

    Pomysł na zdjęcie w podobnym stylu jest doskonały! ;)
    A pomysł na dzielenie się odkryciami filmowymi jeszcze doskonalszy!

  • lavinka

    Pewno zależy od rodziny. Moja prababcia urodzona w 1907 pracowała już jako dziecko, żeby zarobić na szkołę swoich młodszych braci. Jej mama handlowała kwiatami na targu. Nie pracowały tylko kobiety z mężami na tak zwanej posadzie lub co bogatsze mieszczki. Bo byłe szlachcianki i ziemianki najczęściej miały kupę roboty wokół domu i folwarku, wiec ciężko ich nie-pracę nazywać brakiem emancypacji.

  • varshava

    Nie nazywam niczyjej działalności brakiem emancypacji, tylko emancypacją pracę mojej prababci. W sensie logicznym to się nie wyklucza.

  • ta-dziewczynka

    Ciekawa historia.
    @Lavinka: sądzę, że przejawów emancypacji jest tyle, ile kobiet, które nie odnajdywały się w patriarchalnym świecie i robiły coś by to zmienić.
    A świat nie był taki prosty, zabraklo w Twoim opisie jeszcze największej grupy pracujących kobiet: tych na wsiach.
    Z kolei jeśli chodzi o inne stany (klasy?) w 1904 r. (a nawet w 1907) nie wszyscy byli byłą szlachtą i ziemiaństwem. Wiele osób korzystało z przywilejów stanu (a potem, po zniesieniu tytułów - przywileju kapitału) jeszcze do drugiej wojny światowej. Co nie oznacza, że nie było tych, które pracować musiały.

  • sad.a.5

    Bardzo ciekawa historia, swietne zdjecia, dzieki, pozdrawiam serdecznie :)

  • lavinka

    Rodziny na wsi nie mam, to trudno mi ocenić, jak to wygląda. Ale domyślam się, że ciężko pracowały w polu. Więc jaka emancypacja. Pamiętajmy, że ruch emancypacyjny narodził się w krajach, gdzie kobiety dużo mniej pracowały, raczej siedziały w domu z dziećmi i dlatego były marginalizowane. W Polsce kobieta mogła być królową (prawnie), kobiety dziedziczyły majątki na podobnych zasadach jak mężczyźni (zazwyczaj wiano szło przechodnio z matki na córkę), generalnie polska kobieta miała dużo większy szacunek i prawo głosu niż niemiecka czy w pewnym momencie amerykańska. Bardzo zależało to od tego, czy była szlachcianką, mieszczką, czy przypisaną do ziemi chłopką. Tu najlepiej miały dziewczyny z miasta, były wolne i często prowadziły własne biznesy. Pochodzę z "rodu" takich kobiet, więc mam mgliste pojęcie o życiu na łasce męża. ;)

  • ta-dziewczynka

    @Lavinka: Napisałam po prostu: kobiety zawsze pracowały. Na wsi, w miastach. Tylko najczęściej nikt im za to nie płacił, a jak płacił, to nie były to fortuny raczej. Z emancypacją wiele to nie miało pewnie wspólnego, lecz z cieżkim zyciem i koniecznością przetrwania, zarobienia na siebie i rodzinę. Ale jak były kobiety, które pracować nie musiały, a jednak postanowiły się wybić na niezależność, uczyć, zarabiać, mimo że znacznie trudniej im było niż mężczyznom, to dla mnie jest emancypacja. Bo przecierały szlaki kolejnym. Kraje nie mają znaczenia. Emancypacja narodziła się nie w krajach, tylko w umysłach niektórych kobiet (i mężczyzn). Ja osobiście nie przepadam za tym dyskursem, że emancypacji u nas nie potrzeba było, albo narodziła się później, bo kobieta była ważna. Kiedyś posłanka Wróbel stwierdziła nawet, że kobiety u nas zawsze były szanowane, ponieważ mieliśmy tu kult maryjny (i przyklasnął jej ksiądz Oko). Liczą się dla mnie realne fakty, dyskryminacja kobiet na każdym kroku, (co z tego, że pracowały, jak w gorszych warunkach, prestiżu, mniej doceniane) a nie jakieś wyimaginowane kulty maryjne czy prawo do bycia królową (och, zatrzęsienie tych królowych było, doprawdy)
    Jeszcze nie zapomnijmy dodać, ze panowie w Polsce zawsze byli bardzo szarmanccy i całowali kobiety w rękę.

  • lavinka

    A facetom płacił? Dziewczyno, 90% społeczeństwa do XIX wieku nie było traktowane jak obywatele, tylko jak niewolnicy. Za zabicie chłopa groziła co najwyżej grzywna. Płacić chłopom za pracę? W feudalizmie? No co Ty. Nikt im nie płacił. Mieli wyrobić pańszczyznę, bo należeli do pana. Płacenie za pracę to wymysł po Rewolucji Francuskiej, a do nas te zachodnie fanaberie dotarły dużo później. Wolność dla kobiet, gdy większość mężczyzn jej nie miała? Rzemieślnicy mieli lepiej, oni byli wolni, im się płaciło. Tak samo kobietom, jak i mężczyznom. Poza tym która kobieta zajmowała się sama domem. Od tego były "dziady". Taki tamtejszy system emerytalny. :)

  • ta-dziewczynka

    Wpis jest o początku XX wieku i o tym okresie piszę. Nie wspomniałam nic o feudalizmie, więc się tak nie emocjonuj. Przypominam, że pańszczyzna została zniesiona w Polsce w 1861 r., a piszemy o 1904 r.

    Nie wiem właściwie jaki jest cel Twojej ze mną polemiki? Że ruch kobiecy w Polsce nie miał sensu, nie było go, był niepotrzebny? A jesli, że emancypacja dotarła tu później, to proszę masz tu na wiki, 7 etapów nawet.:
    (1904 r., a więc okres, który jest opisany we wpisie już sie tu mieści, jest już nawet czwartą, modernistyczną falą) pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm_w_Polsce)

    Potrzebne były w historii wszelkie ruchy emancypacyjne, ruch robotniczy, ruch kobiecy itp. Wszystkim im jestem wdzięczna.

  • lavinka

    No ale na początku XX wieku praca zarobkowa kobiet była czymś oczywistym. Kiedyś, to co innego, ale początek XX wieku? Na wsiach też, tyle że w innym wymiarze. Najmowały się jako służba, jako mamki (karmienie piersią w Polsce nigdy nie było popularne poza Podlasiem, mleczne kaszki od Nestle były dostępne nawet podczas II wojny światowej), handlowały na targu. Więc nie wiem o jakim braku zarabiania piszesz. Chyba za mało wiesz o tamtych czasach. Jedna niepracująca prababcia to nie to samo co cała populacja kobiet. Pracowały zarobkowo w fabrykach, głównie we włókiennictwie, szyły za pensję. Wtedy nawet dzieci pracowały. Po prostu większość siedziała w szarej strefie i dostawała psie grosze, bo związki zawodowe dopiero zaczynały działać i organizować strajki. Poguglaj strajk szpularek, to się zdziwisz. Całe miasto pracujących kobiet.

  • lavinka

    edit: miałam na myśli I wojnę światową. Tak 1914. :)

  • ta-dziewczynka

    Odwołałam się do ruchu robotniczego w poprzednim komentarzu, jeśli nie zauważyłaś. Strajki kobiet robotnic to też rodzaj emancypacji na dwóch płaszczyznach: pracowniczej i kobiecej. Nie widzę sprzeczności. Jest to nawet potwierdzeniem mojej tezy: pracowały, ale zazwyczaj w złych warunkach. Mężczyźni najczęściej też, ale wielu mężczyzn pracowało także w dobrych warunkach, jeśli nie byli klasa robotniczą lub chłopami, ale w tych innych sferach już kobiet nie uświadczyłabyś. Dlatego taka praca quasi -biurowa jak centrala telefoniczna jest krokiem naprzód, wejściem kobiet do wcześniej niedostępnych sfer rynku pracy. Zwłaszcza jeśli dotyczy kobiet, które nie musiały pracować.

    No to powiedz w końcu, jaka jest Twoja teza? Bo ja wciąż nie widzę klarownej, jednej myśli, o co ci chodzi? Że panie z Ericssona nie były wyemancypowane? Że nie było emancypacji w Polsce? Serio, jasność przekazywanej myśli ułatwia komunikację.

  • lavinka

    Meh. Naprawdę się nie rozumiemy. Strajki kobiet jak i mężczyzn wybuchały w tym samym czasie i były związane z kiełkowaniem ruchów socjalistycznych, a nie emancypacją bogatych znudzonych mieszczek. Próbuję Ci wytłumaczyć, że w tym czasie praca zarobkowa kobiet w Warszawie była czymś oczywistym. Tylko kobietom ze wsi zabitej dechami wydawało się to czymkolwiek związanym z emancypacją. Prawdziwa emancypacja Polek przyszła w zasadzie dopiero wraz z Polską Ludową, kiedy to po prostu zabrakło facetów, więc luki trzeba było uzupełniać babkami. I dopiero wtedy zaczęły serio myśleć o sobie, jako o pracownikach. Kiedyś praca była po prostu przymusem, po II wojnie zyskała sens ideologiczny. Ale przedtem? Zaręczam Ci, że Ziuta czy Gienia nie szły do pracy z powodu emancypacji, ale dlatego, że były za brzydkie do burdelu (najlepszy zarobek w tamtych czasach dla kobiet nisko uposażonych). Tylko co porządniejsze załapywały się do służby u jaśnie państwa. Taka prawda.

  • ta-dziewczynka

    Nie piszę, że nie była czymś oczywistym praca kobiet. Tylko, że była czymś nieoczywistym praca kobiet w niektórych sferach rynku pracy. A walka o niezależność kobiet w mieście nie jest pomysłem na zajęcie się czymś "z nudów". Dużo w takiej wypowiedzi pogardy. Feminizm socjalistyczny: dotyczyl kobiet - robotnic, feminizm liberalny - tych z klasy średniej, z większymi szansami w życiu. Ale te feminizmy się nie wykluczają.
    Caly czas próbujesz mnie pouczać, więc kończąc już tę wymianę zdań polecam Ci lektury:

    1. Wywiad z dr Sierakowską (UW) "Ruchy emancypacyjne kobiet były najbardziej aktywne w zaborze rosyjskim, a istotnym czynnikiem przyspieszającym zmiany była rewolucja 1905 roku. Ruch emancypacyjny rozwijał się przede wszystkim w miastach, w środowiskach inteligencji "
    dzieje.pl/aktualnosci/dr-sierakowska-ruchy-emancypacyjne-kobiet-byly-najbardziej-aktywne-w-zaborze-rosyjskim
    2. Początki feminizmu w Polsce to właściwie II połowa wieku XIX, chociaż już wcześniej istniały pewne jego zalążki. Jako pierwszą falę naszego feminizmu określa się zwykle lata od 1905 roku do pierwszej wojny światowej. Wtedy zbudowane zostały zręby ruchu: w Królestwie Polskim powstał Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich i Polskie Stowarzyszenie Równouprawnienia Kobiet, we Lwowie Związek Równouprawnienia Kobiet.
    nowe-peryferie.pl/index.php/2013/07/ruch-kobiecy/
    3. "Feminizm XIX-wieczny był w zasadzie ruchem kobiet z klas średnich." www.racjonalista.pl/kk.php/s,5011
    4. Na tej z kolei konferencji zwracano uwagę na to, że "w XIX w. kształtuje się ideał kobiety, który wykluczał zaangażowanie polityczne i - w wypadku klas średnich [HALO, poprzednie zdanie bardzo ważne, w wypadku kas średnich!!] - pracę zawodową, wyznaczając granice jej obecności w sferze publicznej do działalności moralnej, charytatywnej i społecznej. Mimo gwałtownych zmian społecznych i politycznych, kobiety szybko przekonały się, że hasła równości, wolności i demokracji nie są skierowane do nich. Poczucie niesprawiedliwości stało się fundamentem narodzin i rozwoju ruchu kobiecego, który w niemal każdym kraju Europy walczył o prawa do edukacji, pracy zawodowej, udziału w życiu politycznym, wolności osobistej i równości wobec prawa. "
    www.bezuprzedzen.org/aktualnosci/art.php?art=539

    I pomyśleć, że wszystko to z nudów..

  • varshava

    Nie widzę powodu, by dyskutować na ten temat. Jestem przekonana, że moja prababcia była wyzwoloną jak na swoje czasy kobietą. Emancypacja to nie tylko praca zresztą, tylko pewien rodzaj mentalności.

    W powyższej dyskusji problemem we wzajemnym zrozumieniu jest brak sięgania do marksowskiej (sic!) kategorii klas. Inne były problemy kobiet z klasy robotniczej, inne ze średniej. Wszystkie walczyły o swoje postulaty w swoim czasie i swoimi drogami. Nie wiem po co podważać ruchy jednych kosztem drugich.

    Dziękuję. Będę wdzięczna za zakończenie tej dyskusji, lub przeniesienie jej na inne forum. Chyba, że pojawią się jakieś warszawskie wątki ;)

  • abs-urd

    haha, brawo Varshava, szach i mat!

    Zwłaszcza odwołanie do kategorii klas jest strzałem w dziesiątkę!

  • se_ma_for

    Nie byłoby tego sporu gdyby każdy pamiętał, że emancypacja oznacza uwolnienie z zależności w celu osiągnięcia pełni praw obywatelskich.
    - W przypadku niewolników oraz pańszczyźnianych chłopów (bez względu na płeć) praca z pewnością nie prowadziła ani do wolności, ani do uzyskania pełni praw.
    - Polska arystokracja (również bez względu na płeć) cieszyła się wolnością i pełnią praw z urodzenia, niezależnie od wykonywanego zajęcia.
    Tak więc argumenty odnoszące się do powyższych stanów są absolutnie nie na miejscu.
    Emancypacja kobiet poprzez pracę zawodową, aż do uzyskania pełni praw obywatelskich, dotyczyła głównie mieszczaństwa oraz tzw. drobnej szlachty. O tym właśnie pisze Varshava i ma całkowitą rację.

  • varshava

    @Abs_urd: myślałam, że jesteś keynesistą, a nie marksistą :)

    @Se_ma_for: dziękuję za głos w dyskusji. Chyba ujął Pan najpełniej to co wielu próbowało przekazać.

  • abs-urd

    Nie znam się na ekonomii niestety, jestem zawsze po stronie emancypacji. Dlatego czuję, że marksizm nie całkiem umarł, póki są klasy nieuprzywilejowane.

  • Gość: [iluminat] 193.0.108.*

    Niech żyje emancypacja!

  • varshava

    @Abs-urd: masz trochę racji.
    @iluminat: wiadomo!

Dodaj komentarz

© Warszawa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci